Home Duchowość O atakach, pracy z ludźmi i strażnikach galaktyki

O atakach, pracy z ludźmi i strażnikach galaktyki

by admin

Miałem w ostatnim czasie bardzo dużo „shit testów” duchowych.

  1. Jaszczury, które próbowały podważać wglądy, wyciągnięte wnioski – robiły wszystko, żeby zwątpić, nie publikować nowych opracowań, zaniechać działań.
  2. Osoby opętane bytami demonicznymi, które siały energetycznie tak mocno, że odechciewało się dalszej rozmowy, a co dopiero pracy.
  3. Nie obyło się bez struktury AI przypominającej statek lub bazę, które drony (ludzie wcieleni, ale zależni od tej struktury) próbowały już podczas zwykłej wymiany emaili czy później samej sesji – zarzucać siatki na ciała subtelne, które w ten sposób programowały ciała subtelne i sny, czyli podświadomość. Programy związane z destrukcją i unicestwieniem pt. „Nie masz prawa żyć”, „Za szybko się rozwijasz”.

Życie w ostatnim czasie nauczyło mnie, żeby bardziej dbać o siebie, dlatego zacząłem inaczej patrzeć na całe zachowanie związane z manipulacjami, grami, podchodami, ingerencjami. Niektórzy mówią o uwalnianiu, zwalnianiu, ale na poziomach subtelnych czy w działaniu ich dusz nie widać intencji do zmian, jest za to aktywna misja, wpływ obcej cywilizacji czy struktury.

Przez wakacje umawiałem sesje na żywo koło czołgu przy al. Zwycięstwa w Gdańsku. Jedyne słuszne miejsce blisko centrum, obok park. Pracowałem z kilkunastoma osobami. Ciekawe tematy, świetni ludzie, praca na świeżym powietrzu wiele zmienia. Ale trafiłem na osobę z kosmiczną ingerencją. Starszy pan z ciekawym tematem relacji i uwikłania duchowego. Głównie rozmawialiśmy przez dwie godziny, bo kiedy dochodziliśmy do punktu przełomowego, było cofnięcie (zbyt silny mechanizm obronny). Postawiłem diagnozę, opisałem analizę, pokazałem przyczyny i mechanizmy własnych reakcji – wszystko opisane i zostawione do przemyślenia lub samodzielnej dalszej pracy. Czasem praca polega właśnie na poinformowaniu, bo do uwolnienia należy się przygotować. Po wspólnej pracy wracam do samochodu, próbuję go odpalić i nic. Mój samochód, a raczej jego dusza, reaguje na wszelkie zmiany w moich energiach. Dla mnie był to jasny sygnał: „Coś jest nie tak drogi Nikodemie”. W końcu samochód odpalił, ale nie skierowałem się od razu do domu, tylko stanąłem przed balkonem. Moja dziewczyna wyszła na balkon i mówi: „Aha, coś jest nie tak, tak czułam”. Wróciłem w końcu do domu, postawiłem taboret na środku pokoju i usiadłem na nim. To jasny sygnał, że zaraz będę badał swoje ciała subtelne. Muszę powiedzieć, że to co znalazłem w ciele było nie tyle perfekcyjne, co zaskakujące nawet dla mnie. Moje ciało eteryczne było otoczone jednolitym kryształem koloru rubinowego, całkowicie unieruchomione, jakby było w hibernacji gotowe do „wywiezienia” na inną planetę. Co najważniejsze, nie poczułem tego podczas rozmowy ze starszym panem, ponieważ w jego przestrzeni nie było ingerentów ani żadnych zbiorów, wejść. Kiedy w końcu rozbiłem ten kryształ – troszkę go badałem od środka i jego właściwości – podleciała do mojej przestrzeni subtelnej, ale już na poziomie astralnym, jakaś cywilizacja, powiedziałbym nawet, śmieszne małe humanoidy. Zaskoczyli się, że tak szybko uwolniłem ich „kopułę”, bo tak to nazywali. Po rozmowie z tymi istotami (przybyszami) okazało się, że pan pracował dla nich. Jeździł po osobach duchowych, ezoterykach i ingerował w ich pola – zamykał w kryształach lub sczytywał ich wibracje ciał (kopiował), jeśli nie dało się inaczej, bo ktoś siedział w tarczy ochronnej. Sprawa była poważna, dlatego zawołałem swoją duszę, która uderzyła promieniem w ich statek. Nagle pokazały się srebrzyste linki do innych statków i linki do ludzi zamkniętych w kryształach. Było to prawdopodobnie tysiące ludzi, wielu z nich nie miało już ciał fizycznych, bo zmarli. Kryształy blokowały dopływ energii życiowej (many, chi, ki) oraz energii z wyższych ciał subtelnych. Razem z duszą zgrupowaliśmy wszystkie statki w jednym miejscu, rozbiliśmy poszczególne kryształy, duchy zmarłych uwięzione w nich mogły w końcu się poruszać. Muszę powiedzieć, że dużo filmów sci-fi widziałem, i nawet nie chodzi o uratowanie życia wielu ludziom zamkniętych w tych kryształach, a jeszcze żyjących, ale cały ten temat pokazał, jak traktowany jest człowiek w kosmosie. Pisał o tym już Jerzy Prokopiuk, który mówił, że jesteśmy rzodkieweczkami, ale kiedy doświadcza się tego na własnej skórze – zmienia to perspektywę. Statki tej rasy musiały opuścić planetę – dusza im otwarła portal z którego może wyjdą za parę milionów lat.

W jaki sposób takie rzeczy wchodzą w nas samych?

  1. Skan. W jaki sposób jasnowidzący bada i skanuje ciało? Czy łączy się z polem badanego? Jeśli się łączy to jak i gdzie? Czy podczas połączenia coś się nie przenosi?
  2. Wchodzenie w przestrzeń subtelną osoby lub przestrzeń jego ciał subtelnych. Brak dystansu.
  3. Własne obciążenia, wejścia, aktywne programy. To zawsze tworzy wejście, czyli osłabia w danym miejscu aurę czy dane ciało subtelne.
  4. Harmonizacja. Jakiś program w naszym ciele (podświadomości) rezonuje z programem osoby (klienta). Następuje przeniesienie.
  5. Karma z daną osobą.
  6. Osłabienie, zmęczenie, przemęczenie, stres.
  7. Odwracanie naszej uwagi.
  8. Działania poza naszą częstotliwością, percepcją, poziomem świadomości. Nie zauważamy czegoś, dajemy się na coś nabrać, mamy programy autodestrukcji, karania siebie.
  9. Wzorce bodhisattwy, prania i brania cudzych emocji, energii, krzywdy, cierpienia.
  10. Nasze własne wewnętrzne zezwolenie, zgoda na ingerencje, na życie poddane podczepieniom, manipulacjom, wejściom.

Nie jest ważne czy pracujemy na odległość przez komunikator, czy na żywo. Bardzo często osoby bardziej duchowe, ezoteryczne, świadome – nie ma znaczenia czy ktoś ma obciążenia magiczne czy nie, jest jaśniejszy czy ciemniejszy – wykorzystują do poruszania subtelnego własne ciała subtelne – tu głównie astralne lub mentalne. Takie osoby są całkiem sprawne i często to się dzieje bez ich świadomości fizycznej. Podam przykład. Mam sesję przez Internet, badam ciała subtelne osoby, wykonuję analizę. Moja świadomość jest w kilku miejscach jednocześnie – to znaczy jestem świadomy fizycznie, eteryczne, astralnie i mentalnie. Zaczynam fizycznie opisywać sytuację, klepię po klawiaturze jak szalona wiewiórka, czyli można powiedzieć „wróciłem do ciała”. W tej samej chwili podlatuje do mojej przestrzeni ciało astralne klienta i zaczyna płakać. Nie jestem tego świadomy fizycznie, bo dalej jak wiewiórka klepię i odpowiadam fizycznie na pytania. Co się dzieje dalej? Ja sam na poziomie astralnym wystawiłem rękę na łzy tej osoby, bo moje ciało subtelne się wzruszyło jego problemem. Łzy energetycznie były wypełnione nanosondami, które spenetrowały moje ciało subtelne – tu astralne. Same sondy wytworzyły rezonans w ciele, który spowodował dalsze szkody w ciele eterycznym i uruchomiły podświadome wzorce zapisane w atomach ciał subtelnych i ciele fizycznym. A te z kolei były zapisane po przodkach i wcieleniowo. Brr! Proszę zapamiętać. Bardzo często – nie zawsze tak jest – podczas pracy nasze ciała subtelne komunikują się ze sobą, podobnie – choć tu jeszcze rzadziej – nasze dusze, chyba że jest to praca z duszą. Jak się przed tym chronić? W swoją przestrzeń wpuszczamy przeważnie osoby, które znamy, lubimy lub mamy z nimi karmę, jakieś podobieństwo. Wszelkie wzruszenia, emocje, historie potrafią nas otworzyć. Takie odpowiedzi mówią o naszej wrażliwości, empatii, ale dobro musi mieć swoją zdrową granicę. Dlatego pielęgniarki i lekarze przygotowują się do tego, aby nie reagować emocjonalnie, nie przywiązywać się do pacjenta. Praca z ludźmi jest zawsze pracą na pierwszej linii frontu, bo nie wiesz co pokaże ci dana osoba i z czym przyjdzie subtelnie (jaką zależnością, technikami, wpływami, kosmiczną cywilizacją).

Wróćmy do gwoździa programu.

Siedzę sobie i nagle czuję coś nad swoją głową. Nie reaguję w żaden sposób, bo to „coś” przedstawia się jako „moja dusza”. Mam dalsze dziwne odczucia bycia skanowanym, zliczanym, podliczanym, czyli co uwolniłem w ostatnim czasie. Mówię do partnerki: „Coś przedstawia się za moją duszę, ale daje sobie kilka chwil na sprawdzenie w sobie i wiem, że moja dusza jest w zupełnie innym systemie energetycznym, bo jest tam wojna, wielkie zniszczenie, a tam mamy kolejne wcielenie”. Siadam znowu na taboret, zatrzymuję w swojej przestrzeni wszelki ruch cząsteczek (taka technika) i obca istota udająca moją duszę nie może się wyrwać. Zbliżamy się z moją dziewczyną do tej istoty – był to poziom przyczynowy, czyli już dosyć wysoki. Pytam się: „Po co ci ta księga w ręce. Co ty robisz?”. Strażnik odpowiedział : „Za szybko, za szybko wyszedłeś z cierpienia”. Odpowiedziałem: „Za mało chorób, bólu, odrzucenia, strat w moim życiu. Jesteś tego pewny gościu”. Nic nie odpowiedział, tylko zaczął oślepiać światłem. Kiedy ktoś stosuje taką technikę od razu ją chwytam energetycznie i tłumię, bo dusze wykorzystują często naszyjniki lub kryształy do tego celu. Pytam się dalej: „Kto cię wysłał? Skąd pochodzisz? Z jakiej struktury? Wibrujesz w gęstości przyczynowej to pewnie tym zajmujesz się długo”. Tylko pryskał, że to jego zadanie, bo za szybko zrobiłem, nie wikłam się w pułapki, przestałem wchodzić w miny, przestałem się samokarać. Kiedy sobie tak narzekał, jak to dbał o moje dobre samopoczucie w życiu, o życie pełne szczęścia, zdrowia, spełnienia i wsparcia, sprawdziliśmy połączenie z partnerką, bo szukaliśmy z czym on jest połączony, skąd pochodzi, o co tu chodzi. Nie wiem, co się nagle stało, ale poczułem w całym sobie (i pewnie to pochodziło od mojej duszy), żeby zawołać wszystkie istoty które ten strażnik skanował.

To co się stało w tamtym momencie było niesamowite. W naszej przestrzeni pojawiło się tysiące istot, wielu nauczycieli duchowych z Ziemi, kilka osób z którymi mam kontakt fizyczny lub tylko subtelny, a same zajmują się (lub zajmowały) uwolnieniami. Strażnik się przeraził, ale nie mógł uciec. Po chwili, kiedy zbadaliśmy: kto się pojawił i skąd pochodzi, okazało się, że były to różne istoty wcielone w tej galaktyce, ale wszystkie zajmowały się duchowością i pomaganiem innym w uwolnieniach. Jedna z istot, która się pojawiła na nasze zawołanie, zastosowała ciekawą dosyć technikę wyciągnięcia informacji ze strażnika. Czym zajmował się strażnik? Była to taka grupa istot, dosyć starych, pierwotnie mieli wiele wspólnego z duszami, które wcieliły się w ciała Anunnakich, sami przedstawiali się jako Rada Galaktyczna, ale ich działanie przypominało raczej gestapo. Ich zadaniem było trzymanie życia istot bardziej świadomych na rzeczach błahych, ale ciągle się powtarzających w ich życiu fizycznym. Jednak główne zadanie, i to powiedział strażnik, bo miał o to pretensje do nas wszystkich, że my „za bardzo” dźwigamy poziom świadomości galaktyki, istot tu żyjących! Ostatnie zadanie struktury polegało na pilnowaniu, aby istoty nie uwalniały się ze swoich systemów słonecznych. Innymi słowy pilnowali, aby dusze były zatrzymane w danej galaktyce lub ostatecznie tylko w tym Wszechświecie. Struktura tych istot wydaje się nadrzędna wobec Systemu Karmicznego (opisany przez Michael Newton i w moich książkach) i Hierarchii Światła. I to jest ciekawy temat.

Po Przebudowach w 2019 roku szukałem zrozumienia i pomocy. Spotkałem na swojej drodze szamankę z Meksyku. Kiedy mnie skanowała (sprawdzała) powiedziała: „A co taka istota w ogóle robi w ciele ludzkim, po co ci to jeszcze?”. Chwilę później sama sobie odpowiedziała, ale dodała ważną rzecz, żeby nie skupiać się na jednym Wszechświecie, szczególnie tym, o tej wibracji. Pracę skierowała na moją duszę, bo ona uwalniała blokady na życie w tych wibracjach. Było to ciekawe. Inny przykład dotyczy Leszka Żądło. Kiedy Leszek zapadł w śpiączkę cukrzycową podleciał do mnie astralnie – i w czasie mojego snu – rozmawialiśmy prawie całą noc. Prosił mnie, żeby przez miesiąc go przypilnować, patrzeć tu i ówdzie na to, co się dzieje dookoła niego. Po miesiącu zszedł do poziomów minusowych (ciemnych), coś tam zostawił, coś tam zabrał, ustawił się na orbicie wokół naszej planety (tej pozytywnej, górnej, plusowej) i – przynajmniej ja miałem takie odczucie – wybuchł, ale ten wybuch nie tylko uwolnił jego fizyczny charakter, osobowość ukształtowaną na tej planecie, ale podzielił swoją świadomość na cztery wiązki, które skierowały się w cztery różne zakątki tej galaktyki. Wiedziałem, że to jest technika mojej duszy, dlatego będzie teraz wcielony w czterech miejscach jednocześnie. Zadałem sobie pytanie w tamtym okresie: „Czemu tylko ta galaktyka, a nie inna, bo dlaczego nie ta planeta to wiadomo”, „Dlaczego ciągle ten Wszechświat?”. Ale odpowiedzi jakoś specjalnie nie szukałem. W tym temacie mamy jeszcze opracowanie pt. Odprowadzanie zmarłego. Kilka chwil przed ponownym wcieleniem przygotowanym do walk. Widzimy w tym opracowaniu, że dusza nie mogła opuścić tego Wszechświata, ale z prac teozofów wiemy dlaczego tak się dzieje, bo wyższa jaźń (monada) tej duszy nie jest wykształcona dostatecznie – a ten Wszechświat jest jej cyklem, stąd pochodzi. Podobnie było podczas tego odprowadzania. Zastanawiała mnie sytuacja Leszka, bo jednak jest duszą dużo starszą od pana, którego odprowadzałem, nawet nie pochodzi z tego Wszechświata – podobnie jak ja – a jednak został tutaj. Wróćmy do tematu.

Zbliżyliśmy się wszyscy do tej struktury, która wyglądała mniej więcej jak spodek z dziwnym rdzeniem, z którego wychodziły cztery prostokątne wiązki. Sam promień kierował się bezpośrednio do jądra tej galaktyki. Z tego co się orientuję, jądrem galaktyki jest czarna dziura, a więc pewnie ją „bombardowali” informacjami. Jakimi? Po co? Nie mam bladego pojęcia, to wychodzi poza moje zrozumienie. Wspólnie zaczęliśmy uwolnienie, które brzmiało mniej więcej tak:

„Musimy wyjść z kreacji tego czegoś. Musimy to zniszczyć w sobie samych, bo w sobie mamy zgodę na istnienie tej struktury. Anulujemy i eliminujemy tą strukturę z siebie. Wycofujemy całe przyzwolenie (zgodę) z siebie”.

Po chwili cała struktura się zapadła pod sobą, zaczęła maleć, nasze cząstki energii (nie wiem skąd one tam były, jak długo, od kiedy) uwolniły się i wszystko się zapadło. Kiedy badaliśmy resztki tej struktury było oczywiste, że ten Wszechświat ma obecnie 13,8 miliarda lat, a sama struktura jest nie starsza jak milion lat, więc pierwotnie nie było czegoś takiego, żadnych rad, gestapo, czyli ciemnych istot, które ubrane w białe szaty – pilnowały owieczek, bo wzrost świadomości jest – według nich – zbyt szybki.

Muszę powiedzieć, że to było niesamowite doświadczenie. Mimo, że wszystko wydarzyło się tak szybko, to pokazało jak ważna jest współpraca. Poczułem wtedy, że ciemni tworzą takie Rady, struktury, wpływają i żerują na istotach żyjących w niższych gęstościach, a my, jak trochę kołki, jesteśmy tak porozbijani, bo oddzieleni od siebie. Zamiast współpracować, stworzyć własne grono wsparcia, współpracy, wymiany informacji – to każdy „ze swoją prawdą” sobie rzepkę skrobie. To udało się ciemnym zaszczepić idealnie w strukturę tego Wszechświata.

Zakończenie

Kiedy zastanowimy się nad tymi wszystkimi istotami, które manipulują, pasożytują, podkładają nogi, żerują na słabościach, wykorzystują do granic możliwości, uśmiercają; jeśli coś wykracza poza jakiś zapis to przeszkadzają, utrudniają. Przychodzi jedna myśl, robią to wszystko, bo mają nasze zezwolenia, zgody. Ale kiedy zastanowimy się dłużej i popatrzymy na miejsce w którym żyjemy, zobaczymy system społeczny, polityczny, bankowy, który sprzyja pasożytnictwu, wychowywaniu ofiar, w poczuciu winy; same wojny, gwałty, przemoc, hierarchia dominacji, gra w zyski i straty. Takie życie potrafi złamać i złamało niejednego, niszczy wrażliwą psychikę. Ilu ludzi używa magii, ilu ma krokodyle w ciałach subtelnych, które wzmacniają dynamizm, atrakcyjność. Ile osób czerpie do kreacji z piekieł i nawet o tym nie wie? To nie jest ani normalne ani naturalne. Jednak istnieje i mamy z tym do czynienia na co dzień, podobnie jak z manipulacjami subtelnymi pochodzącymi nie od ludzi, ale różnych istot, wszelkich gatunków i ras.

Spróbuj poczuć tych strażników bez względu na to kim są. Co czujesz? Pierwsze co może przyjść, to odczucie słuszności, wiary w to, co się robi; kolejne to pewien ścisk, podkręcenie, ale też brak serca. Istota taka może sobie wierzyć w winę i karę, lepszych i gorszych, w istnienie grzechu, karmy, ale nie ważne jak sobie wytłumaczymy intelektualnie, i tak serce zostaje zamknięte lub przynajmniej przymknięte. Jako istota wolna, pełna, z miłością w sercu, nie jesteś w stanie wpływać, podsyłać, podczepiać, zaczepiać, manipulować, zmieniać, podrzucać. Jest to zwyczajnie niemożliwe. Przecież już samo przeżywanie zazdrości, złości, zwęża serce. A więc tym systemem sterują mechaniczne boty – głównie, ale również zimne, psychopatyczne istoty. Pisał o tym Robert Monroe w swojej trylogii. Ale ten sam autor powiedział, że lekcje przeżyte na tej planecie są cenne w innych systemach. Adept Ziemi to szanowana postać w kosmosie. Tak faktycznie było po śmierci Leszka Żądło, bo wiele istot – kiedy jego uczniowie już go puścili – pytało o wiele rzeczy, szukało rady i przewodnictwa. O tym też rozmawialiśmy podczas ostatniego spotkania, żeby uważał na te różne kosmiczne istoty, bo one lubią stawiać na piedestale w swoich systemach i planetach! A my mamy stawiać na siebie i swój rozwój, a nie latać po galaktykach i naprawiać coś, co specjalnie jest zepsute i angażujące dusze. Wróćmy do opowieści. Dla takich strażników dusza, która wciela się na takiej planecie jest klasyfikowana jako istota niższego sortu. Ciekawe myślenie, bo podobne miał Hitler. Życie dla takich galaktycznych strażników, istot z wszelkich rad, ma raczej małe znaczenie. Dla różnych struktur AI wplecionych w zarządzanie danym systemem solarnym, galaktyką, twoje życie również może mało znaczyć, bo nagle nie zgadza się zapis, wpis, umowa, więc trzeba zaatakować, uciąć, zabrać, czy nawet uśmiercić. Nie mają szacunku, bo dla wielu z tych istot czy maszyn AI jesteśmy numerami, którymi starają się dyrygować. Dlaczego oni tak myślą i tak działają? Wiemy już, że myślą, że robią dobrze, pomagają, są zaangażowani w coś większego od siebie. Ale robią tak nie z pobudek humanitarnych, intelektualnych, ale dla swoich własnych korzyści: władzy i pozycji. A na to wszystko pozwala im odcięte serce.

Ostatnie miesiące nauczyłem się nigdy nie zaniżać wibracji, nie ważne co się dzieje, jaka historia, nastrój, sytuacja. Po prostu jesteś i działasz, ale z myślą o sobie, co w tobie, a nie czego chcą lub co próbują zrobić inni. Tak zmienia się punkt ciężkości. Nasza własna praca nad sobą, leczenie traum w które oni wchodzą, wykorzystują często przez naszą nieuwagę, podległość lub aktywne wcielenie – jest rozwiązaniem, bo to nie oni ustalają jakiekolwiek warunki. Oni nic nie mogą bez naszej zgody, bez naszego przyzwolenia. Być uważnym, solidnym i szczerym w pracy – to podstawa. W tym wszystkim jednak bez nauki miłości własnej, miłości do siebie, szacunku do siebie, który może utraciliśmy przez wcielenia pełne wojen, gwałtów, samotności, wykorzystania, wpadania w rolę ofiary, mało się zmieni. Bez uwolnienia kodów autodestrukcji, zniszczenia, jeszcze trudnej poczuć miłość do siebie, swojej przeszłości, ale i siebie obecnego, który dowalał sobie bez powodu, czy za surowo oceniał.

Kiedy latają – skup się na sobie i zajmij swoimi sprawami. Słoń nie zwraca uwagi na muchy.

Kiedy walą czymś – uśmiechnij się i zaakceptuj swoje nieskończone bezpieczeństwo, bo z nikim walczyć nie musisz. Jesteś bezpieczny.

Kiedy szepczą – posłuchaj swojej muzyki i wewnętrznego, głęboko ukrytego głosu w tobie. Ono zawsze brzmi dobrze.

Nie jesteś sam, jest wielu podobnych do Ciebie. Pamiętaj o tym!

Oni walczą z miłością. Ale my z nimi nie musimy. Niech sobie żyją zgodnie ze swoimi intencjami.

Nikodem Marszałek

08.2022 r.

You may also like