Home Białe i czarne - poza dualizmem Odłączeni i oddzieleni, czyli słów kilka o indywidualizacji, gęstościach, Źródle

Odłączeni i oddzieleni, czyli słów kilka o indywidualizacji, gęstościach, Źródle

by admin

Proszę potraktować moje opracowanie z dystansem, uwagą i nie przywiązywać się do wyników. Wiele z tego zostało odczytane i spisane pod bardzo wielką presją – co ja sam traktuję jako swój proces odczepiania i indywidualizowania. Bez tej postawy moje, ale przecież też wielu innych ludzi na całym świecie, zachowanie nie różniłoby się niczym od działań proroków, w imię których ludzie tworzyli różne systemy przekonań. Głównym tematem tej pracy jest proces indywidualizacji, Boga i Źródła. Zapraszam.

Wstęp

Podstawowym kryterium dla tematu Boga często jest Biblia z działaniem JAHWE. Widzimy w Starym Testamencie psychopatę, który karze, topi, segreguje, dzieli na lepszych i gorszych, eksterminuje, tresuje ludzi. Z kolei w Nowym Testamencie czytamy o działaniu Jezusa i próbie ocieplenia wizerunku Boga. W jaki sposób podchodzimy do tego tematu, zależy tylko od nas. Zagadnienie poruszyłem w opracowaniu „Bóg i chóry anielskie”. Jednak Biblia jest tylko opisem upadku i tego, co się działo w niższych gęstościach za czasów Sumerów. Dlatego wróćmy do podstaw, które zostawili nam mistycy ze Wschodu. Przyjrzyjmy się, jak jogini widzieli przestrzeń i jak ją nazywali, bo chyba od tego należałoby zacząć.

Kiedy czyta się książki takich nauczycieli duchowych jak Osho czy Jiddu Krishnamurti, widać obraz siedmiu gęstości, siedmiu sfer. Nazwa gęstości – adi – pochodzi od teozofów, lecz właściwie jest tłumaczeniem sanskryckiego wyrażenia mahaparanirvana. Oznacza ona „wielką”, „przedwieczną”, „bezkreśnie czystą”, „pierwszą”. Nazwa w pewien sposób zniechęca, mąci nam w umyśle, bo kto śmie o tej wysokiej, „doskonałej” gęstości cokolwiek powiedzieć? Kto uzna, że jest godny sięgnąć tak wysokich szczytów? Postawa traktująca tak doniośle wyższe gęstości subtelne jest popularna nie tylko na Wschodzie. Widzimy, że mnich, jogin podczas swojej pracy przekraczał duszę i to, z czym się dusza identyfikowała, i łączył się z duchem.

Podczas naszej pracy i badań rozbudowaliśmy zbiór nazw gęstości o już znane, ale często w żaden sposób nieposegregowane nazwy.

Powyżej gęstości adi jest gęstość 10. (licząc od dołu), która została przez nas nazwana gęstością tworzenia; ponad nią jest gęstość 11. jako gęstość istnienia i gęstość 12. – zaistnienia innego od wszechprzenikającego, całościowego (dziękuję tutaj za wkład w nazwy Andrzejowi Kluzie). W temacie Białego, który zbudował swoje nieba od gęstości astralnej aż do gęstości adi, mówimy o istocie (istotach) bardzo wpływowej i starej, silnie sprawczej. Na czym jednak ta starość miałaby polegać? Ano na czasie wydzielenia się jej energii (cząstki, iskierki) ze Źródła, czyli istnienia całościowego. I o tym będziemy rozmawiać za chwilę.

Musimy zrozumieć najważniejszą rzecz: NIGDY NIKT NAS NIE STWORZYŁ. Jesteśmy sami w sobie ruchem, energią, płyniemy i doświadczamy. Poznajemy i rozwijamy się, idąc w dół (od najwyższych gęstości), a potem próbujemy wspiąć się w górę. Ten rodzaj istnienia i rozwoju nazywamy INWOLUCJĄ. Jednak wiele istot, i jest to przeważająca ilość w tym Wszechświecie i wielu innych, rozwija się EWOLUCYJNIE. Polega to na tym, że ich dusza grupowa (ciało subtelne grupowe) przechodzi od najniższej gęstości do najwyższej. Czyli te istoty poznają i rozwijają swoją świadomość przez wcielenie w najniższych gęstościach w minerały, rośliny, zwierzęta i później istoty myślące, nie tylko humanoidalne. W ten sposób ich poszczególne ciała subtelne w konkretnych gęstościach indywidualizują się, ale w przeciwieństwie do Archaniołów, Anunnaków i wielu innych dzieje się to od dołu do góry. Proszę sobie tylko pomyśleć. Mamy istotę, która ma rozwinięte ciało subtelne najwyższe na poziomie adi i tworzenia (gęstości 9. i 10.). Ta istota wiele widziała i wiele doświadczyła. Kiedy dusza (istota, jaźń) z najwyższym samodzielnym, indywidualnym ciałem – dajmy na to atmanicznym – patrzy na taką istotę, to co widzi? Ona nie szuka siebie na tym poziomie, ponieważ widzi wibrację dla niej wysoką, boską, mocną i traktuje jak Boga, Stwórcę. Przykład:

Cyfra 1 po lewej stronie pokazuje zindywidualizowane ciała Anunnaków, Białych Aniołów do roku 2019. Cyfra 2 na środku pokazuje duszę grupową współczesnych ludzi (ich uśrednienie). Cyfra 3 po prawej stronie to dusza grupowa istot żyjących w ciałach ludzi, kiedy żyli Budda i Jezus.

Zastanówmy się nad wpływem i możliwościami ciał subtelnych:

  1. Ciało mentalne jest nazywane ciałem myślowym i jest odpowiedzialne za procesy myśli.
  2. Ciało przyczynowe pozwala łączyć myśli w większe abstrakcje, rozumieć połączenia między akcją i reakcją. Ciało to (wibracja na tym poziomie) daje większe pole do analiz.
  3. Ciało buddyczne ma związek z wyznawanymi wartościami, przekonaniami, które mają dla nas sens, wartość. Ciało to jest odpowiedzialne za kształt, sens oraz brak kształtu i sensu. Kłótnie polityczne typu lewica lub prawica poruszają i wpływają właśnie na ciało buddyczne.
  4. Ciało atmaniczne ma inny charakter, dużo głębszy, bo ma związek z ideami, emocjonalnymi i uczuciowymi poruszeniami. Nasz związek z daną wiarą, opcją filozoficzną, polityczną, religijną porusza to ciało i łączy często z duszą grupową wszystkich wyznawców. Tutaj może być silnie odciśnięte ciało bolesne (podobnie jak w ciele astralnym).
  5. Ciało anupadaka to ciało wyboru, woli i myśli, poruszeń osobistych, powiedzielibyśmy nawet – indywidualnych.
  6. Ciało adi (w naszych badaniach było to najniższe ciało wyższych jaźni) odpowiadało za inicjowanie procesów, wprowadzanie w ruch, kreowanie dusz istniejących w niższych gęstościach. To szczególnie z tego poziomu tworzone były wszelkie drzewa dusz, aniołkowa, które były odciskane w niższych gęstościach. Jednak z perspektywy patrzenia na wyższe jaźnie – na Anunnakich, Opiekunów, Oprawców, którym wiele istot służyło, szczególnie na niższych poziomach – z ich poziomu były zsyłane (nadal zresztą są) różne instrukcje, kody, energie, plany dla dusz i ich wcieleń. Od ich poziomu zaczęto kreować pewien rodzaj samsary, pola gry dla dusz.

Kiedy już wiemy, że możemy rozmawiać z człowiekiem, który owszem, ma ciało eteryczne, astralne, mentalne, jest inteligentny, oczytany, wykształcony, ale jego ciało przyczynowe dopiero się kształtuje (indywidualizuje; Jung nazywał to „indywiduacja”), to nie możemy wymagać od niego rozumienia głębszego sensu czy intencji. Podobnie dzieje się, kiedy człowiek, którego ciało buddyczne jest grupowe, ledwo zaznaczone i otoczone swoim powidokiem, ma podłączenie do grupy religijnej czy danej opcji politycznej – żeby zobaczył jako obserwator lub z dystansu, w czym utkwił, w co uwierzył. Dla takiej istoty uwolnienie od identyfikacji oznacza często śmierć duchową, ciemną noc, przejście przez pustkę lub próżnię w nowe. Wyjście z danej opcji, poglądu, wartości, grupy, sekty jest możliwe dopiero, kiedy dusza doświadczy np. zdrady, ktoś ją wykorzysta, okłamie, kiedy utraci lub zrozumie swój obiekt wiary, czci na poziomie uczuć, myśli, przekonań. Również kiedy człowiek doświadczy kilku rożnych opcji, np. wiary chrześcijańskiej, buddyzmu, ateizmu, lewicy, prawicy. Te różnice wpłyną na jego ciała i poruszenia, a te odbiją się na danym poziomie – gęstości subtelnej – i zaczną wpływać na całe istnienie. A co dzieje się w związkach, kiedy jedynym poruszeniem emocjonalnym partnera jest ciało astralne, ponieważ jego ciało atmaniczne nie jest wykształcone i nie ma z nim połączenia lub jest zablokowane? Dla partnera ze wszystkimi ciałami taki związek będzie pusty, jakby brakowało czegoś głębszego. Podobnie dzieje się, kiedy partner ma najwyższe ciało buddyczne zindywidualizowane, a ciało partnera jest na poziomie adi. Dla kogoś takiego rozmowy, wglądy będą mało inspirujące, budujące, bo pozbawione głębszej myśli i sensu. Chociaż na poziomie logiki i intelektu będą jak najbardziej poprawne.

Widzimy pewne działanie od czasów śmierci JFK, kiedy tajne służby wszystkie istoty myślące, analizujące, krytykujące zaczęły traktować jak teoretyków spiskowych. To jest dobra nazwa, która odcina ludzi o duszy grupowej od wyższych poziomów subtelnych. Często nawet od poziomu przyczynowego! Dzieje się tak, bo dla percepcji istot o duszy grupowej, mało zindywidualizowanej wszystkie istoty samodzielne, wolne są niebezpieczne, są heretykami, bo pokazują im rzeczywistość, w której ich wartości i wiara (obiekty buddyczne) i wyznawane idee (obiekty atmaniczne) nie są całym pięknym światem, bo są tam wartości, idee, ideologie przeciwne, kłamliwe, wykorzystujące, ujednolicające, ograniczające, pętające. Stwierdzenie „teoretyk spiskowy” pozwala człowiekowi o duszy grupowej, duszy bez cech zindywidualizowanych odetchnąć, ponieważ zamyka go – przynajmniej w odczuciu takiej młodej duszy – w zbiorze na jego poziomie emocjonalnym i myślowym.

Indywidualizacja Anunnakich

Rudolf Steiner pisał o wcieleniu się Arymana w ciało ludzkie. Nie wspomniał, że wraz z jego wcieleniem będą tu istoty w jego wieku lub starsze. Pisał także o planie uwolnienia wielu sił. Opisałem temat przebudów 2019 w formie mini-ebooka. Dlatego w rozumieniu i ujęciu gęstości subtelnych przedstawionych w tamtym opracowaniu oraz sposobu myślenia, jaki wówczas miałem – mogę przedstawić proces indywidualizacji, który się odbył.

Poniżej pokazuję dwie teczki z ponad pięćdziesięcioma wykresami, które wykonałem od kwietnia do sierpnia 2019 roku. Natężenie energetyczne w teczkach było tak duże, że kiedy się je otwierało, jeden telefon komórkowy się resetował, a dwa inne (którymi chciałem wykonać zdjęcia odczytów) już nigdy się nie włączyły. Dlatego całą energię musiałem z teczek i każdego wykresu wycofać. Pominę cały początek i skupię się na dwóch istotach znanych z Tory, Biblii i u Sumerów. Mówię o Sandalfonie i Metatronie. Jezusie i Pawle. Enki i Enlilu. Jeden był przedstawicielem białych sił, białych postaw. Drugi czarnych. Więcej o nich napisałem w opracowaniu pt. „O Anunnakach i innych bogach”.

1. Nieszczęsne teczki

2. Po lewej wyższa jaźń Sandalfona. Po prawej wyższa jaźń Metatrona. Poniżej połączenie z ich duszami (DS i DM).

Na rysunku wszystkie nieopisane okręgi, elipsy, kółeczka oznaczają wyższe jaźnie (WJ) i dusze zależne, które wspierały energetycznie te istoty. Oczywiście skala tego była dużo większa. Proszę zwrócić uwagę na różnice w wielkości WJ i dusz. Wielkość oznacza moc własną, starość, zdobyte doświadczenie. Budowa tego przypomina roślinę z jej owocami i gałązkami.

3. Połączona moc wyższej jaźni Sandalfona i Metatrona. Musimy pamiętać, że były to połówki, istoty bliźniacze.

4. Nad wyższymi jaźniami widzimy taką nazwę jak „NJ”. Oznacza to skrót od słowa Nadjaźń. Skąd taka nazwa? Kiedy cząstki wydzielały się ze Źródła Miłości (gęstość 13.), część z nich wibrowała nadal w Źródle i przez zbierane doświadczenie z niższych poziomów (tu przez WJ, dusze, wcielenia) zwiększały swoją wibrację na swoim poziomie. To tak jak z wcielaniem duszy w ciało ludzkie. Mamy tutaj tylko część swojej energii i nadal istniejemy „wyżej”.

Na rysunku widzimy sprzeciw wyższej jaźni Metatrona i zasilanie jej przez wyższą jaźń Sandalfona. Metatron zaczyna ściągać energie z niższych poziomów (gęstości), czerpie od swojej połówki i kieruje te energie do góry jako sprzeciw, bunt, walkę. Na poziomie głowy (czoła) u Sandalfona kreski i paski, które w moich odczytach oznaczają kody, pieczęcie, zaślepienie. Widzimy działanie NJ, które zsyłają miłość i rozpuszczają gram po gramie, kwant po kwancie energię mocy.

5. Bardzo ciekawy proces, bo widzimy dokładnie, co dzieje się na poziomie Nadjaźni (Źródła).

Po lewej stronie mamy większą NJ P. (Piotra). I po prawej stronie mamy większą NJ Y. (Yavanny). Na środku jest jedna NJ S. S. – oznacza Sandalfona. I tu jest ciekawa rzecz, ponieważ widzimy po prawej stronie wyższą jaźń Metatrona (WJ M.), która jest odcięta i nie ma dostępu do poziomu Nadjaźni/Źródła, i nie czerpie żadnej energii „z góry”. To tłumaczy tak dużą różnicę w energetyce u obu istot. Sandalfon czerpał ze Źródła, czyli z Nadjaźni, Metatron nie. Jedna istota patrzała wyżej, ponad siebie, druga zawsze kierowała wzrok niżej. Jedna potrafiła dać miłość, druga głównie czerpała.

Przedstawię dokładne notatki z tego okresu (27.07.2019), cytuję: „Im większe serce u Sandalfona (serce wzmocnione białą miłością, cząstkami innych dusz i ludzi, uwielbieniem), tym większa czarna dziura, zaciągająca nienawiść, złość, która potem jest zmieniona na furię u Metatrona. NJ S. umacnia w WJ S. i jego duszy bóstwo, bycie bóstwem, bogiem, bogowanie. Wzorce te wzmacniają w nim cząstki, które są blisko jego NJ i WJ; to one potęgują jedność, lojalność, słuszność, tworzą energetyczne kizi-mizi. Dlaczego? Cząstki mało rozwinięte nie znają niczego innego, z tym kojarzy im się miłość.

Skąd zatem pochodzi impuls do zmian – wszelkich zmian, jakie spisuję jako planista, kronikarz? Z niższych gęstości, bo jest zastój, bo jest stare, bo się nie rozwijają te wyższe cząstki, ponieważ ich promienie są wmontowane (zatrzymane) tylko w kilku wyższych jaźniach, czyli w jednym poglądzie, schemacie działania, wizji myślenia (ideologii). Pytanie do NJ obok S.: „Co sprawiłoby, żeby te malutkie Nadjaźnie (ale one bardziej cząstki przypominają) i wyższe jaźnie uruchomiły chęć do zmian, bo jednak każda z tych zależnych cząstek i malutkich wyższych jaźni zna tylko to, co im się pokazuje, co im filtrują te starsze wyższe jaźnie?”.

Inne pytanie: „Jak wyglądał rozwój dla cząstek blisko Nadjaźni S. i wyższej jaźni S.?”. Wszystkie zdarzenia i doświadczenia z dołu (niższych gęstości) szły faktycznie do góry (jak już poszło, bo nie zawsze), ale kierowały się do wyższej jaźni S. i Nadjaźni S., które promieniowały tym doświadczeniem (energiami) wokół siebie. Małe cząstki czerpały tylko z tych fal (promieni), a nie bezpośrednio z doświadczenia od siebie (przez siebie). Niektóre jaźnie posiadały ciała w niższych gęstościach, ale żadna energia nie kierowała się do ich wyższych jaźni czy Nadjaźni. Dlatego przez eony ich wielkość pozostawała bez zmian. Powtórzę. Całe doświadczenie zbierane było, ale też filtrowanie przez te stare wyższe jaźnie i dusze. Tak działo się z ramienia Białego, Yavanny (ostatnie lata), Arymana, Lucyfera, Jana i pozostałych Anunnaków. Dlatego oni żarli energię z dołu, z istot, budowali systemy oparte na hierarchii i trony, bo jednak część energii musieli „puszczać” do góry. Tutaj Nadjaźnie (Źródło jako całość) powiedziały »dość, proces trzeba zmienić«”.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz na rysunku. Cienkie i liczne linki, kanały (na zielono), które lecą od Nadjaźni S. do wyższej jaźni S., to jest przekręt. Każda z Nadjaźni wibrująca i podczepiona do Nadjaźni S. mogłaby już ewolucyjnie sama zesłać impuls do swojej wyższej jaźni i duszy na niższych poziomach. Wszystko to jest jednak gromadzone i spinane przez daną wyższą jaźń. Dlatego wszelkie inspiracje, moce, połączenie „ze swoją boskością” są wyłączone na poziomie wyższych jaźni i dusz. Tylko że dusze na obecnym poziomie bardziej patrzą w dół, w materie, ciała, a nie do góry. Zresztą wyższe jaźnie również mają setki, tysiące małych linek do różnych dusz. A co robią dusze z ciałami fizycznymi, istotami w jeszcze niższych wibracjach? To samo – dziesiątki, setki podczepionych do głów linek i kanałów. Brr. Co na górze, to na dole.

6. Skąd Nadjaźnie czerpią energię?

Mamy po lewej stronie Nadjaźń Piotra i po prawej Nadjaźń Yavanny (Nadjaźń od wyższej jaźni dzielą epoki w rozumowaniu i odczuwaniu). NJ czerpią od siebie, pomiędzy sobą, ale także czerpią z jeszcze wyższej części, którą dla uproszczenia nazwałem NNJ. Nie wiem: skąd to jest, czym to jest. Przypomina to analogiczne poziomy, które widzimy niżej, np. u dusz grupowych. Dla młodej duszy poziom przyczynowy, buddyczny, atmaniczny może wydawać się całością, jednolitą masą, zaś sama gęstość wyższa, np. adi, tworzenia, to już abstrakcja. Podobnie jest tu dla mnie.

Co robi NNJ? Kieruje promienie w formie przerywanych kresek z energią miłości, spokoju i informacji, które odrywają poszczególne cząstki przylepione do Nadjaźni Sandalfona. Ten sam proces będziemy obserwować na poziomie wyższej jaźni i nawet dusz. Kiedy się nad tym zastanowimy, to podobny proces widzimy u ludzi obok guru hinduskiego w aszramie. Wielu ludzi jest tam mało przytomnych, bo są w ekstazie, bliskości kogoś „doniosłego”, „oświeconego”. A jak wielkie i mocne energie są na wyższych poziomach? Widać także, że umysł interpretuje w sobie znany sposób. Nawet w takiej formie ten wykres nasuwa wiele pytań.

7. Moce wyższych jaźni w przekroju czterech ciał subtelnych. Po lewej Sandalfon. Po prawej Metatron.

Analizę ciał podziemnych Metatrona wykonałem i przedstawiłem w opracowaniu „O Anunnakach i innych bogach”.

8. Tak wygląda w przekroju czerpanie energii z innych wyższych jaźni, dusz, Wszechświatów, zbiorników energetycznych. Odczyt Metatrona.

Zasilanie energią strachu, furii, poczucia winy, złości.

9. Podciąganie świadomości przez Nadjaźń (zielony promień). Natomiast wiązka (fiolet – róż) to wyciąganie energii mocy z tych istot. Tu pomagają inne Nadjaźnie.

Ciekawy proces. Nadjaźń Sandalfona (tak ją nazwałem wcześniej, bo tylko wyższa jaźń i dusza Sandalfona były z nią połączone) jest przecież także jednym z wyższą jaźnią i duszą Metatrona. Dopiero teraz widzimy powolny proces wchłaniania obu jaźni oraz ich dusz przez Nadjaźń. Dookoła widzimy dusze, które odcięły dostęp tym istotom z zasilania się niższymi energiami (mocami).

10. Dalsze odcinanie wyższych jaźni i dusz od zasilania z niższych poziomów

Tutaj widzimy współpracę wolnych wyższych jaźni i dusz, które odcięły dostęp tym duszom i wyższym jaźniom od czerpania mocy z niższych gęstości. „D” na rysunku oznacza duszę. Napisałem z prawej strony „anupadaka”, czyli energia duszy i całej istoty została dźwignięta do wysokiego poziomu.

11. Przerwanie połączenia między Sandalfonem i Metatronem. Energie fioletu – różu to resztki mocy.

Widzimy silne połączenie między Nadjaźnią Piotra i jego wyższą jaźń, która przerwała połączenie mocy między tymi istotami. Pomagają inne Nadjaźnie i wyższe jaźnie oraz nawet dusze.

12. Wyższe jaźnie przestały walczyć. Już bez mocy, tylko samą miłością scalają się poszczególne ciała subtelne z niższych gęstości. Bardzo ważny był proces otoczenia poszczególnych ciał „x” jako całości. Inne NJ pomagają NJ S. i M.; podobnie niżej – inne WJ pomagają i wspierają ciała WJ S. i M.

13. Ciekawe, że akurat 13. punkt, bo w 13. gęstości (śmiech).

Widzimy scalenie wszystkich: energii podświadomej, duszy i wyższej jaźni ze wszystkimi informacjami pozyskanymi przez dualny podział i całą ich ścieżkę istnienia: dobra – zła, chwały – upadku, władzy – niewolnictwa. Pamiętam ten odczyt, bo bił ogromnym światłem. W środku widzimy małe „WJ”. Niesamowity proces.

14. Indywidualizacja Nadjaźni.

Wcześniej mogliśmy traktować te istoty jak połówki, bliźniaki. Jednak tylko jedna z tych istot w niższych gęstościach czerpała ze swojej Nadjaźni (tu Sandalfon). Teraz mamy dwie równe, indywidualne istoty. To tak jakby Nadjaźń, wydzielając pierwotnie cząstkę do niższej gęstości, powiedziała: „To ja się podzielę na »białą« i »czarną«, zacznę doświadczać dualności”.

15. Ponowne kształtowanie i wydzielanie ciał dla wyższej jaźni.

Widzimy tu tworzenie się poszczególnych ciał subtelnych wyższej jaźni. Podobny proces przeszły takie pary, jak: Belial – Biały, Yavanna (nie całkiem, bo ciągle próbowała zachować kształt ego) – Jan, Piotr – Maria, Aryman i jego połówka, i parę innych istot, które wcielone były w ciała Anunnaków.

Podsumowanie

Przedstawiony proces indywidualizacji ciał subtelnych i poszczególnych jaźni (tu duszy i wyższej jaźni) jest pięknym procesem, dla wielu istot po prostu przypomina let it go, przemianę, skok, osobiste oczyszczenie, scalenie wszystkiego. Kiedy patrzymy na rysunki, widzimy podobieństwo do mikroorganizmów, komórek, ich podziału, czyli skala mikro zgadza się ze skalą makro.

Samo zachowanie tych wyższych jaźni oraz ich dusz to już zupełnie inna para kaloszy. Było to takie zawieszenie na mocy, władzy; ma być po mojemu, tylko tak, ja mam rację. Całkowite przylgnięcie do ego i tego, co niżej, i kompletne zablokowanie na energie wyższe. W notatkach z tego okresu napisałem: „Metatron jest silniejszy, on rządzi, ustala przez moce. Wszystkie powołania, bliskie istoty dla wyższej jaźni Sandalfona są i tak zależne od woli wyższej jaźni Metatrona i jego powołań, bliskich, poddanych. Uwolnienie należy zacząć od odczepienia Sandalfona. Wpuścić tam miłość, wolność, przestrzeń. Jak armię Metatrona odwołać? Oni nie słyszą, nie widzą, bo reagują tylko na promień Metatrona, na jakiś sygnał. Tam jest wielki szał walk, magii. Zahipnotyzowane istoty, podobnie jak było w przypadku wyższej jaźni i duszy Yavanny. Trzeba uważać, bo Metatron jako prastara istota jest zaczepiony (wplątany, wtkany) w gęstości subtelne i będzie je rwał przy próbie podniesienia jego wibracji. Istoty zależne mają pierwotny kod: »strach przed trwogą boga i jego potęgą, furią. One go traktują jako pana pamięci karmy i krzywd, grzechów. I to od niego zależy odkupienie i wybaczenie«”.

Chciałbym tu wspomnieć o pewnym wydarzeniu. Jechałem dużym samochodem z klientką i jej dzieckiem. Siedziałem z tyłu. I nagle jej syn mówi: „Panie Nikodemie. Przeczytałem drugi dział w pana książce »Energia Miłości«. I problemem nie są dusze, bo one są biedne. Trzeba uwolnić wyższe jaźnie, bo tam jest zło, one wprowadzają zastój. Dusze to marionetki wyższych jaźni”. Klientka się obróciła (prowadziła samochód) i popatrzała ze zdziwieniem na mnie. A ja zacząłem myśleć. Na początku broniłem wyższych jaźni, ale zaraz się zatrzymałem i odpowiedziałem: „Dlaczego mam kogoś lub czegoś bronić. Może ten dwunastoletni (nie pamiętam, ile dokładnie miał lat) chłopak ma rację?”. Rok później miałem się przekonać, że w przypadku „bandy dwunastu”, Anunnakich ten młody chłopak miał całkowitą rację.

Załączę jeszcze jeden wykres, który chciałbym omówić. Przebudowa Sandalfona i Metatrona odbyła się w sierpniu 2019 roku, poniższy wykres będzie z kwietnia 2019. Tutaj proces dotyczył dźwigania wielu energii piekielnych (wszystkich książąt i księżniczek piekielnych) przez poziom gęstości dusz i wyższych jaźni, aż do Nadjaźni w Źródle Miłości. Czyli można powiedzieć, że Źródło lub lepiej Nadjaźnie transformowały i rozpuszczały energie mocy, które służyły do walk i ustalania porządku w niższych gęstościach. Wiele z tych energii podczas dźwigania zostało przez różne istoty zassanych. We wrześniu 2019 roku wyższa jaźń Yavanny i Lucyfera oraz ich dusze wiele z tych energii „wsunęły” z powrotem w niższe gęstości. Po co? Oni to tłumaczyli: żeby zachować synergię, przejścia; ale oczywiste jest, że chodziło o zatrzymanie istot na karmie i w ciężkiej energii. Widać także (chyba bez ich samoświadomości), że potrzebują tego, żeby zakończyć lub zindywidualizować swoje własne wyższe ciała subtelne.

Widzimy Nadjaźnie w Źródle Miłości. Ich ciała, budowa, struktura pozwalają im w sposób lekki, czysty, bez identyfikowania transformować energie z niższych poziomów. Jeśli w swojej ewolucji i zachowaniu wyższe jaźnie Anunnakich przypominały tamę, blokadę odcinającą istoty od wyższych gęstości (wystarczy poczytać sobie o Białym lub przeanalizować wcześniejsze wykresy) i warunkowały istnienie w niższych gęstościach, tak Nadjaźnie swoim działaniem pokazały, co tak naprawdę wyższe jaźnie mogły już dużo wcześniej uczynić, ale przez swoje zależności i obciążenia nie było to dla nich możliwe. Napisałem po prawej stronie: „To potem zejdzie do poziomu wyższych jaźni (WJ)”. Co to oznacza? Bardzo często zamiast wzrostu świadomości danej wyższej jaźni czy duszy, energie istot były zatrzymywane (szczególnie dusz i wyższych jaźni zbiorowych) i tworzono z nich różne dziwne zlepki. Zlepki istot bez duszy czy wyższej jaźni, bo takie się wydawały w działaniu. Chociaż technicznie wszystkie elementy były. Teraz swobodnie te energie zejdą i zacznie się proces wzrostu ich istnienia.

Nas interesuje NNJ. Na tym poziomie narysowałem tylko kreski pionowe. Podobne kreski widzimy, kiedy patrzymy na rysunek numer 6 „Skąd Nadjaźnie czerpią energię”, nawiązujący do tematu Indywidualizacji Anunnakich. Prawdopodobnie „nic” w tej gęstości oznacza brak zindywidualizowanych ciał subtelnych poszczególnych istot, czyli żadna świadomość nie jest tam osadzona (chociaż jest tam parę małych, tycich kropeczek istot z tego wymiaru). Przez kreski, „struny” energia przepływa z jeszcze wyższego poziomu do Nadjaźni. Przepływa od kogo? Od czego? I co to wszystko nam mówi? Wynikałoby z tego, że gęstości subtelne idą nieskończenie „do góry” lub „są nieskończone”, ale widzimy i dostrzegamy tyle, na ile pozwalają nam nasze własne ciała subtelne i jaźnie (tu dusza, wyższa jaźń). Inne założenie mogłoby mówić o tym, że wraz ze wzrostem doświadczenia, poznania siebie, indywidualizowania, wszystko to wpływa na naszą „najwyższą” część subtelną, jaźń. Czyli oprócz wzrostu duszy i wyższej jaźni kształtuje się cząstka nas samych w Źródle Miłości, która jako świadoma siebie stanie się Nadjaźnią. A więc to, co kiedyś mogło nam się wydawać Źródłem, Bogiem, Jedynym, Całością przez nasze istnienie również wzrosło, bo się podniosło, pogłębiło. Albo patrząc prostolinijnie, bez finezji, kreski, „struny” pokazują nam etap istnienia. I analizując przykład Sandalfona i Metatrona – oni dopiero wykształcają, czyli indywidualizują swoje własne Nadjaźnie (ich ciała na tym poziomie), tak jak większość ich „potomstwa” indywidualizuje dusze lub wyższe jaźnie.

Zakończenie

Wielu badaczy na świecie, mówię również o sobie, ale także mistyków, filozofów, teoretyków i obecnie naukowców wpadło w pewną pułapkę. Próbowaliśmy z poziomu osobowego, który ja nazywam perspektywą dżdżownicy, z poziomu trójwymiarowego zrozumieć i ustalić coś, co wykracza poza aparaty dostępne człowiekowi. Pewnie są tu potrzebne pola cztero- i pięciowymiarowe. Dlatego szukanie Boga, Źródła poza sobą, gdzieś w wyższej gęstości, nad głową jest wynikiem wpływu trójwymiarowego, szczebelkowego i ma swoje odniesienie w tworzeniu życia (przynajmniej na tej planecie). A samo szukanie poza sobą – jak widzimy na przestrzeni epok – tworzy więcej szkód, niż daje pożytku.

Mamy do czynienia z jeszcze jednym ważnym skutkiem: oddzieleniem od Źródła, oddzieleniem wyższej jaźni od Nadjaźni. Podobnie jest z oddzieleniem duszy od wyższej jaźni czy choćby tu, na poziomie ludzkim, z brakiem świadomości ludzi w temacie duszy i kontaktu z nią. Cały ten proces pozwolił nam, ale i każdej jaźni, uwierzyć, że jesteśmy oddzieleni, odseparowani, jesteśmy niepodzielnym bytem. Te kody, przekonania, wartości energetyczne w formie: jesteś pozostawiony, niekochany, nie jesteś częścią Źródła, Boga, Nadjaźni, bardzo mocno akcentują w rozwoju właśnie Lucyfer, Aryman. Z kolei Biały, Sandalfon i wielu im podobnych ze swoimi tronami anielskimi, niebami odwrócili piekielną izolację do przyciągania i tworzenia wspólnych gron. Niby pod pozorem dobra, rozwoju i szczytnych idei, ale miałeś znać swoje miejsce w hierarchii i sobie zasłużyć.

Wiele razy w ciągu swojego życia miałem doświadczenie bycia częścią całości. Trwało to maksymalnie pół dnia, innym razem parę godzin czy nieraz tylko kilka minut. Jednak to odczucie wypełniające całe ciało, o którym na przestrzeni wieków pisało wielu mistyków, daje nam zupełnie inną perspektywę. To już nie jest wiedza intelektualna, tu nie ma działań umysłu – jest to świadomość, że jesteśmy częścią większej całości i nie ma żadnego oddzielenia. Częścią pracy nad obciążeniami lucyferycznymi, wpływem filozofii czarnych istot, ale również białych sił z Białym na czele i jego półbogami jest zrozumienie, że wszystko, co stworzone, było substytutem. I każde z tych działań zawsze kierowało nas poza siebie.

Od początku zaistnienia życia na tej planecie wałkuje się temat boga i niewolnictwa, szuka się wsparcia, pomocy, sensu. Ciężkie warunki, dysfunkcja już na poziomie rodzinnym, biologicznym tworzy zależności. Jednak mało ruchów społecznych, filozoficznych uczyło nas: bądź samodzielny, myśl, analizuj, wyciągaj wnioski. Były takie ruchy na przełomie epok, ale zawsze gdzieś zostawały pożarte. Duchowo taki postulat brzmiałby: czerp z siebie, naucz się czerpać z siebie, boga masz w sobie, miłość masz w sobie, potrafisz kochać, szanować, akceptować, rozwijać, wzrastać. Potrafisz tworzyć, jesteś kreatorem, jesteś twórcą. Zapomnieliśmy o sobie, że mamy w sobie wszystko i możemy czerpać z siebie. Zawsze w narracji było: to tam, to wyżej, miłość jest gdzieś, miłość jest u kogoś. Sama budowa gęstości subtelnych, chociaż różna na każdym poziomie, ma w sobie pewne nośniki, budulec, ducha, coś, co spaja. Duch ten jest we wszystkim, może czasem podzielony na mniejsze części, ale to tylko my tak myślimy przez podobne traktowanie siebie samego. Indywidualizm nie jest zły, bo patrząc na strukturę gęstości – nawet jeśli odrzucimy wszystkie opisane przeze mnie gęstości od 13. wzwyż – to te niższe pokazują nam jedno prawo, proces i pewien cykl: indywidualizację, czyli zasiadanie na danym poziomie subtelnym. Kropla więc nie wróci do oceanu, bo kropla staje się oceanem, bo ocean w całej swojej formie przecież jest właśnie tym czymś pierwotnym, wiecznym. Pływamy więc w tym, jesteśmy częścią i to negujemy. To jest mistrzostwo świata, a raczej właśnie skutek tego poczucia oddzielenia, pozostawienia, izolacji.

Dlaczego napisałem to opracowanie? W ostatnim czasie dostałem kilka wiadomości. Jedne miały treść: „Mam kontakt z Bogiem”, „Odzyskałem kontakt z Bogiem”, inne brzmiały: „Czerpię ze Źródła”, „Mam połączenie ze Źródłem”. Takie wiadomości to mocne przekonania i zmienię trochę perspektywę. Osobiście mam kontakt ze swoją duszą – tworzy kolejne wcielenia w różnych Wszechświatach, bo w tym ma już parę wcieleń na różnych planetach. Wszystko to jest możliwe, bo ja jako człowiek dałem jej możliwość odbicia, zrewidowania siebie i ogromnej części naszego istnienia. A więc kolejne kreacje życia, wcieleń mają już zupełnie inną bazę. Uczestniczyłem przez długi czas i pomagałem wyższym jaźniom. Podczas tylko trzech miesięcy „przebudów” doświadczyłem, przeżyłem wiele, ale jako istota krucha, wrażliwa było tego dla mnie za dużo. Napisałem w tamtym trudnym okresie opracowanie pt. „O miłości, współwinie i poświęceniu”. Dla mnie zrozumienie zawarte w tym przesłaniu było częścią procesu indywidualizacji mojej wyższej jaźni, podobnie jak samo opisywanie, zadawanie pytań, ustalanie działań z najniższego poziomu. Może teraz łatwiej zrozumiemy, dlaczego temat współuczestnictwa w cierpieniu, myśleniu grupowym, zależności od egregorów religijnych, walki rodu ze zmianami (odmiennością) jednostek są takie mocne na tym świecie. Ponieważ ten świat indywidualizuje, a ten proces wymaga sprzeciwu, wyrażenia siebie, swoich poglądów, woli; wymaga świadomości siebie i znajomości swoich potrzeb, wiary w siebie, korzystania ze swoich wszystkich ciał. Dopóki jako jednostki się modlimy, boimy i liczymy na innych, władców, przywódców, dopóty nasze ciała są w uśpieniu, a więc zachowujemy się nie inaczej, jak cząstki i wyższe jaźnie blisko jakiegoś półboga.

W tym ujęciu i myśleniu – to ważne słowa – temat Boga jest zaskakujący, bo należałoby odróżnić kilka rzeczy. Bogiem dla jednej istoty będzie byt na poziomie astralnym. Dla innej świetlista istota z poziomu buddycznego. Jeszcze dla kogoś archanioł z poziomu anupadaka. Dla wielu będzie to wyższa jaźń z gęstości adi. Znajdą się i tacy, którzy w Źródle Miłości będą upatrywać Boga, Stwórcę, Dom. Co najważniejsze, każda z tych osób, dusz czy wyższych jaźni będzie miała rację. Taki Sandalfon był dla niejednej duszy, podobnie jak Metatron czy inny Anunnak, stwórcą, bogiem. Mamy jeszcze do czynienia z potencjalnie nieznaną nam ilością podobnych istot, światów, wymiarów i przestrzeni. Dlatego wiele istot będzie traktować pewne byty jak bogów, stwórców i odczuwać do nich bliskość. Jednak w tym myśleniu nie możemy zapominać o jednej najważniejszej rzeczy: zawsze była pobierana energia z wyższych gęstości do niższych. Nawet najniższe, minusowe rejony piekła – wszystko to ma cząstki energii ze Źródła. Tak że to my sami, mniejszym lub większym impulsem, świadomością czy wolą wybieramy przestrzeń, wymiar, czas, swojego przedstawiciela czy opiekuna, który uczestniczy w procesie indywidualizacji.

Dlaczego napisałem na początku opracowania: „Podchodzić do opracowania z uwagą, dystansem, nie przywiązywać się do wyników”? Do każdego tematu warto podchodzić z otwartym umysłem i sercem, ale też z pokorą do wszelkich badań, wglądów, przekonań, pracy subtelnej. My naprawdę mało wiemy o wyższych gęstościach – chociaż może nam się wydawać inaczej. I musimy zawsze stawiać na siebie, na swoje wnętrze, swoje odczucia, intuicje, podważać nawet przekonania duszy, bo często one mają więcej problemów niż my sami. Inaczej popadniemy w samozachwyt swojego poznania, wglądu, obrazu rzeczywistości, kontaktu z nie wiadomo jakimi istotami. Jeszcze kiedy to jest przykryte doładowaniem energetycznym, świetlistym całunem, czerpaniem energii z naprawdę wysokich poziomów, to już wydaje nam się, że chwyciliśmy byka za rogi, że jest bliżej niż dalej. Mnie się udało wszystko to, co tutaj opisałem, puścić; żaden odczyt, wynik nie ma dla mnie znaczenia, nie jest wyznacznikiem niczego. I pomimo tego czuję bezpieczeństwo, mądrość, rozeznanie, bo wszystko to pochodzi nie z umysłu, z wglądu, matrixowej gry, przekonań, ale z wnętrza, które nie jest przywiązane. A historia Anunnakich pokazuje nam wyraźnie – władza, moc tworzą chorobliwie silne przywiązanie. Wystarczy odpuścić.

PS

Opracowania powiązane:

O narcyzmie, bogach z Olimpu i twojej mocy sprawczej

O przekonaniach, rożnych badaniach duchowych i wolności

Nikodem Marszałek

Katowice, Polska

czerwiec, 2021 r.

You may also like