Home Białe i czarne - poza dualizmem Białe wzorce bohatera i skuteczna praca nad sobą

Białe wzorce bohatera i skuteczna praca nad sobą

by admin

Witaj, Nikodemie 😉

Sporo się działo w moim wnętrzu i mojej rzeczywistości; nie wiem dlaczego, ale u mnie efekty pracy wewnętrznej urzeczywistniają się w ciągu około miesiąca, po drodze wyskakują jeszcze często „odpryski jak na zaspawanej powierzchni”, które wymagają konkretnego szlifu.

I takim odpryskiem była sytuacja, którą przepracowałam dzięki sesji „Wojna wewnątrz klanu”, zamieszczonej na Twojej stronie. Oj, działo się, ale pomogło. Rodzina nie wiedziała, jak się „ustawić” w stosunku do mnie. Ten bodhisattwa rodzinny we mnie musiał być w końcu porządnie i konkretnie uwolniony i zrozumiany. Z ulgą wewnątrz siebie w końcu przyjęłam głęboko zrozumienie, że ONI mnie już nie potrzebują, że tak NAPRAWDĘ mogę sobie dać pozwolenie na własne życie, NA SIEBIE.

Przeczytałem cały Twój list. Zahacza on o trzy ważne tematy, dlatego podzieliłem go na części.

Niektóre efekty pracy są łatwo odczuwalne w ciele, np. czujemy ulgę, czujemy się pełniejsi, spokojniejsi; inne odwlekają się w czasie, bo do końca czegoś nie zrozumieliśmy w sobie, czyli nadal zasilamy psychicznie i energetycznie dany wzorzec myślenia (reagowania, podświadomości), lub faktycznie doszło do transformacji i energia musi się ułożyć w nowy sposób. W Twoim przypadku poszukałbym wzorca. Pytania brzmią następująco: Czemu na urzeczywistnienie efektów pracy czekam trzydzieści dni?, Czy to oczekiwanie nie jest moją wewnętrzną kwarantanną?, A jeśli tak, to co filtruję, na co sobie nie pozwalam?.

Odprysk.

Może potraktujesz „odpryski” jako element testu rzeczywistości, duszy – czy faktycznie wzorzec puścił i dany element już nie wpływa na Ciebie? Coś podobnego do tego, jak radzi sobie ciało w fazie zdrowienia po poważnej chorobie. Nagle dochodzi do kryzysu epileptycznego (epi-kryzys), czyli chwilowego nawrotu, ale nie ma co panikować, bo jest to tylko szczytowy moment fazy zdrowienia i punkt zwrotny dla ciała.

Napisałaś: Rodzina nie wiedziała, jak się „ustawić” w stosunku do mnie. No tak, bo kiedy popatrzysz na rodzinę, społeczeństwo, środowisko, czyli ludzi dookoła siebie, jak na spektakl teatralny, w którym występują aktorzy (każdy coś przed kimś gra), lepiej zrozumiesz, że zrobiłaś miejsce na nową jakość energii, czyli pozwoliłaś swojej rodzinie nauczyć się czegoś nowego, wyjść poza schemat karmy, rutyny, nawyku. Gratuluję.

Dalej napisałaś: Ten bodhisattwa rodzinny (…).

Na „białe wzorce” uważałbym podwójnie (wspominam o tym w swojej nowej książce, Dbaj o siebie).
„Czarne wzorce”, piekiełka są dosyć jasne w rozumieniu, ponieważ intencje, jakie kryją się za poszczególnymi działaniami, są proste: mnie, dla mnie, chwała, zysk, zemsta — mówimy tu o działaniu egoistycznym. Na białych rękawiczkach mamy ślady: komu, czemu, oddam, zrezygnuję; dochodzą do tego męczeństwo, chwała, honor, gloria — mówimy tu o działaniu altruistycznym. Obie te postawy są niezdrowe.

Oto przykład z mojego życia. Oglądałem serial The Flash. Superbohater ratuje ludziom życie, przekracza kolejne bariery prędkości (czasu). W 11. odcinku drugiego sezonu wypiera miłość do swojej partnerki i robi to w tak pokręcony sposób, że aż mnie skręcało w środku. Oczywiście chciał ją ochronić przed złem, z jakim stykał się każdego dnia, ale z drugiej strony nie przyjął miłości, nie zaakceptował tego, co dostał, co także w nim samym się zrodziło. Latał sobie później biedak po mieście z „białym serduszkiem” na wierzchu. W innym odcinku bohater traci pamięć, jego nastawienie diametralnie się zmienia, wracają do niego swoboda, lekkość, przestaje w końcu dźwigać los całego świata na swoich barkach. Białe wzorce, bodhisattwy — one w zachowaniu superbohaterów są niemal perfekcyjnie odzwierciedlone.

Parę miesięcy temu pierwszy raz w życiu widziałem Aleksandra, Gladiatora i Troję. Właśnie ten ostatni film był dla mnie szczególny, a to ze względu na „białe” zachowanie Hektora. Piękne miasto Troja, poddane bóstwu Apollinowi, musi się zmierzyć z groźnym najeźdźcą, w którego szeregach znajduje się niezwyciężony Achilles. Król Troi nie słucha swojego syna Hektora, wybitnego stratega, zamiast tego decyzja podejmowana jest w oparciu o wróżenie z fusów. Dochodzi do kolejnego starcia, w którym nieumyślnie Hektor zabija przyjaciela Achillesa. Hektor po tym incydencie wraca do miasta jako inny człowiek — nie ma już w nim woli życia. W powietrzu wisi osobista walka Achillesa z Hektorem. Ktoś powie: Takie to były czasy, wielcy wojownicy walczyli z honorem, potrafili przyznać się do błędu, nie uciekali, często walki rozstrzygano bez starć armii. Dobrze, dodajmy do tego kolejne spojrzenie — tym razem weźmiemy pod uwagę białe wzorce zachowania, ponieważ biali męczennicy to największe „samoluby” na świecie. Kiedy Hektor wychodził do walki poza mury Troi, skazał poniekąd na zagładę całe miasto. Uczynił tak, ponieważ w swoich postawach chciał ujarzmić (wziąć) gniew Achillesa zrodzony z bólu po stracie ukochanej osoby. Czy nie tak robią współcześni bodhisattwowie? Takie myślenie i działanie daje zgodę na mszczenie się, na przeżywanie za kogoś jego własnych emocji. Nasz bohater zapomniał, przez „biało-bohatersko-honorowe” klapki na oczach, o pewnej zasadzie: kiedy bierzesz miecz do ręki, to żyjesz z konsekwencjami jego użycia; co gorsze, zapomniał o najważniejszym: bronimy miasta, ludzie się boją, armia wroga jest bezwzględna, nie ma kto nas zastąpić. Przy zdrowej postawie, a przynajmniej bez posiadania czarnych lub białych wzorców, przed Hektorem pojawiłyby się dwie możliwości: Achilles wraca do swojej armii (puszczamy go wolno, bo nikt nie wyjdzie poza mury) albo wita się z łucznikami na murze. Biali bohaterowie nie myślą o innych; z początku ich działanie wydaje się wspaniałe, chwalebne, święte, ostatecznie jednak uzależniają innych od siebie i działają wyłącznie dla siebie samych.

Łatwiej będzie Ci przerobić ten wzorzec, jeśli słowo „bodhisattwa” zamienisz na „bohater”, np. bohater rodzinny, bohater świata, bohater firmy, bohater pokrzywdzonych, czyli zastanowisz się, co Ci ten bohater rekompensuje, co Ci daje, w zamian za co powstał.

Tak, przy tych szczególnych wzorcach zachowania Twoje stwierdzenie: (…) ONI mnie już nie potrzebują, (…) tak NAPRAWDĘ mogę sobie dać pozwolenie na własne życie, NA SIEBIE jest szczególe ważne. Oni Cię potrzebują, ale nie w takiej formie jak dotychczas. Oni Cię kochają, Ty ich kochasz, ale Ty nie żyjesz dla nich, tak jak oni nie żyją dla Ciebie. Niezrozumienie tej prawdy prowadzi do poprzestawiania wzorców zachowań, ról.

Miałam dziwną sytuację z samochodem. Nagle zaczął więcej palić, buczeć, trzeć w oponach. Mój mechanik sprawdził to i powiedział, że są wytarte klocki. Wymieniliśmy je, ale po trzech dniach znowu nastąpiła ta sama sytuacja. Tym razem klocki sprawdził mój tata. Kiedy je obejrzał, stwierdził: Pali tyle, bo oringi na cylindrze tylnego koła są zapieczone. A potem dodał: Córcia, pamiętaj, jak tył będziesz miała ciężki, to w życiu nie będziesz miała lekko. Uderzyły mnie te słowa o ciężkim tyle. Od razu zadałam sobie pytania: Co jest z tyłu?, Co mnie blokuje przed pójściem do przodu, lekkimi jazdami w przyszłość?. Zestaw naprawczy był już w drodze, więc się ucieszyłam, że zaraz dojdę do sedna i…

Na początku, kiedy zaczynam z kimś pracować, przyzwyczajam tego kogoś do takiej myśli: wszystkie rzeczy, zdarzenia są ze sobą powiązane i jeśli zaczynamy pracować nad sobą, będą się one pojawiać w różnych okolicznościach i z różnym natężeniem. Często okres pomiędzy sesjami, kiedy ktoś zleca cały cykl, jest najważniejszy, bo właśnie w nim, dzięki różnym „dziwnym”, wydawałoby się, sytuacjom, pojawia się problem do rozwikłania, wzrasta świadomość. Tu istotny jest kolejny element: bycie świadomym i obserwacja tego, co się dzieje. Życie pokazuje nam tematy do uwolnień na poziomie fizycznym i duchowym, psychicznym i energetycznym, nie trzeba uciekać w przeszłość, w terapie hipnotyczne i oddechowe.

Świetnie wszystko skojarzyłaś z samochodem, dodałbym jeszcze tylko następujące pytania: Kto wisi na moich plecach?, Kto powoduje spowolnienie w moim życiu?, Co nie pozwala mi rozwinąć skrzydeł?. Właśnie takie sytuacje, czy dotyczy to zachowania naszych bliskich, współpracowników, czy nawet rzeczy materialnych, są bojami informacyjnymi, jakich potrzebujemy do rozwiązania czy dokończenia uwolnienia. Musi być w nas jednak przekonanie typu: chcę zrozumieć, chcę to puścić do końca, a także jakaś cząstka nas samych, która te korelacje zauważa (tego można się nauczyć i tego też uczę).

Dzisiaj czytałam, nie wiem już, ile razy, Twój artykuł dotyczący przepływu, który podzieliłeś na trzy części. Za każdym razem to rozumiałam i z tym pracowałam lub stwierdzałam, że rozumiem, więc dlaczego mnie ciągnie do przeczytanego. Dzisiaj znów tak czytam i nagle przychodzi do mnie jakieś dziwne zrozumienie — zupełnie inne. Zrozumienie zrozumianego. To mnie niesamowicie ciekawi, bo wiesz, ja puszczałam programy z podświadomości, wzorce swoimi sposobami, bo zdaję sobie sprawę z tego, że podświadomość lubi „gadżety”, takie działania psychomagiczne, . Gdy coś oczyszczałam, to intencja, a później woda, sól, ocet, biała kreda, ogień… Zawsze miałam takie „szamańskie coś”, że pewne rzeczy robiłam instynktownie; rzadko używałam minerałów, przeważnie wykorzystywałam „ludowe” działania.

Tak, wiele razy mówiono do mnie: Ja to wiem, Ja to znam, Ja to słyszałem, ale my często nie odróżniamy informacji od wiedzy i wiedzy od mądrości. Informacja w pamięci mózgu a informacja w komórce to też dwie różne rzeczy — jedno jest czymś, czego chcesz, co planujesz, co dopiero rozważasz, drugie jest nawykiem, programem wynikającym z działania lub wprowadzenia myśli w czyn. Mądrość jest podsumowanym doświadczeniem na wszystkich poziomach.

Nad każdym problemem (każdym wyzwaniem, każdą emocją) trzeba się zastanowić, sami musimy zadać wiele trudnych, niewygodnych pytań i na wiele takich pytań odpowiedzieć. Nie zawsze chcemy się konfrontować z czymś, co przecież zepchnęliśmy w zakamarki podświadomości. Niestety to, co zepchnęliśmy, pojawia się jako nasze przeznaczenie. Dlatego rozwój osobisty, praca nad sobą, najlepiej taka, która dotyka wielu płaszczyzn psychiki i ciała, ducha i duszy, są tak ważne. Kiedy już wyobracasz temat we wszystkie strony, poznasz przyczynę, wejdziesz w siebie lub nawiążesz kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem (czasem ten element też się pojawia), wycofasz obcą energię i scalisz swoją, ostatnim etapem może być właśnie wykonanie jakiegoś aktu psychomagicznego. Nie zawsze jest on jednak wymagany.

I tak rozpisałam sobie tego wojownika i całą drabinkę jak domino wzorców i programów, które determinują podświadomość.

Dzisiaj pomyślałam sobie: napiszę do Nikodema, bo to bardzo interesujące, dlaczego dzieje się tak, że pomimo zrozumienia i pracy z danym tematem nagle po pewnym czasie przychodzi jakieś głębsze zrozumienie zrozumianego. Nie wiem, czy rozumiesz, co chcę przekazać. Chodzi o to, czy podświadomość ma jakieś poziomy. Bo widzę taki obraz: jest moja głowa i 1/3 mózgu coś rozumie naprawdę intelektualnie, a jakby następny „poziom” tej głowy to jakaś kurtyna — mgiełka — i mam wrażenie, że to zrozumienie dotarło do mnie za tę kurtynę, mgłę na inny poziom w głowie; nie wiem, o co tu chodzi.

Ta 1/3 to Twoja świadomość, 2/3 to podświadomość z mózgiem automatycznym zarządzającym Twoim ciałem, jego reakcjami — według tego, co zostało zapisane u przodków. Mgiełka ma charakter nieświadomości, a więc zrozumienie doszło do Twojego rdzenia, środka, Twojej esencji, czyli jest mądrością. Zawsze po sesji proszę o zapamiętanie snów z pierwszych dwóch dni, bo wtedy obserwujemy, co zaszło na tym symbolicznym poziomie. Również w swoim rozwoju w końcu nie ślizgasz się tylko w rozumieniu i „puszczaniu” intelektualnym, lecz nawiązałaś kontakt ze swoim wnętrzem. Twoje zrozumienie rośnie, bo rośnie także Twoja świadomość; takie odczucie, jakby coś jeszcze w nas zrozumiało, ma czasem związek z duszą — ona coś zakumała.

Wzorce, przekonania, kody są w pewien sposób poukładane hierarchicznie. Od pierwszego wzorca, czyli naszej reakcji, do kolejnego podobnego, jak domek zbudowany z kart. Dlatego w terapii cofamy się do dzieciństwa, ba, idziemy dalej, gdyż cały okres ciąży silne programuje reakcje mózgu automatycznego (tu pamiętajmy, że funkcją tej części jest umożliwienie nam przeżycia, najlepsze dopasowanie reakcji ciała do obecnych warunków). Ale i to jeszcze nie wszystko — ważny jest okres do roku przed zajściem naszej mamy w ciążę. Natura liczy wszystko. Jak wiele mamy zapisanych różnych reakcji, zachowań przodków, rodziców, własnych, trudno to określić. Nie wszystko jest oczywiście zatrzymujące, traumatyczne, trudne, hamujące, wiele z tych zachowań pomaga nam w codziennym życiu.

Zauważyłam, że pewne artykuły, tematy przechodzą we mnie właśnie takim szlakiem rozumienia. Nie można czegoś zrobić łatwiej. To tak, jakbyś rozmawiał z kimś, kto się ciągle spieszy i mówi: Rozumiem, wiem, a za chwilę idzie, nieuważny, dalej lub jest ciągle wewnętrznie pospieszany. Czy inni też tak mają, czy rozumieją od razu? Czy ze mną jest coś nie tak, że wszystko dociera z opóźnieniem do „głębszych” warstw mnie samej? Czy to ogólnie tak się odbywa, że pracujesz nad danym tematem i myślisz: załatwione, zrobione, zrozumiane, uwolnione, temat zamknięty, a tu za jakiś czas wysypuje ci się i dociera „głębiej” i masz wrażenie, jakbyś czegoś nie przepracował w ogóle albo przepracował to nie do końca?

Może też być tak, że jest opętanie lub ktoś czerpie z Twojej pracy nad sobą i w jakiś sposób ta „nauka”, „przerabianie” rozdziela się pomiędzy jaźnie (byty).

Podczas rozwoju, pracy nad sobą lepiej nie zakładać: wiem, zrozumiałem, puściłem. Na tę chwilę problemu nie ma, czuję się lepiej i idę dalej. Taka postawa pozwala na pracę wielowarstwową — nic nie jest zapieczętowane, przyhamowane przekonaniem (mam, wiem, puściłem, jestem fajny, we mnie tego nie ma); po prostu jeśli temat jest aktywny, coś jeszcze zostało ukryte pod pościelą (pod którą spychaliśmy wszystko przez całe życie), pojawi się to w odpowiednim momencie. A gdy się pojawi, będzie miało inny wymiar, głębszy, szerszy, trudniejszy, ale gotowy na Ciebie, bo Ty będziesz gotowa na tę część. W rozwoju zawsze chodziło o gotowość: na pewne rzeczy nie jesteśmy gotowi psychicznie, emocjonalnie i energetycznie. Dlatego zaczynamy od rzeczy najbardziej widocznych, tych na powierzchni, następnie wychodzą rzeczy spod powierzchni, skrywane, dalej zwiększa się czucie samego siebie, a nasz mózg nie traktuje rozwoju, pracy nad sobą jako formy poszukiwania chwilowej ulgi, lecz widzi w tym element samodoskonalenia się, możliwości czucia lekkości, ciepła, pełni.

Jeszcze raz powtórzę: wzorce są na siebie ponakładane, czasem ze sobą zlepione, zapętlone, niektóre są zakopane głęboko, stanowią chore jądro, podstawę; pozostałe przekonania mogą już być tylko efektem działań tych najbardziej pierwotnych. W pracy nad sobą chodzi o uświadomienie sobie tego ukrytego impulsu, podświadomego programu, a czasem wystarczy bardzo niewiele, np. przebłysk, słowo, gest, uświadomienie sobie czegoś, by dana emocja, jakieś dziwne zachowanie, pewien impuls rozpuściły się, by to wszystko runęło jak domek z kart; innym razem potrzebujemy więcej czasu i samodyscypliny. Wzór jest zabunkrowany w sieci skojarzeń i przyczyn, wizerunek samoidealny broni dostępu, odpycha, wypiera. Ale czy nie jest tak, że na wszystko, co jest w nas, zapracowaliśmy sobie sami? I na to dobre, i na to, co czasem daje o sobie znać w postaci braku miłości własnej, strachu, choroby, lęku, różnych emocji, napięcia?

Najchętniej to zrobiłabym format dysku pod nazwą „podświadomość” (wiem, że kasuję ten dysk, oczyszczam w trakcie życia, ale czasem warto go wymienić, bo za dużo na nim śmieci).

Jest coś takiego jak złoto zakopane w cieniu (będzie o tym mowa w mojej nowej książce). Wiele rzeczy (energii), które obecnie są wyparte, schowane głęboko w rejonach podświadomości, może być Twoim talentem, wrażliwością, pierwotną wibracją, miłością. To też skasujesz? Nie ma sensu, ponieważ rozwój, praca nad sobą to przecież nie wyścig — tu nie ma wygranych i przegranych, startu i mety. Najważniejszy jest balans: krok po kroku, temat po temacie, bez spiny, oceny, zakładania czegokolwiek. Zresztą życie powinno być zrównoważone z rozwojem, tak samo jak rozwój z życiem. Inaczej nie ma szans na sukces.

Wspomniałem o serialach i podałem dwa przykłady, gdyż wiele filmów, seriali może pełnić funkcję terapeutyczną. Identyfikujesz się z kimś lub z jakimś wzorcem zachowania, a ponieważ nasza przysadka mózgowa nie rozróżnia, czy to, co oglądamy, jest prawdziwe, czy nie, zaczynamy patrzeć, co w ciele gra. Ilu z nas podczas seansu wykazuje dziwne reakcje? Wkurzamy się na daną postać, czujemy wzburzenie, irytację. No właśnie, element rozdrażnienia, wzruszenia, zdenerwowania mówi o tym, że coś jednak wypieramy z siebie, ze swojej psychiki, a zachowanie drugiej osoby pozwala nam skonfrontować się z tym, czego nie widzimy w sobie.

Skuteczna praca nad sobą i ze sobą to kwestia wykształcenia nawyków, pewnego sposobu myślenia, obserwacji. Trzeba być jednak szczerym ze sobą, cierpliwym i uważnym. Życie bez jazd wewnątrz ciała, podobnie jak życie bez strachu, poddawania się naciskom z zewnątrz, jest warte tego, żeby zajrzeć w siebie, ponieważ w nas jest siła. Zresztą co wewnątrz, to na zewnątrz — to, przed czym uciekamy, co spychamy, czego unikamy, staje się naszą rzeczywistością.

Nikodem Marszałek
wrzesień 2017

You may also like