Home Życie Jesteś pełnią, jesteś całością

Jesteś pełnią, jesteś całością

by admin

Każdy z nas posiada własny zestaw wzorców, przekonań, wierzeń. Nabywamy go nie tylko przez mechanizm dziedziczenia rodowego, ale również przez wpływ najbliższych nam osób, myślokształty całych społeczności wibrujące w miastach, świątyniach czy choćby dzięki oddziaływaniu podświadomości zbiorowej. Wielu z nas także stara się w swoim życiu być najlepszym sobą czy choćby najlepszym człowiekiem, ale nie zawsze nam się to udaje i za to często się karzemy. Powiedziałbym, że to wpływ białych wzorców myślowych wszczepionych w społeczność, ale nie byłaby to do końca prawda, bo są również ludzie, którzy karzą się za brak realizacji własnych ambicji, pokoleniowych zobowiązań – a jest to już niestety wpływ ciemnych wzorców i zachowań. Napotykamy problemy, przeżywamy rozgoryczenia i każdy z nas radzi sobie z nimi na swój sposób, co wiele mówi o nas samych. Mamy jeszcze inną wspólną cechę: jako ludzkość, społeczność próbujemy się samodoskonalić, stawać lepsi, bardziej sprawczy, modyfikujemy – trochę jak roboty – własne zachowania i reakcje. Nie ma w tym niczego złego, przecież być człowiekiem czy choćby istnieć oznacza jednocześnie stawać się bardziej świadomym, a stawanie się świadomym oznacza po części uwolnienie procesów nieświadomych w nas samych. Z drugiej strony, czy są to nasze własne procesy nieświadome, czy może rodowe, społeczne, zbiorowe?

Niestety przez wpływ białych wzorców i systemów typu: nie zasługuję, nie jesteś godny, musisz sobie zasłużyć, nie mogę mieć, nie mogę zdobyć, jestem/byłem niekochany oraz czarnych postaw typu: więcej, mocniej, szybciej, na wczoraj i zbudowanej na tej bazie hierarchii opartej na kompetencjach (w obecnych czasach jest to kompetencja oparta na pieniądzu, iluzji) wpadamy w podwójne sidła. Sidła i podane dla tych sideł rozwiązania zostały rzucone, niczym manna z nieba, przez te same istoty. Pierwszym jest poczucie bycia niewystarczającym, żeby brać udział w zawodach zwanych życiem, jest to na przykład brak wykształcenia, nieodpowiedni kolor skóry, wpływ płci, brak znajomości, niskie poczucie własnej wartości, brak wypracowanych umiejętności zawodowych, jakiś rodzaj inwalidztwa. Świat oczywiście oferuje możliwość samodoskonalenia, kształcenia, zdobycia odpowiednich kwalifikacji, ale wiele z nich wymaga czegoś jeszcze. Jest to oczywiście potrzeba wyjścia ze strefy komfortu, zmiany swojego wyuczonego sposobu myślenia i reagowania, nauczenia identyfikowania problemu i go nazywania, przekraczania osobistych i rodowych barier. Cały ten biało-czarny, społeczno-myślowy, rodowo-karmiczny, hierarchiczno-zawodowy, świadomy-nieświadomy system czyni coś jeszcze. Wiąże nas grubą liną nie tylko z prezentowanym typem myślenia i doświadczania, ale kieruje nawykowo w coś, co jest: pod i nad, z lewej lub prawej, z górą i dołem, z brakiem i potrzebą, białym i czarnym, niedoborem i nadmiarem, sukcesem lub porażką, atakiem lub ucieczką. W świecie, w którym jest brak i wszystko ma swoją przeciwność, bardzo łatwo coś ukryć. Twórcy takich rzeczywistości doskonale o tym wiedzą i sprytnie człowieka odsuwają od tego, co takie proste. I o tym jest to opracowanie.

Mniejsze ego pod większym ego

Wiele osób wchodzi na drogę rozwoju osobistego lub duchowego, który z rozwojem może ma coś wspólnego, ale przez wszczepiony program „drążenia rozwojowego”, zawierającego postawę: bardziej, mocniej, więcej, czyli tak naprawdę ego, więcej tego braku generuje, niż sobie z nim radzi. Wchodzimy do takiej grupy rozwojowej jako mała Zuzia i mały Patryk. Zuzia mogła osiągnąć spory sukces, a Patryk zrealizował niejeden cel, to jednak temat samodoskonalenia, pracy nad sobą stał się ważnym elementem ich życia. Oboje znaleźli grupę rozwojową – niby jakich wiele na świecie, ale coś szczególnego przyciągnęło ich właśnie do tej. Slogan grupy oczywiście zawierał drążenie rozwojowe, czyli postawę: bez podważania swoich przekonań, wzorców, zachowań nie ma rozwoju i nie osiągną pogodzenia ze sobą i światem, tym bardziej nie dostąpią oświecenia. Potrzeba Zuzi i Patryka była silna, dlatego przyjęli zasady wybranej przez siebie grupy i niczym króliki wychodzące z magicznego kapelusza wyrzucali każdego dnia tonę własnych wzorców, zachowań, grzebali we własnych historiach. Oczywiście w ich grupie była mowa o miłości, równości, harmonii, także Zuzia i Patryk dostawali wsparcie od pozostałych członków, również od liderki i lidera. W krótkim czasie dostali tyle miłości, uwagi, poświęcenia, ile nie otrzymali w całym swoim młodzieńczym życiu. Oboje poczuli się zobowiązani, by w jakiś sposób zwrócić to, co otrzymali, tylko nie wiedzieli jak. Oboje także byli pod wrażeniem wnikliwości, umiejętności, zrozumienia ich samych przez jeszcze nie tak dawno obce osoby. Ich psychika już dawno wykonała przeniesienie i traktowała guru jak matkę i ojca, ale sami nie chcieli się przed sobą do tego przyznać. Ich przeniesione uczucia, odbite już w postawach grupy i guru, skakały od miłości do nienawiści, od potrzeby bliskości po odpychanie, przeważała jednak podświadoma chęć wykazania. Dlatego jeszcze bardziej pracowali nad sobą, otwierali swoje wnętrze, jak gdyby nie miało końca, często podważali wszystko w sobie. Grupa i guru doradzali bardziej lub mniej umiejętnie, ale nie o to chodziło Patrykowi i Zuzi – im zależało na samodoskonaleniu, uwadze i miłości. Sami nie wiedzieli, że wpadali w pułapkę postawy: coś za coś, jeszcze nie teraz – jutro.

Zrodziły się kolejne wyzwania na początku niezauważone przez naszych bohaterów. Im więcej tworzyli opisów siebie i swojej rzeczywistości, im więcej pojawiało się interpretacji guru i pozostałych członków grupy, tym mocniejszy stawał się myślokształt zbudowany z ich własnej energii oraz pozostałych członków. W pewnym momencie nikt już nie miał kontaktu z rzeczywistością, nie odbierał i nie widział Zuzi i Patryka jako ludzi – filtr stanowił bowiem silny egregor zbudowany z pojęć, abstrakcji, energii podświadomej, oczekiwań, potrzeb i przeniesień, podłączony do wszystkich członków. Pojawił się kolejny temat. Lider i liderka pozwalali sobie na coraz to więcej względem Patryka i Zuzi: tu mała uwaga w tonie sarkastycznym, ale wytłumaczona gorszym dniem guru, tam drobna opinia podszyta zazdrością, dalej „pionujący” ton zmuszający do przyjęcia odbioru czy przekonań lidera, coraz więcej tematów w stylu: my wiemy – oni się mylą, nasza metoda – tamta tylko manipuluje. Na początku były to luźne sugestie, drobne szturchnięcia kończone żartem, później intelektualne rozważania podważające własną opinię, styl, reakcje czy sposób widzenia i odbioru siebie. Tak nasi bohaterowie dawali niemą zgodę na przekraczanie własnych granic i przyjmowali bezkrytycznie opinie, oceny i wartości guru. Nagle nasi bohaterowie nie tylko przestali mieć kontakt z rzeczywistością, ale i zatracili umiejętność odróżnienia własnego Ja od Ja guru. Ich własne zdanie było już kopią poglądów guru, ich własne Ja weszło w symbiozę z Ja guru. Zuzia i Patryk z całych sił pracowali nad swoim ego i tak bardzo chcieli zmienić jego mechanizmy, uszczuplić jego zasoby, a tymczasem w to miejsce weszło ego dużo większe i silniejsze, bo ego guru. Przyszli do grupy z brakiem, który zgodnie z ich intencjami został wypełniony. Stali się jak ci, których podziwiali.

Rozwój w różnych grupach, u boku zaburzonych jednostek nie idzie w parze z nauką miłości do siebie, nauką szacunku dla siebie samego. W wielu grupach mamy do czynienia z przeniesieniem, projektowaniem, czyli człowiek bardziej się zakleszcza, niż cokolwiek uwalnia. Trudno mówić o rozwoju, kiedy dookoła nas są tak samo straumatyzowani i tylko projektują swoje na nas. Tak zaczyna się fantastyka. Nauka, rozwój, praca muszą odbywać się w ludzkiej atmosferze, czyli bez ocen, krytyki, poganiania, w środowisku, gdzie jest nauka szacunku dla samego siebie (czyli zgody na to, z czym przychodzisz i kim jesteś), nauka wyznaczania granic, szacunek dla odmiennego zdania czy stylu. Dlaczego jest to takie trudne? Tu dochodzimy do tematu superego.

Patologia superego

Nikt z nas nie jest do końca tym, kim chciałby być ideał ego. Musimy zaakceptować, że jako istoty ludzkie nigdy nie będziemy wcieleniem naszych ideałów, ponieważ im bliżej do gwiazdy na niebie, drogowskazu, który pokazuje nam, co jest dla nas ważne. Niestety wiele osób nie potrafi znieść tego, że nie jest taka, jak ideał, dlatego zaczyna:

  • atakować ideały lub szanowane osoby (wynikiem jest depresja),
  • nienawidzić siebie,
  • żyć w kłamstwie i twierdzić, że jest taka, jak ideał (powstaje napięcie, że ktoś odkryje oszustwo),
  • idealizować kogoś i podążać za daną osobą, żeby samemu stać się ideałem.

Problem Zuzi i Patryka, ale też wielu współczesnych ludzi polega na przenoszeniu uwagi z tego, kim się jest, na to, kim chciałoby się być. Kiedy tak działamy, tracimy kontakt z rzeczywistością i samym sobą, swoją naturą. Dlaczego tak się dzieje? Superego stanowi wewnętrzną reprezentację wartości moralnych i ideałów uznawanych przez daną grupę, społeczność, które przekazywane są dziecku przez rodziców w procesie socjalizacji. Kiedy żyjemy według tych standardów (wartości, zasad, postaw), akceptujemy działania oparte na tym systemie wartości, ale potępiamy niezgodne lub przeciwstawne. Miłość własna w tym systemie „myślowym” oparta jest również na przeciwieństwach, na przykład kiedy realizujemy owe standardy, czujemy, że dążymy do ideału, czujemy się dobrze, odczuwamy miłość własną, ale uświadomienie, że daleko nam do ideału lub nie udaje nam się żyć zgodnie ze standardami uruchamia często karanie samego siebie, wykluczenie, autoagresję, poczucie winy czy samosąd, samokrytykę. Zaburzona osoba ma przekonanie, że trzeba stać się ideałem, żeby cokolwiek zrobić, być szczęśliwym, kochanym, spełnionym. Brakuje odróżnienia fantazji (ideałów) od rzeczywistości. Nawet kiedy zdarzy nam się sprzeniewierzyć naszym standardom (nie tylko społecznym, tradycjom), wielu z nas przeżywa poczucie winy i próbuje zadośćuczynić. Trzeba zaakceptować, że jako ludzkie istoty nigdy nie osiągniemy doskonałości. Zdrowy człowiek czuje w sobie i rozumie wewnętrznie, że zawsze zasługuje na akceptację i ochronę. Taki człowiek ufa swojemu wnętrzu, intuicji, przeczuciom, myślom – ufa i wie, że jego wnętrze i intuicja będą na jego drodze życia przewodnikami. Jednostka zaburzona, która doświadczyła agresji, krytyki, poniżenia ze strony innych, nie tylko identyfikuje się z agresorem, ale podświadomie wymaga od niego uznania, a jej własne zwątpienie w siebie staje się przewodnikiem. Ludzie często oskarżają innych tak, jak oskarża ich własne superego.

Kolejną przyczyną jest atak na Ja, atak, który często ma zawczasu nas zatrzymać, ponieważ brakuje nam wewnętrznej zgody na siebie.

Atak na Ja

Ten rodzaj ataku opiera się na krytyce zewnętrznej, który później przeradza się w samokrytycyzm. Ile razy mówiliśmy do siebie:

  • jak zwykle nic mi nie wychodzi,
  • ale ze mnie idiota,
  • nic ze mnie nie będzie,
  • jestem zły, głupi, brzydki,
  • jestem totalną porażką,
  • nie zasługuję na…
  • nie powinienem czuć…
  • jestem złą matką / jestem złym ojcem,
  • jestem okropny,
  • jestem do niczego.

Wiele osób nie widzi, jak traktuje samego siebie, nie potrafi obserwować czy wsłuchiwać się w swój głos, ponieważ tak mocno „wżarł” się w ich strukturę ja, tego, kim są i jak się zachowują. Na początku warto kupić mały notes i zapisywać słowa wewnętrznego krytyka. Zapisuj wszystkie krytyczne (umniejszające, podważające, deprecjonujące, negatywne) myśli i słowa. W pewnym momencie wypracujesz nawyk słyszenia swoich wypowiedzi i myśli o sobie. Kiedy zaczniesz to zauważać, powiedz sobie: „Mam cię. Chwyciłem” i zaraz dodaj: „Przepraszam, że nazwałem siebie…”. Kolejnym elementem jest zamiana krytykującego języka na coś pozytywnego, na przykład: „Jestem w porządku, jestem dobra”.

Pytania:

  1. Czy widzisz, jak odrzucasz swoje uczucia i samego siebie?
  2. Czy widzisz, jak siebie umniejszasz?
  3. Czy dostrzegasz, jak zagłuszasz swoje uczucia?

Jednak „atak na Ja” potrafi mieć inną przyczynę, bo często stanowi system obronny, na przykład chroni przed wściekłością na ludzi, którzy skrzywdzili; chroni przed poczuciem winy, pozwalając zepchnąć uczucia poza świadomość; chroni przed dumą. Zauważenie tego mechanizmu wymaga już większej samoświadomości lub wskazania drugiej osoby. Ważne jest uświadomienie sobie, w jaki sposób odnosimy się do samego siebie.

Pytania:

  1. Czy zamiast potępiania siebie nie lepiej byłoby pozwolić sobie na odczucie winy?
  2. Czy potępianie siebie pomaga mi w jakiś sposób, czy raczej mnie osłabia?
  3. Czy nienawiść do siebie nie ukrywa tego, co we mnie najlepsze? Czemu ukrywam część siebie przed sobą samym?
  4. Czy podczas samoosądu czuję się lepiej czy gorzej? Czemu chcę się tak czuć?

Wyzwanie polega na tym, że my sami widzimy siebie przez różne filtry, głównie osądu, samoumniejszania, niezasługiwania, odrzucenia, podziwu wobec idoli (superego), zamiast realistycznie oceniać siebie i świat. Traktujemy siebie w tonie wibracji ataków na Ja, ignorując czy wręcz uciekając od swoich mocnych stron, umiejętności, talentów, osiągnięć. Trzeba odróżnić siebie od krytycznego głosu, który zawiera potępienie. Kiedy sobie już uświadomimy, kiedy stosujemy atak na Ja, łatwiej będziemy mogli dojść do przyczyny, czyli uczucia, które się za tym kryje. Uczucia wściekłości, żalu, smutku, wyśmiania, pozostawienia wobec najbliższych, które przez ten mechanizm kierowaliśmy przeciwko sobie.

Pytania:

  1. Po co stosuję atak na własne Ja?
  2. Przed czym atak na siebie samego mnie chroni?
  3. Jak się czuję, kiedy mówię o sobie w zły sposób?

Wszystko z tobą w porządku

Świat mógł ci nie dać tego, co chciałeś, czego oczekiwałeś. Rodzice mogli być katami, zapatrzonymi w siebie jednostkami, rekompensowali swoje własne braki twoimi sukcesami lub zmuszali cię do kontynuowania ich drogi, na własną modłę. Mogłeś być pomiatany, wyśmiewany, wykluczany. Przytrafiło się to wielu ludziom, choć nie powiem, że większej części ludzkości. Wszyscy nosimy w sobie różne historie, patologie, ale to nie daje nam prawa do tego, by skupiać się na braku, odrzuceniu czy zazdrości, nie daje nam to prawa do oceniania innych i krzywdzenia ich przez własny brak pogodzenia. Ludzie unikają ciszy, motywuje ich porównywanie i rywalizacja. Wszystko to skutek braku słuchania siebie i tego, co ta inność, co ta całość w nas samych, w tym ujednoliconym ciele ludzkim, mówi do nas.

Rodzice nam nie dali tego, czego potrzebowaliśmy, a mimo to mamy w sobie to, czego potrzebujemy do bycia szczęśliwymi. Firma wyrzuciła i nie zauważyła zaangażowania – mimo to dawaliśmy z siebie wszystko i sami zauważamy własny wkład i jakość. Ludzie chcą, żeby to inni im klaskali, lajkowali, kochali, doceniali, nosili – i tego też uczy ten świat, dlatego tak uzależnia od siebie młode dusze. Uczy, że coś musi przyjść z zewnątrz. Szczęście i spełnienie będzie w tej rodzinie, tej firmie, przy tej osobie; poczujemy to, czego szukamy. I kiedy nic się takiego nie dzieje: płaczemy, przeklinamy, poddajemy się, wycofujemy lub próbujemy coś zmienić w sobie, ulepszyć siebie, bo przecież zasada dualna brzmi: albo na zewnątrz jest wina, czyli obwiniam, albo to ja muszę coś zmienić w sobie. Zachowujemy się jak Zuzia i Patryk: podważamy, wyciągamy, grzebiemy, zmieniamy, gromadzimy i robimy tak przez miesiące, lata, dekady. Układamy nowy domek z wielu puzzli, czujemy się lepiej, mamy więcej energii, ale nawet nie zauważamy – podobnie jak nasi bohaterowie – że stół, na którym układamy puzzle, ma tylko trzy nogi i zaraz się przewróci. Ile wysiłku, energii tracimy, żeby podtrzymać sztuczny samoidealny obraz? I po co to robimy? Bo przeinwestowaliśmy? Nie tylko, przede wszystkim trzeba zrezygnować z myślenia opartego na braku, ponieważ ono nigdy nie zostanie ugaszone, zapełnione, zrozumiane. Pułapką archontyczną jest myślenie, że do zmiany, rozwoju potrzebujesz pracować nad sobą i grzebać w sobie; że do przebudzenia potrzebujesz nie wiadomo co zrobić, kim być i co przeżyć.

Zapominamy, że przychodzimy tu jako istoty pełne, pamiętające, świadome, rozróżniające; jako istoty poznające, bo przecież zaistnieliśmy i istniejemy. Nie przychodzimy tu jako istoty puste, z brakiem, defektem – to nie pochodzi od nas, nigdy naszą domeną nie była pustka i brak. To przez natłok, odcisk, działanie nie tyle samej karmy, co systemu karmicznego, kodów astrologicznych, sił archontycznych, podmian i programowania płodu przez elementale – my jako świadomości osadzone w tych ciałach i poddane temu dusze – zaczynamy grać w grę braku, próbę zasługiwania, pokazania, wykazania, jakbyśmy próbowali pokazać sobie to, co i tak mamy w sobie. Niektórzy rozwój nazywają otwieraniem wrót ewolucji, transcendencji, oświecenia, zbawienia, przerabiania karmy. Niech sobie tak myślą, przecież każdy ma do tego prawo. Wielu jednak zapomniało, że nastąpiła mała podmiana w słowach, bo życie i istnienie nazywa się życiem i istnieniem, a nie rozwojem i ewolucją. Nie ma żadnego rozwoju, ponieważ jesteś pełnią, jesteś całością. Zawsze tak było tylko – powtórzę raz jeszcze – próbujesz sobie to pokazać przez własne działanie i wymagasz tego od świata, bo sam jeszcze nie widzisz. A jeśli po tych słowach coś burzy się w tobie, walczy, czegoś bronisz, zlokalizuj to, nazwij, zapytaj się, co ci to daje i uwolnij. Nie ma miejsca na dwóch ciebie.

Nikodem Marszałek

kwieceń 2021

You may also like