Prolog
Dzień wcześniej napisałem tylko jedno zdanie: „Zbierają się reptile, drako. Z całych światów. Mega”. Był to dzień po uwolnieniu ziemskiej armii i „MK”, więc traktowałem to jako naturalną konsekwencję tamtych ruchów.
Rano dostałem wiadomość:
„Cześć Nikodem. Zanim wczoraj przeczytałam Twój artykuł o poświęceniu duszków i duchów, przez trzy dni miałam bóle w sercu i dziwne odczucia. Wiem, że krążyły reptile. Widziałam jaszczury i drako. Dziś dziwna sytuacja: jechałam samochodem i bezwiednie powiedziałam »książę ciemności«. Przełączyłam stację radiową — 666. Teraz siedzę w domu i cofam tę energię z pola”.
Odpisałem: „Niestety próbują zmaterializować w polu wszystko, co dotykało Książąt Piekielnych, Lucyfera i całych starych energii”.
Początek
Nikodem: Fatalnie się czuję i zmęczony bardzo.
Patryk: Było czuć, od ok. 00:30 do prawie czwartej nie mogłem zasnąć.
Nikodem: Trzeba będzie robić.
Patryk: Napiszę za parę godzin.
Nikodem: Tutaj zaczęła się moja rozmowa i praca z moją monadą.
Wczoraj wieczorem czułem już, że sprowadzili do naszego układu miliardy, miliardy reptili i drako z różnych galaktyk, a nawet Wszechświatów. Czułem, jak pojawiali się w polu. Co ciekawe – jaszczury miały inne „ubarwienie”, inne wibracje, czuć było w ich rdzeniach coś obcego, nie z tego Wszechświata. W oddali, w naszym układzie i poza nim – setki statków, w tym statki-roje, podłużne, gigantyczne, z ciemną otoczką. Wyglądały jak organiczne statki Cieni z Babylon 5.
Oczywiście w nocy kodowali strach, sny, lęki, podległość. Ale czy oni naprawdę nie rozumieją, że to nic nie zmienia? Nic nie daje? Próby wybicia ciał, osłabiania. A dla mnie fizycznie – miałem tylko jeden dzień przerwy od sił „MK” z poprzedniej części. Wczoraj łudziłem się, że odpiszę na maile paru osobom, zrobię faktury, umówię się na sprawdzenie po przebudowie bardzo fajnego chłopaka, bardzo bystrego i dobrze widzącego. A tu mamy pół roku od rozpoczętych wydarzeń opisanych w Zmierzch bogów – i to dalej trwa. Nie mam normalnego życia, nie mam chwili spokoju. Jak mam wziąć głębszy oddech?
MN: Gdzieś tam ucieszyłeś się, że sprowadzili takie duże siły, wszystko, co mieli. Teraz czekają – zobacz, zaatakowali w nocy, wstałeś, a oni czekają.
Ja: Tak. Ale zamiast prowadzić kampanię, tylko się umacniają i tworzą bazy w układzie. Znowu cała gęstość eteryczna i astralna będzie w ich strukturach. I zastanawia mnie jedno: są cywilizacje, nie tylko typu III, które ich przegoniły, zniszczyły w niektórych rejonach galaktyki. A tutaj ciągle są ściągani, przyciągani jakby magicznie. Tam reptile i drako – i pokrewne cywilizacje – wiedzą, kiedy odpuścić. A tutaj zawsze pojawia się ich więcej. Jaki to błąd? Jaki wzorzec? Jaki program? We mnie? W nas? Czy może w rodzaju ludzkim? Bo to ludzkość nigdy im nie powiedziała: stop.
Były przypadki paru osób, paruset najwięcej, które wiedzą, co robić z reptilami i drako, co zrobić z duchową szarańczą i im nie ulegać. Ale w myśli ludzkości nie ma przeciwstawienia się tym istotom. Jest służba. I na tym Ziemia i układ cierpi. Ziemia jest pod silną okupacją – zawsze była, odkąd Anunnaki przegrali i zaczęli wcielać się w zwykłe ciała ludzi.
MN: Narysuj ich siły, także te zamaskowane i przesunięte w fazie.
Ja: Jest szósta rano. To nawet nie jest procesja ani droga krzyżowa. To nawet nie jest sprzątanie po Metatronie czy Lucyferze. To zetknięcie z ich kreacjami, systemami i myśleniem, które zrealizowali na tak wielką skalę.
MN: Stworzyli istoty bez ducha, bez serca. Drapieżne, pasożytnicze.
Ja: Wiele lat temu, po przebudowach w 2019, kiedy tak oberwałem od nich wszystkich, a później przez lata analizowałem, pracowałem, robiłem to słynne tournée… Nie wiedziałem, co zrobić z archontami. Na jednego zawsze pojawiało się dziesięciu kolejnych. Znalazłem planety karne i tam ich wcielaliśmy, ale to nie miało końca.
MN: Bo mieli specjalne matryce. Tworzyli istoty skierowane na ciebie (na was), z pełnym pakietem informacji. Tysiąc rozpuszczonych przez ciebie – tysiąc kolejnych z informacjami poprzedników. Taka była gra Arymana i Lucyfera. Przeszkadzać. Osłabiać.
Ja: Wiesz… patrzyłem się na choinkę. Bo dla mnie choinka nie jest symbolem świąt, nie jestem chrześcijaninem. To symbol rodziny, miłości, dziecięcości, radości. I pomyślałem, że drako, reptile i wiele galaktycznych ras – szczególnie od Szatana – nie ma w sobie dziecka. Nie mają prostoty. Patrzysz im w oczy i tam jest pustka. Zaślepienie. Poczucie wyższości. Wybranie. Moc.

Lucyfer i reszta ekipy zabrali im związki płci, zabrali dziecko i uczucia. Istoty bez emocji, zimne, puste, psychopatyczne. Tyle lat szukałem rozwiązania. Mieliśmy kampanie – ponad 10 miliardów z tego układu tylko. Przed Lucyferem najstarsze drako i jaszczury miały dusze i monady (tak – miały!). I je uwolniliśmy. Miliardy istot, które teraz żyją w nowych ciałach, w innych światach – mają serce i uczucia. Nowe formy. Praca trwająca tygodnie. Ale z perspektywy fizycznego człowieka – to nie ma końca. Mają tysiące matryc, z których się replikują. Czerpią energie z tysięcy światów. Nawet nie potrzebują monad do „rozwoju”.
MN: Właśnie. I tutaj sam sobie odpowiedziałeś, co zrobił Lucyfer.
Ja: „Nie potrzebują monad”.
MN: Energia zdrowej istoty przechodzi cykle: człowiek nie wie nic o duszy, dusza o monadzie, monada o Nadjaźni. Ewolucja przyspiesza, gdy jedna z jaźni zaczyna szukać drugiej i następuje to kaskadowo. A oni – drako i reptile – byli podłączeni do systemów AI/SI na poziomie atmanicznym i anupadaka. Lucyfer odciął im połączenia z monadami i zastąpił sztuczną matrycą, która kierowała ich do zadań i miejsc.
Ja: Tak. Monady – jak w systemie Białego (Chóry Anielskie, patrz Poza Dualnością) – zmrożone, nierozwijające się, odcięte od doświadczeń duszy i wcieleń.
MN: Idealne roboty.
Ja: Myślałem wczoraj jeszcze, że gdy przedstawię swoje imię – anunnackie, ważne – coś to zmieni. Podziałało na dwa dni.
MN: Dalej działa, tylko nie wszyscy „z tych grup na Ziemi” się poddali. Część wprowadza zmiany, część nie – ściąga. Reptile i drako utraciły dostęp do ważnej planety. Nie mogą sobie pozwolić na przyznanie, że pokonał ich człowiek. Dla nich jesteś (wszyscy jesteście) tylko niewolnikiem. Marnym człowiekiem. Nie widzą w tobie istoty duchowej. Na Ziemi – idiota, niewolnik bez woli i tak ma zostać. System ma trwać, ale oni sami zostali zamknięci w większym systemie niż ich własny. Dlatego walczą przez projekcje. Wy – wyszliście z klatki. Oni – nie. Bo wy macie wolę. Oni mają program i nakaz. I każdy człowiek, który im służy, poddaje się ich osądom i planom, jest niewolnikiem – nawet jeśli z tym walczy.
Służą istocie, której nie ma i nigdy nie wróci. Lucyfera już nie będzie. Szatana – nie będzie. Metatrona – nie będzie. Ta trójka skończyła najtragiczniej: przestała istnieć w każdej formie.
Ja: Ich forma jest tylko w myślach drako i reptili.
Chciałbym zrobić tak wiele innych rzeczy. Mam tyle zaległości. [Tutaj cały czas byłem w wewnętrznym konflikcie. Chciałem wszystko rzucić, zostawić i zająć się sobą, tym, co mam teraz do zrobienia. A jednak… wewnętrznie nie mogłem. Poczułem się jak niewolnik, tylko nie wiedziałem — czego niewolnik?]
Ja: I czuję to, bo tak chodzę po mieszkaniu. Oni dzisiaj zobaczą jednego z największych tyranów, jaki istniał.
MN: Zobaczą. Twojego. Mojego. Naszego. Tylko dla tych, którzy przegrają, będzie to śmierć duchowa. Już były prowadzone rozmowy z Opiekunami, Absolutem oraz cząstkami czy Nadjaźniami w Źródle. Jest zgoda wszystkich – monad, dusz, Rad.
Ja: Zostaną ciała fizyczne bez monady, duszy i części subtelnej. Zombi. NPC.
Kiedyś Jordan Peterson powiedział coś takiego, nie pamiętam dokładnie – chodziło o postawienie się w miejscu drugiego człowieka, który coś zrobił: tyrana, mściciela. Ludzie tego nie robią, bo przeraża ich, że w nich samych jest tak wielki cień, którego nie potrafią kontrolować.
MN: Różnica jest taka, że ty to zrównoważyłeś przez wcielenia. Tyrana z Mądrym Królem. Ile empatii i miłości masz w rozmowie z nimi. Ile szacunku, pokazywania, uczenia – nawet jeśli oni kompletnie nie rozumieją, co do nich mówisz. Do każdego. Czy reptile, drako, czy „Król”, czy był to Szatan, Michał, Sandalfon. Baal, Lewiatan, Belial, Lucyfer, Biały, Metatron. Zawsze z miłością do nich mówiłeś. Starałeś się. Pokazywałeś. Uczyłeś. Trwało to dekady. Wszystko ma swój czas i miejsce.
Ja: Sprawdzasz granice nas samych w tym wszystkim?
MN: Ty na swoim poziomie. Ja na swoim. To jest ekstremalne miejsce i wymaga czasem ekstremalnych prac.
Ja: Mam dwie kartki i nie jestem w stanie tego narysować, bo to są całe roje, miliardy. Upchane wszędzie.
MN: I schowane. Siły obwodowe, za tym flanki, ataki z trzech faz jednocześnie.
Ja: To dlaczego tego nie robią? Przecież jesteśmy. Na jednego człowieka?
MN: Nie robią, bo masz teraz energię walki? Czy raczej smutku i rozpaczy? Jak oni mają cokolwiek zrobić? Oni walczą z mitem, z wyobrażeniem.
Ja: A jeśli odpuścimy? Wycofamy się?
MN: Ziemia przestanie istnieć. Zduszą Ziemię i wszystkich jeszcze mocniej niż dotąd. Stworzą hub, z którego będą rozsyłać ludzi po śmierci do swoich światów.
Ja: To trwa ponad sześć lat. A ostatnie pół roku – codziennie prawie. Nie chcę tego, ale jesteśmy w tej sytuacji. Czuję się przyciśnięty nie tylko przez nich, ale też przez ciebie i całą sytuację. Czemu Metatron nie stoi teraz obok? Albo Rozalia? Dlaczego nie ma pozostałych? Zawsze w takich sytuacjach był ktoś.
MN: Tak zdecydowali, bo woleli widzieć w tobie wroga, niż popatrzeć zdrowo i czysto na rzeczywistość. Bo zobaczenie tego w taki sposób pokazywałoby ich czyny, ich szkoły, ich podświadomość, ich cień i ich własnego tyrana. Było tego za dużo. Ty kanalizowałeś i przyjmowałeś ich projekcje na siebie, bo wierzyłeś, że to ich zmieni – i świat.
Ja: Idealista. Dobrze, że przez naszą rozmowę wyszedł chłopak ze mnie, wewnętrzne dziecko. On lubi takie akcje, takie bójki, tylko czeka, żeby tyrana uruchomić.
MN: Świetnie. Niech stanie przed tobą. Jak wygląda?
Ja: Jasny, wysoki, bystre oczy.
MN: Porozmawiaj z nim.
Ja: Czemu jesteś spokojny?
WD (wewnętrzne dziecko, ale bardziej wewnętrzny dorosły): Zawsze jestem. Już wczoraj się uśmiechałem.
Ja: Kiedy mówiłem, że nadciągają wszystkie ich siły.
WD: Tak. Myślisz o mnie i widzisz anime Naruto, fragment, kiedy Naruto przytulał swój cień, który był wyśmiewany i poniżany. Ale ja nie mam tego smutku i bólu. Nie działam z rozpaczy, z bólu, z cierpienia, traumy czy strachu.
Ja: Widzę po twoich energiach, że tak jest. To ja, ale teraz to też ty. Wiesz, ile Carl Gustav Jung dałby za taką rozmowę i wgląd w wewnętrzne cechy psychiczne człowieka.
Tylko nie podoba mi się ten uśmieszek – taki szyderczy, bo ty lubisz być wojownikiem. Ten monumentalizm. Wielkie bitwy. Generał. Masz do dyspozycji takie środki, jakich nie miał Atryda, Sheridan i wielu innych, większych od nich.
WD: Trochę tak, ale te środki nie służą nam. Nie są dla prywatnych ambicji, nie leczą ego. Wszyscy są tu z własnej woli. Tam zawsze był ktoś za plecami: trauma, ból, niezrozumienie.
Ja: Mówisz jak dorosły, ale napisałem na początku: wewnętrzny dorosły. Czyli znasz też zmęczenie.
WD: Wiem.
Ja: Ale ten uśmieszek – od tego monada zaczęła rozmowę – trzeba zdjąć, bo to jest dziecinne.
WD: Jak? [plastyczny, gotowy do pracy]
Ja: Nie wiem, ale wiem jedno: przez ten uśmieszek nie rozumiemy tych istot, które się gromadzą. Moja rozmowa z nimi byłaby rozmową z pozycji siły, a nigdy taka nie była. Z nikim.
MN: Brawo.
Ja: I te informacje monady, że będzie anihilacja. Tak, można popatrzeć na reptile i drako jak na szarańczę. Zresztą sam człowiek mówi o drugim człowieku: zwierzę. Ale ja taki nie jestem. Nie pozwala mi na to moja empatia. Nigdy nie miałem nienawiści do Metatrona czy Lilith. Miałem złość, frustrację, poczucie niezrozumienia, ale więcej miłości – i to nadal jest.
MN: Dobrze. Popatrz mu w oczy.
Ja: Rośnie w energiach, w swojej formie. Jak wtedy, kiedy wszedł sam w milionowe armie dusz i części subtelnych.
MN: Wybraliście serce i teraz jesteście gotowi.
Ja: Kolejny, jebany test.
MN: Ociepliłeś tyrana i połączyłeś go z Mądrym Królem. Teraz to ty prowadzisz i wiesz, na czym to polega.
[parę minut później]
Ja: Myślę o tym: „MN: Ziemia przestanie istnieć. Zduszą Ziemię i wszystkich jeszcze mocniej niż dotąd. Stworzą hub, z którego będą rozsyłać ludzi po śmierci do swoich światów.” → może tak to właśnie ma wyglądać.
MN: Jeśli zdecydujesz. Ale nie decyduj sam. Poczuj ludzi na Ziemi, cały ten układ, dusze, wszystko, co tu przyszło i przychodzi. Nawet poczuj elity, narody.
Ja: Hm. Człowiek oddaje swoją wolność i ja to akceptuję. Jest gotowany powoli. Mnie i tak dużo życia nie zostało, więc luzik.
MN: Poczuj ich. Nie działaj w oddzieleniu.
Ja: Odczuwam od wszystkich istot: Troska, martwienie się, ale też radość z kreacji, płodzenia nowego, tworzenia, różnych prac. Jest też dużo szczęścia.
MN: Co uwalniałeś ostatnie miesiące?
Ja: Nie wymienię, za dużo. Ale astrale smutku, wojen, rozpaczy, przerażenia – ogromne, w wielu punktach na Ziemi.
MN: Zmieniła się też dusza Ziemi. Nie ma już Gai, która była ofiarą, zasilała ofiary i wzmacniała rytuały magiczne. Jest nowa dusza – imieniem Maxi. Nie jest ani żeńska, ani męska.
Ja: O co ci chodzi?
MN: Poczuj cały ten układ.
Ja: Jest jak linia, jakby na przejściu.
MN: Wcześniej wszystko było „w czarnej dupie”. Czemu teraz chcesz zrezygnować?
Ja: Przez ten uśmieszek, kiedy poczułem, że są całe miliardy.
MN: Już go nie ma. Nie czujesz go nawet. Scaliłeś i zrozumiałeś. Dlaczego teraz rezygnujesz? Przez sny, implanty, wpływ drako?
Ja: Bo jestem sam z tym wszystkim. Jest Patryk, ale czuję się sam po prostu. Ogarniaj to i życie, podatki, ZUS-y astronomiczne. Praca z człowiekiem – musisz dać wszystko. Zawsze daję, nieważne co było wczoraj. Normalnie jak Batman, ale bliżej jak Superman, bo ten chodził do roboty na 10 godzin.
MN: Rozumiem.
Ja: Nie, już nad tym pracowaliśmy. Wy jako monady nie rozumiecie, bo jesteście wiecznym ruchem, wieczną energią, która jest. Ty mówisz i masz, ja mówię i widzę ścianę.
MN: Możesz kierować złość i frustrację – albo poczuć i skupić się na temacie.
Ja: W tym temacie mam jedno: nie ma miejsca na drako i reptile w tym układzie. To nie jest ich dom, nie ich miejsce. Nie są stąd.
MN: I to jest odpowiedź. Nie twórz zawahań.
Ja: Musiałem, bo mam taki system – jak czuję „uśmieszek”, jakieś dziwne wewnętrzne postawy, od razu je konfrontuję w sobie.
MN: Dlatego to, co zobaczyłeś, było takie jasne. Dlatego on/ty/wy jesteście tacy plastyczni. Dlatego masz to, co masz, i zarządzasz tym, czym zarządzasz. Doceń to i się tego nie bój.
Ja: Nie będę niczym kierował, niczym zarządzał – spadaj mi z tym. Dajcie mi święty spokój.
MN: Nikt nie nakazuje ci niczym zarządzać ani siadać na tronie.
Ja: Dla mnie najważniejszy jest święty spokój – jak mogę sobie zagrać w jaką historię, zobaczyć serial, pospacerować. Nic innego mnie nie interesuje. Żadne rządzenie, władanie, kierowanie. Niczym, nikim. Wszystko miałem. Dość.
MN: Masz pokierować tymi drako i jaszczurami oraz pozostałymi siłami – jak chcesz, przeżyją; jak zdecydują się unicestwić, bo zaatakują przez swoją dumę – co zrobisz? Wycofasz się? Dasz się „zabić” w imię wyższych ideałów?
Ja: Nie wiem, co będzie. Nie planuję, myślę w ruchu. Nazywam to inteligencją w ruchu. Zawsze tak działałem. Ty masz miliard opcji w głowie, ja nie. Jesteś tysiące ruchów do przodu – tak poległ Jan, Biali, całe Piekła, Lucyfer, Lilith.
MN: A często wybieramy twoją drogę. Dlaczego tak jest?
Ja: Elastyczność, dopasowanie, bo widzę środek, szybko zmieniam. Nie wiem. Nie zmuszaj mnie do decydowania za innych.
MN: Nie, nie robię tego. Oni sami decydują, kiedy są w swoim ruchu i stykają się z nami czy z innymi.
Ja: To czego chcesz?
MN: Nie odwracaj się od ludzi i ludzkości – nawet jeśli zabijają. Nie odwracaj się od drako i jaszczurów – nawet jeśli mają krew na rękach, są pyszni i urażeni w dumę.
Ja: Kiedyś usłyszałem w serialu: „Gdybyś nie był tak znany, na piedestale, czy na pewno zrobiłbyś to samo?”. Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś robi coś dla sławy, poklasku, luksusów. Jestem z takiego domu, że po prostu robiło się to, co trzeba zrobić. Moi dziadkowie to ostatnie pokolenie wychowane w systemie herbartowskim. Potem hipisi i głupota, i dalej postępowe infantylizacje społeczne. Ale my – jako ludzie i rodzice – nie jesteśmy dla obecnych pokoleń tym, kim byli nasi dziadkowie.
MN: Bo świat jest nastawiony na: ja, mnie, moje, ego, mój sukces, moja historia. Nikt nie zna twojej, nikomu jej nie opowiedziałeś. Wszystko robione w ciszy, latami. Nie masz nigdzie napisane: ezoteryk, opiekun, archanioł, twórca metody x, y, z – choć wiele ich stworzyłeś. Po prostu robisz i po prostu dajesz.
Ja: W ciszy. A świat jeszcze tyle zabiera, ogromnie. I czemu ja mam tyle dawać, i nie myśleć o sobie?
MN: To już twoje zadanie, nie moje. Dla mnie najważniejsze jest to, że się uczysz, jesteś plastyczny, zmieniasz się i działasz z pozycji połączenia z innymi. Nie ma stopienia z innymi, ale też nie ma przerostu ego. Nie działasz pod publikę.
Ja: Mówisz mi, że twoja miłość do mnie jest ważniejsza niż potrzeby ciała, potrzeby ludzkie – bo tak to trzeba nazwać?
MN: Nie, tego nie mówię – ty to tak widzisz. Powiedziałam o miłości i szacunku, jaki masz ode mnie, ale nie tylko: od milionów monad i dusz, od tysięcy cywilizacji, całych gatunków i światów. Od dużej części Uniwersum.
Ja: A tu jestem sam. Daj sobie siana. To jest takie pierdolenie, jakie gadają ludzie naćpani na ceremonii w Bali albo po Aya w Peru: czują miłość, szczęście i połączenie ze wszystkim, bo odblokowali swój potencjał na chwilę, w sztucznie otwartej przestrzeni, która nie ma nic wspólnego z trwałą pracą duchową.
MN: Ale ty nie jesteś ani szczęśliwy, ani radosny. Jesteś w smutku i rozpaczy. Sam dźwigasz. Sam dajesz. To czym jest twoje życie i rozwój?
Ja: Zderzeniem z mrokiem innych. To ta karma, o której wspomniałem w sesji o „Duchach i duszkach”.
MN: Możesz to robić, bo twój mrok wyglądał jak światło i był plastyczny. Nie tupał, nie miał bólu. Zmęczenie – owszem. Zmartwienie, smutek – bo poświęciłeś życie na to.
Ja: Mówisz o czym?
MN: Żebyś się docenił, bo nigdy tego nie zrobiłeś. Żebyś się przyjął. Ten uśmieszek nie był zły. Twój tyran – nie jest zły, co dla wielu brzmi abstrakcyjnie. Po prostu kiedy usłyszałeś o miliardach ściągniętych tutaj, do systemu – w końcu nie poczułeś się sam. Poczułeś, że oni to zrobili przez ciebie i dla ciebie. Ktoś poświęcił uwagę. Tak, jak ja daję ją tobie od początku twojego życia w tym ciele. Żadna inna monada tyle nie dała; nawet dusze ludzi nigdy tyle nie dały, nie zainwestowały w swoje ciało i rozwój.
Ja: Wiem. To unikatowe. Ale tak, jak ty wpływałaś na mnie, ja wpływałem na ciebie. Bo głupotami to waliłyście na kilometr.
MN: Dlatego jesteśmy tam, gdzie jesteśmy.
Ja: W końcu dotarło do mnie, o czym mówisz. Tak, jak ja daję ludziom i ludzkości, elitom, wszystkim – małym i dużym. Tak, jak daję drako i jaszczurom – to wraca.
MN: Może nie tak, jakbyś chciał, ale tak – wnosisz. Ja wniosłam w ciebie, ty w świat i światy.
Ja: Rozumiem. Teraz jestem gotowy zrobić odczyt.
To są takie rozmowy, bardzo często przed większymi rzeczami, sytuacjami czy uwolnieniami. Nie traktuję tego jako motywacji, bo ją mam – nawet kiedy narzekam pod nosem. Ale mimo tonu i całej tej wymiany, jest tam tak dużo informacji, których nie zapisuję, że wewnętrznie wygląda to zupełnie inaczej, niż kiedy się to czyta.
Często monada powie coś, co nawet dla mnie – człowieka odważnego, który konfrontuje się ze sobą ciągle i od nowa, który obserwuje najdrobniejsze mikroruchy, odczucia, reakcje wewnętrzne – potrafi być zaskakujące. Ta bliskość siebie samego ze sobą samym, bo tak trzeba to traktować, to chyba największa nagroda. Mimo że często się z monadą nie zgadzam. Bywają tak wielkie kłótnie, tarcia, walki wewnętrzne, że to osobna historia. Czy to wygląda jak relacja rodzic–dziecko? Nie. Bo nie traktuję siebie jako dziecka, a monady jako rodzica. To raczej rozszerzenie siebie. To, co należy do monady – należy też do mnie. I odwrotnie.
Domyślać się, wychodzić poza swoje rozumowanie, poszerzać własne zrozumienia – to też jest męczące. Bo ja, trochę jak prosty cep, lubię konkrety. A tutaj informacje są podawane tak, że trzeba je zbierać z wielu zdań i akapitów. Stąd moje: „A, teraz rozumiem, o co Ci biega.” Jest to również forma zabezpieczenia: chroni kogoś, kto czyta z zewnątrz, przed niepotrzebną oceną czy osądem, który jest u człowieka odruchem dosyć powszechnym.
Ja mogłem zauważyć swój uśmieszek i odczucie z nim związane, ale ile razy w ciągu dnia mamy podobne odczucia, myśli czy emocje, które ukrywamy i nie wchodzimy z nimi w kontakt? Przez to wyparcie łatwiej nam zauważyć coś w drugim człowieku, wyśmiać, osądzić – bo to daje wewnętrzną ulgę, że „u mnie jest wszystko w porządku”. No nie. W każdym człowieku jest to, co jest, i trzeba to przyjmować, ciągle i od nowa.
Wyjaśnię jeszcze jedną rzecz, ważną. Monada pokazała mi coś, czego sam nie widziałem. Powiedziała mniej więcej: „Nie działasz z pychy ani z dominacji, ale z rzadkiej rzeczy: z bezpośredniego szacunku i empatii nawet do tych, którzy chcą Ciebie zniszczyć”. I faktycznie — to jest odwrotność tyranii.
Druga rzecz, chyba jeszcze ważniejsza, to „uśmieszek” jako sygnał do pracy. Gdy zobaczyłem i poczułem ten „cień” w sobie — triumf, potęgę, tę starą energię zwycięzcy — od razu to rozbroiłem. Moja odpowiedzialność polega na tym, żeby nie karmić w sobie tyrana, lecz go integrować, zanim zdąży oddzielić mnie od ludzi i istot. Granica jest cienka, bardzo cienka, i łatwo ją zgubić.
Teraz lepiej rozumiem wiele osób czy istot, które temu uległy. Linia jest naprawdę delikatna.
No cóż. Wracam do odczytu – trzeba sprawdzić, co u naszych kosmicznych najeźdźców.

Trudno to narysować, musiałem wszystko pogrupować. W jednym zbiorze jest od miliarda do dziesięciu miliardów istot. Na różowo/fioletowo reptile, na czerwono drako, na niebiesko predatorzy i inni. Całe gęstości zajęte, portali ponad tysiąc. Kreacje Lucyfera, Szatana i trochę Metatrona.
Patryk: Ciekawe, czy to wszystko, czy jeszcze jakieś siły mają.
Nikodem: Pewnie duża część już tu jest.
Patryk: Czytam końcówkę twojej rozmowy z monadą.
Nikodem: Trzeba przedstawicieli tych trzech gatunków ściągnąć. Zjem kanapkę przed robotą.
Chyba jestem gotowy. Spokój i znowu Sage Mode. Monada liczy, że może się uda bez walki. Stanę u góry przed reptilami, ty obwód.
Patryk: Fajnie byłoby bez walki. Może tylko poszpanują i polecą.
Nikodem: Nie wiem, ale walczymy o swój dom, oni o dominację.
Patryk: Zgadza się.
Nikodem:
Ja: Rozciągam swoje ciała, tworzę emanację astralno-przyczynową pod rozmowę, nie walkę. Kochani, wyłączcie te wiązki. W polu do tysiąca kilometrów i tak je rozpuszczę — inaczej nic nie ruszymy.
R (jaszczur główny): Czekaliśmy na ciebie, człowieku.
Ja: Wiesz, że widzę, kto kieruje. Ty nim nie jesteś. Zawołaj tych na dole i po bokach, przedstawicieli ras.
R: Myślisz, że wystawiamy generałów?
Ja: Nic im nie będzie, wiesz, że nie kłamię.
R: Masz taką reputację.
Ja: Jaką?
R: Tego, kto nie uległ, kogo nie da się zmienić.
Ja: Da się. Ja chcę odpocząć.
R: To odpuść.
Ja: Nie mogę, bo naciskacie. Po Lucyferze, Szatanie i Metatronie powstała próżnia i was do niej ściąga. Ekonomia kosmosu. Ja nic nie chcę oprócz tego, żeby was tu nie było.
R: Nie będę z Tobą gadał.
Patryk: Od „człowieka” do „z Tobą” – progres.
Nikodem:
NR (najstarszy reptil): Jestem.
Ja: Dużo ludzkich cech, żyłeś w tym ciele.
NR: Żyłem.
Ja: Czego chcecie?
NR: Braku ciebie. Jesteś i masz funkcję, która dotyka całego Uniwersum.
Ja: I próbujecie. Po co ta pielgrzymka?
NR: Zniszczymy wszystko, co tu jest. Nie zależy nam na elitach, planach. Wszystkich was zniszczymy.
Ja: To zaczynajcie. Stoicie od wczoraj i nic nie robicie. Na co czekacie?
NR: Jak chcesz.
Ja: Działajcie. Ja stoję. Nawet się nie ruszę.
[po chwili]
Ja: Sygnały wysłałeś, czemu stoją.
NR: Nie wiem.
Ja: Zawołaj przedstawiciela drako i tych ras, których nie znam.
NR: OK. [poczucie ulgi]
Nikodem: Nie można im ufać.
Patryk: No nie. Chyba sami sobie nie ufają między tymi ekipami.
Aleksandra: Telepatycznie się pewnie porozumiewają.
Nikodem:
D (główny drako): Jestem.
Ja: Duży jesteś, a wszystkich dużych już zgarnęliśmy.
D: Nie wszystkich. Oddaj nam Ziemię i cały ten układ. Wycofaj się z całej galaktyki i wszystkich kwantowo-hologramowych światów. Idź do reszty Uniwersum.
Ja: Idź, zrób. Jesteśmy kumplami czy jak? Takie głupoty mogłeś pakować w dusze i części subtelne władców, którzy ci służyli. Miałeś za sobą ponad 200 miliardów istot, statków, całe roje — mogli ulec, rozumiem to. Ja jako istota miałem tysiące razy większe siły niż ty!
D: Mówię tylko raz.
Ja: Marnie imitujesz wolną wolę i nacisk woli na mnie. Nie działa. Ja mam ducha — ty nie. Ja mam duszę i monadę — ty jesteś duszą odciętą od swojej zbiorowej monady. Jesteś pyłem i nie wiesz o tym przez działanie Lucyfera. Z pyłem nie będę rozmawiał. Idź. Jak zaczniesz szanować — porozmawiamy. [Trudna rozmowa, wydaje się, że nie ma dużo, jest obrażenie, ale pod tymi warstwami jest próba ustalenia tonu dalszej rozmowy oraz siły i porządku.]
D: [odszedł]
Patryk: Jakby się czuli pewnie, to już by zaatakowali, ale bawią się w ciuciubabkę. Badają, sprawdzają.
P: Jestem. [Istoty przypominające predatory, kolejna rasa, bardzo liczna]
Ja: Czemu chcecie Ziemi?
P: Nie wiemy. Zostaliśmy zawołani i nam zapłacono.
Ja: Ile?
P: Nie masz tyle.
Ja: Powiem ci, ile mam. Monado?
MN: Przedwczoraj „MK” z przedstawicielami Ziemi i układu mieli 25 trylionów kwantów. My mamy inną skalę — setki bilionów biliardów. Przepaść tak duża, że porównanie jest tylko umowne.
P: Co? 25 trylionów mieli, a nam dali parę miliardów.
Ja: Wasza sprawa. Mogę wam dać sto razy tyle, co oni.
P: Nie. Ty jesteś światłem, tobie ufać nie możemy.
Ja: Nie kłamię. Zawsze dotrzymuję umowy.
P: Nie. Oni są nad nami.
Ja: Pomogę wam się uwolnić od tyranii drako i reptili. Będziecie mieli moją ochronę.
P: 100 miliardów kwantów i ochrona — cofamy się za waszego pola.
Ja: Go.
Patryk: O, właśnie. Miałem we śnie istoty przypominające predatory. Najemnicy!
Nikodem: Polecieli.
Patryk: Tamci chcieli ich wydymać na kwanty. Ha.
Nikodem:
Ja: Drako?
D: Sprytny jesteś.
Ja: Możecie zająć niższe pola i rozciągnąć flanki, po swoich najemnikach.
D: Robimy to. Wiedzieliśmy, że tym larwom ufać nie można.
Ja: My generujemy energie, wy ją kradniecie. Taka różnica. Skala: 0,0000001 procenta.
D: Wiemy, ale co z tego. Mamy oddać wszystko i pójść do twoich „światów Hobbitów”. Nie masz szacunku do nas, a mówisz inaczej. [Bardzo ważne zdanie tej istoty.]
Ja: Wcześniej próbowałeś mnie zdominować. Teraz — rozmawiamy.
D: Oddaj Ziemię i wszystko dookoła.
Ja: Ziemia nie jest moją własnością. Niczyją. Myślicie terytorialnie — skutek waszego „rodzaju” i wpływu Lucyfera.
D: Znowu mnie podważasz. [Całe cywilizacje przed nimi padały, ale tutaj czuć, że poczuł się oceniony przeze mnie: „rodzaj”, „wpływ Lucyfera”.]
Ja: Czego chcesz? Stoicie i wpływacie na ludzi, elity, biednych — wszystkich.
D: Tak. Badamy ich. Rozmowa z tobą tylko to przedłuża. [Próbuje wymusić na mnie ruch, żebym przejął pałeczkę, i gra na poczuciu winy. Dlatego w kolejnym zdaniu odbijam.]
Ja: Karma ludzkości.
D: Czemu się tak patrzysz?
Ja: Próbuję ciebie poczuć. Jesteś w tych armiach w wielu cząstkach i masz cząstki wielu w sobie. Sprytnie.
D: O. Brawo. [Poczuł moje zainteresowanie i od razu wypiął pierś.]
Ja: Wy straciliście cel. Lilith, Biały, Aryman, Metatron, Lucyfer — zawsze dawali wam zadania. Teraz nie macie nic. Widzieliście, co zrobiliśmy z cywilizacją typu III.
D: …
Ja: Niech stanie główny reptil obok ciebie. Walka nie ma sensu i wiecie to. Nie macie szans — nie dlatego, że jesteście słabi, ale dlatego, że my istniejemy nieskończenie dłużej. Znacie moje imię piekielne i białe jako jednego z archaniołów promienia.
D: Tak.
NR: Tak.
Ja: Może trzeba wam nowego celu. Ale bez przebudowy nie ma serca, a bez serca nie ma empatii. [Szukam rozwiązania, bo już czuję, że nie chcą walczyć.]
Tylko muszę wyłączyć jedną rzecz. Parę kilometrów od Ziemi.
Akcja pierwsza.
D: Czemu nas odciąłeś? [Pierwsze pokazanie siły i pozycji.]
Ja: Od ludzkości i Ziemi? Zaznaczam teren. Gram w waszą grę. Jesteście na naszym terenie. Teraz akcja druga.
Jak teraz?
D: Odciąłeś cały układ słoneczny. W środku pojawiły się Celestiale. Jak? [Drugie pokazanie siły i pozycji.]
Ja: Tak. Macie podzielone siły. Ziemia ma ochronę, dlatego jest dusza Maxia. Wszystkie planety mają nowe, silne dusze. Cały pas był zabezpieczony. Teraz możemy rozmawiać dalej.
D: Czego chcesz?
[po chwili]
Ja: Żebyście doświadczyli choinki, bycia dzieckiem. Tego chcę – wy wszyscy. Ci poza układem i wszyscy zatrzymani w tym.
D: Dzieckiem jako człowiek?
Ja: Nie, w każdej innej formie. Już rano rozmawiałem ze sobą o tym. To była próba przygotowania do rozmowy z wami. Nie będę waszym królem – chociaż chcielibyście. Nie będę wam przewodził – chociaż chcielibyście. Nie będę waszym patronem – chociaż chcielibyście. Nie dam wam walki i wojny – chociaż chcielibyście zginąć w chwale jak Klingoni. Podświadomie, czy wymyślam?
D: Masz coś, czego nie mamy, ale my nie chcemy światła.
NR: Nie.
Ja: Wiem. Chcę, żebyście znaleźli rozwiązanie. Ilu was jest?
MN: 150 miliardów wszystkich istot, łącznie z tym, co na statkach.
Ja: I to nie jest wszystko?
MN: Nie.
D: Dokładną liczbę znasz. [rzucił insygnia władzy]
NR: [rzucił insygnia władzy]
Ja: Co tutaj się stało?
MN: Kapitulacja.
Ja: Co? Nawet nie zacząłem.
Patryk: Haa. Tak czułem, że się poddadzą, czyli szukali nowego wodza, poczuli siłę i poddali się jej.
Nikodem:
Ja: Oni rzucają wszystkie zbroje, moce, ze statków wychodzą.
MN: Oni uznali Ciebie za nowego króla.
Ja: Wypierdalaj z tym.
MN: Poczekaj, niech skończą. To ich rytuał. Inna rasa, inne obyczaje. Mówił o szacunku. Pozwól mu.
Ja: OK.
Ale oni dostali informacje od was – że będzie zagłada totalna, wszędzie. Wysłałaś Czarne Celestiale.
MN: Nie tylko. Uruchomione są wszystkie rasy kosmiczne, które walczyły z drako i jaszczurami. Każda galaktyka, każdy Wszechświat. Wszystko jest uruchomione – wszędzie. To jest sprzątanie po Lucyferze i Metatronie.
Ja: Czyli zaraz skończymy i będę mógł pójść do sklepu?
MN: Nie. Zaraz się zacznie – globalna przebudowa tych istot. Zostaną ci najsilniejsi i najstarsi, będą ściągać tych, którzy się nie podporządkują, a będą tacy.
Ja: Wejdą w walkę ze sobą samym?
MN: Tak, jak zrobili na Ziemi i między ludźmi. Taka karma. Idź, bo czeka.
D: Oddałem Tobie wszystko, co moje i do nas należało i co do Lucyfera.
NR: Oddałem Tobie wszystko, co moje i do nas należało i do innych.
D i R: Wszystko Tobie oddajemy.
Ja: Dzięki, ale co z tym zrobię?
D: Od Ciebie zależy.
NR: [poczucie ulgi, głowy mają spuszczone]
Patryk: Przegrupowują się, co robią, ale jazda.
Nikodem: Byłem nastawiony na akcje.
Patryk: Ja też.
Nikodem: Nowe techniki rozszczepień, sporo. A tu…
Patryk: W sumie dobrze, mniej energii zużyjesz.
Nikodem:
Ja: Dobra panowie. Wołamy najstarsze monado-Nadjaźnie. Zejdą ich dusze, będą takie tunele. Statki zostaną, bo na nie wrócicie.
D: Dziękujemy.
NR: [szczęśliwy]
Ja: Po prostu dodamy do waszego elementu, rdzenia – serce, wycięte przez Lucyfera, i empatię. Wolna wola i wolność wróci do was. Ale będziecie liczeni.
D: Czyli dobrze zrobiliśmy, walka bez walki. Kto by pomyślał.
Ja: Tak – to ty jako wódz podjąłeś dobrą decyzję. Podobnie jak kolega reptil. Ci, co będą chcieli walki – a są tacy – dostaną ją. Już ją mają. Ale to wasze obwody tylko.
D: Poradzicie sobie z nimi, potem my zrobimy swoje.
Ja: Do góry was dźwigamy, ale wy razem z pozostałymi dźwigacie swoje kreacje z tego systemu.
D: OK.
NR: OK.
Ja: Obok reptili stanie Patryk i będzie was dźwigał. Ja Drako.
Patryk: OK.
Nikodem: Trzeba im pokazać, jak dźwigać energie do wyższych gęstości – czyli rzucają ciężary, to, co obciąża, złe emocje. Zostaje tylko lekkość. To im mów.
Ścigamy się, kto pierwszy dźwignie daną rasę. Ty masz więcej.
Patryk: Haha.
Nikodem: Ale drako cięższe, więc się wyrównuje. Go.
Patryk: Go.
Nikodem: Idzie. Mają bardzo dużo ciężkich energii, sztucznych świateł Lucyfera, kody, blokady, pieczęcie. Ale robią – ogromna ich ilość uwalnia. Ładnie to wygląda. Ale nie byłoby to możliwe, gdybym wszedł w rolę dominatora, tyrana czy nowego pana, króla. Miałem wolność – i oni to poczuli. Niesamowita lekcja.
Patryk: Tak wyrzucają. Czyli robota była zrobiona już przed samą konfrontacją z nimi, czyli Ty z Monadą i rozmowa.
No i takie uwolnienia mi się podobają. Mówię im „pokażcie, że lepiej i szybciej potraficie to zrobić niż drako”.
Nikodem: Lecą. Też partiami po 5 milionów. Robi się lepiej w przestrzeni.
Patryk: Ogrom dziadostwa leci.
Nikodem: Mamy ciągle takie: WTF.
Patryk: Co tu się stało! Ci co chcieli walki, to pikuś przy tej ilości.
Nikodem:
Ja: Nie miałaś zaufania? Mówię o rozmowie rano przez 1,5h?
MN: Nie chodzi o brak zaufania. Tylko żebyś lepiej rozumiał linię między Tyranem a Mądrym Królem. Zobaczyłeś, jak cienka jest to granica. W 2019 widziałeś siebie i doświadczyłeś nas bez Tyrana. Teraz połączyłeś jedno z drugim.
Ja: Tam widzę dużo światów bez nich, miejsce centralne, huby. Czyli zadziałał Nanna/Sin?
MN: Oni znali twoje ciemne i białe imię. Analizowali typ III cywilizacji, walkę z ludźmi (MK), z piekłami, ze środkiem Uniwersum. Mieli dużo informacji.
Ja: Czemu, co do nich dotarło? Ty wiesz, ale ja ciągle… nie.
MN: Odkryjesz to w swoim czasie. [Nie odpuściłem, więc napisałem w podsumowaniu]
Ja: Jakim czasie? Jutro zapomnę, co się dzisiaj działo, bo tak dużo tego.
Aleksandra: Najbardziej z ostatniego pół roku pamiętam sesje na STE.
Patryk: Sporo tego było, w Zmierzchu bogów sobie człowiek przypomni.
Nikodem:
Ja: Dzisiaj jest tak ogromne przełamanie, ale nie czuję radości. Jestem tak fizycznie i psychicznie zmęczony, że szok.
MN: Dlatego my pilnujemy i masz niewcielonych zastępców.
Ja: Kontrola. No tak – puścić. Co mam zrobić z tymi insygniami władzy, bo dali dusze i części subtelne reptili i drako – wszystkie rodzaje. One mają takie dziwne pióra.
MN: Mają też moc. Możesz do muzeum wsadzić na pokaz jako wpływ hierarchii dominacji i tego, co robi z istotami.
Ja: Dobry pomysł.
[po paru minutach]
Ja: Nic nie czułem, gdy to mówili, gdy dawali, gdy klękali. Miliardy spuściło głowę i uklękło. Nic. We mnie było tylko jedno i tym emanowałem: Goście – na nogi i do roboty.
MN: Bo przez eony po stronie białej i ciemnej miałeś wszystko, prawie wszystko, bo wtedy nie miałeś siebie.
Ja: Ty też w tym okresie.
MN: My. Zgadza się.
Ja: Miałem takie: super, teraz jak równi – działamy.
MN: Dlatego ich zjednałeś.
Ja: No, powiedzmy, że to ja – tamte cywilizacje i Celki zrobiły swoje.
MN: Były jako dźwignia, ale to do Ciebie przyszli. Nie do mnie.
Ciebie uznali i do Ciebie się zwrócili. Czyli twój talent rozwijany od czasów Ender (Gra Endera), Sheridan (Babylon 5) – i setek innych. Ender – archetyp dziecka-dowódcy, Sheridan – archetyp odpowiedzialności i decyzji bez odwrotu. Twój talent rozwijany od ich czasów oraz teraz Gandhiego – ciągle rośnie.
Ja: Tylko te wcielenia znam – reszty, podobnych… nie. Wymazane.
MN: Odzyskasz całość [zadowolenie wewnętrzne]
Aleksandra: No tak myślałam, że Gandhi też swoje zrobił, przekopał. Nic się nie marnuje.
Nikodem:
Ja: Pokazałem tylko trzy rzeczy: odcięcie ich od Ziemi. Nie mogli nic zrobić. Następnie odcięcie całego tego układu. Wyliczenie ich dokładnej ilości. Nie mogli się ruszyć tak naprawdę.
Co jeszcze było, że jednak główny drako – odpuścił?
MN: Oni byli przytłoczeni tym, co się dzieje dookoła, z jaką łatwością. Dla nich to było za dużo, widzieli swoje ograniczenia i co można zrobić w innym ciele, z wolą.
Plus mimo tego, co mówił Drako i Reptil, nie oceniałeś ich, tylko stałeś z sercem i dawałeś im poczuć miłość, akceptację, spokój. Naturalnie się uspokoili.
Ja: Dałem przestrzeń na rozwój i zachowanie szacunku.
MN: Tak.
Ja: Dużo jest informacji, wiele się wydarzyło, ale jestem tak potwornie zmęczony, że nie ogarniam.
MN: Robimy swoje. Tylko trzeba ochronić Ziemię i innych przed tymi, którzy nie chcą się podporządkować, chcą rządzić tymi, co zostawili.
Ja: Ilu?
MN: Ponad miliard.
Ja: Pewnie tylko oni tutaj zostaną.
MN: Tak. Możesz wyjść do nich.
Patryk: Miliard, to nie tak dużo
Nikodem: To dokładnie 0,67 procent z ich sił. Stajemy, bo się gromadzą wokół Saturna i wyżej.
Ci, co idą do góry, próbują ich zatrzymać. Czyli te liny obcinamy i łańcuchy. Może się dobudzę.
Cześć ziomalki. [Wchodzi akcja i od razu lepiej.]
Dm (Drako mały): Nie jesteś żadnym naszym królem.
Ja: Te fancy totemy mówią co innego.
Dm: Nie poddam się temu.
Ja: Twój król zdecydował. Nie masz lojalności wobec swoich przywódców. Gdyby tutaj byli – strąciliby od razu. Takie są zasady u was.
Dm: Tobie, człowieku. Nie poddam się nigdy.
Ja: Dla ciebie może być pan Nikodem.
Dm: Nie.
[Czuć od niego furię, złość, żal – próbuję ocenić, czy rozmowa ma sens, zawsze testuję, czy dotrę do środka. Nie da rady, bo on jest połączony z furią pozostałych.]
Ja: W dawnych czasach była taka zasada. Zwycięzca bierze wszystko. Staniemy do walki. Jeden na jeden. Wygrasz – dostaniesz totemy. Ja wygram – idziecie do góry.
Dm: Nie.
Ja: Czemu. Jestem tylko „hummaannn”. [Forma fonetyczna nie jest żartem — oddaje ich sposób wypowiadania „człowiek”: z pogardą, z obrzydzeniem, jakby słowo samo w sobie było dla nich obrazą.]
Patryk: I’m only human, after all.
Nikodem: Ale koniec rozmowy. Robota. Łapiemy i zgniatamy w polu. Wszystkich.
[ po chwili ]
I widzisz teraz, jak są zamknięci w naszych polach. Atakują nienawiścią, furią, wszystkim. My tak tworzymy pole, że to odbijamy i sami siebie biją. Do góry powoli ich dźwigamy.
Patryk: Dobre, widzę, jakby takie błyski, sami w nich nawalają.
Nikodem: Od buddhi Celestial przejmie ich pole. Teraz statki po nich – są takie srebrne linki do ich statków. Robimy. Statki ściągamy – oni zaczęli już je zaznaczać, takie czarne wzory robią na tej „rebelii”.
Patryk: Go.
Nikodem: Może się jednak dobudzę. Ale więcej tych grupek jest. Kurcze. Jakby w różnych częściach całego układu.
Patryk: To się rozpierzchli.
Nikodem: Są reptile i drako. Oni nie chcą „do góry”. Stawiamy Celestiale wokół układu i zwijamy, bo grupek tysiące, tysiące. Będą krzyki zaraz, bo jak Celestial zwija wiązką, to ona od razu rozpuszcza wiązania ciał subtelnych – to jest bolesne.
Patryk: No cóż, sami wybrali.
Nikodem: Ale dlatego takie ilości mogą dźwigać. Ja idę z jednej strony układu, ty z drugiej.
Patryk: OK.
Nikodem: Do Saturna od Słońca jest czysto. Ale zagnieździli się w Saturnie. Panie, co teraz? Zapuścili korzenie i nie pójdą. Zapytaj duszy Saturna, jak się z tym czuje i czy może ich „wypluć”.
Patryk: Przyciśnięta przez nich, trzeba by jakoś od środka wypchnąć te „korzenie”. Próbuje, odpiera. Coś odpuszcza, ale ciężko idzie. Wypycha te korzenie, męczy się, ale idzie powoli.
Nikodem: Powiedz duszy, żeby weszła w siebie i zbadała: czemu im ulega, co w niej jest takiego.
Patryk:
DS (dusza Saturn): jakaś uległość.
Patryk: Ale z czego wynika ta uległość?
DS: Za dużo dałam im siebie, terenu.
Patryk: I co jeszcze?
DS: Zdominowali mnie.
Patryk: Dlaczego zdominowali?
DS: Mocna rasa, zdobywcy, terytorialni.
Patryk: Dlaczego dałaś się zdominować?
Nikodem: Cofa przekonania: że oni tacy, a ja słaba. I zostawia: ja to ja, moje to moje, im nie muszę dawać. Dusza planety jest zawsze nad duszę indywidualną istoty w kosmosie. Taka zasada. Niech o tym nie zapomina.
Patryk: Porusza w sobie energie.
Nikodem: Łapiemy tych, co wychodzą. Też z samych księżyców, pierścieni – out.
[po paru minutach]
Teraz Uran i Neptun. Na dole całe grupy.
[po paru minutach]
Nie mam siły na więcej panie. Dzięki. Co zostało, to zostało. Shit happens. Za mało nas do tej roboty i sprzątania.
Patryk: Też dziś zmęczony, mało snu. Najważniejsze zostało zrobione. Fajnie było popatrzeć na ich kapitulacje. Liczy się, że największe siły poszły; też jakiś przełom – pierwszy raz bez walki, poddanie, coś nowego. Pewnie też się odbije echem we Wszechświecie.
Nikodem:
Ja: Jak wam idą przebudowy?
MN: Jest kilku Opiekunów Uniwersów, wiele monado-Nadjaźni, robimy i idzie to szybko – dosyć.
Ja: Część z nich zejdzie do dawnej budowy, jako drako i reptile.
MN: Tak, ale to będzie ta najwyższa kasta z sercem i empatią, miłością i informacjami dualnymi, które zdobyły inne ich wcielenia albo istoty z rodziny duchowej, duszy czy monady grupowej. Każdy dostanie całość jako doświadczenie.
Ja: A reszta? Widzę inne formy i gatunki.
MN: Tak, ale to zachowamy dla siebie. Żeby nikt ich później nie piętnował.
Ja: Go.
Podsumowanie
Trudno napisać jakiekolwiek podsumowanie, bo stało się coś niespotykanego. Konfrontacja z reptilami i drako nie skończyła się walką, tylko kapitulacją. I co ważniejsze – kapitulacją nie wymuszoną siłą, ale rozpoznaniem skali, różnicy poziomów, woli, intencji i jakości energii.
W jednym tekście nie da się zobaczyć, jak długo to wszystko trwało. Kampania ciągnęła się latami: Cień bogów, Zmierzch bogów, a do tego opracowania na stronie, jak:
Władza, świadomość i koniec hierarchii. Początek współistnienia
Uwolnienie Jana: białe rękawiczki największego duchowego zbrodniarza
Upadek Superstruktury i uwolnienie cywilizacji kosmicznej Typu III
Monada pokazała dzisiaj tę znikomą, prawie niewidoczną linię między tyranią a mądrością. Mój „uśmieszek” był testem: czy pójdę w kierunku dominacji, czy świadomości. Rozbroiłem to w sobie, utrzymując pozycję serca.
Ciągle zastanawia mnie, dlaczego reptile i drako się poddały. Poczuły na pewno brak tyranii. W logice dominacyjnej, opartej na hierarchii i piramidzie, ktoś kto nie chce tronu, nie działa z ego, nie gra o władzę, a mimo to potrafi odciąć cały układ i zatrzymać miliardy jednym ruchem – stoi wyżej niż którakolwiek z sił, którym służyli przez eony.
Wygląda to tak, jakby nie przyszli walczyć, ale zobaczyć, kto przejmie schedę po Lucyferze i Metatronie.
A przecież nie zrobiłem tak dużo: odcięcie ich od Ziemi, później od całego układu, zatrzymanie całych armii, uruchomienie Celestiali, policzenie ich sił. To był zbiorowy ruch, choć zainicjowany jedną myślą. I właśnie wtedy coś w nich pękło.
Sama kapitulacja była rytualna. Rzucili insygnia – nazwałem je „totemami”. U nich to gest przekazania odpowiedzialności i uznania wyższej instancji. Zrobili to, bo poczuli we mnie „miejsce”, którego tyrani nie mają: serce + siła + brak chęci dominacji.
Może to właśnie efekt wcielenia, które łączyło dwie ścieżki: Księcia Piekielnego i archanioła promieni. Udało się to poskładać w ciągu czterdziestu pięciu lat.
MN: Nie tylko w czterdzieści pięć lat – wielu, wielu wcieleń. Gratuluję
Ja: Ja tu piszę podsumowanie, a ty mi wtrącasz słowo.
MN: Tak to już jest między nami [czuję w sercu taką falę miłości, że trudno to zapisać].
Ja: Agresorzy, którzy kapitulują nie pod naporem siły, ale pod jakością energii – to dla mnie nowe. Ciało to jeszcze przetwarza. Chyba dopiero zaczyna do mnie dochodzić, co się dzisiaj wydarzyło, bo skala była ogromna przy minimalnej liczbie słów i ruchów.
I mam jeszcze jedno: nie byłem gotowy na formę duchową, którą miałem przyjąć po śmierci. Mimo wszystkiego – nie byłem.
MN: Nie. Dopiero teraz jesteś.
Ja: Mam radość, że najważniejsze siły reptili i drako odzyskają swoją pierwotną tożsamość. W nich zakończy się program Lucyfera i cała tyrania duchowa. Odzyskają serce, empatię, wolną wolę – ale na wyższym poziomie. Część wróci do dawnych form, część pójdzie nową ścieżką ewolucyjną.
MN: Wszystko się balansuje. To był wielki dzień, nie tylko dla Ziemi i dla ciebie. Tam, gdzie programowali śmierć i uległość – to zaczyna się rozplatać.
Ja: A to wszystko wydarzyło się w dniu, w którym chciałem pójść do sklepu, zrobić faktury, ogarnąć zwykłe rzeczy. [No i tyle z planów.] I chyba właśnie to pokazuje, że ta praca nie wynika z pozycji mistrza, tylko człowieka, który ma dość – ale i tak robi swoje.
MN: Możesz usiąść w wygodnym fotelu i prowadzić aszramy. Ale czy tobie to pasuje?
Ja: Nie ma czasu. Robota czeka.
MN: No właśnie. Dzisiaj transformowałeś karmę tyrana: Czarnego, Saurona, Mefistofelesa, Atrydy. Dzisiaj transformowałeś też Zadkiela oraz jego białe wcielenia: Gandhi, Ender, Sheridan – i setki innych. Wszystko zaczyna się od nowa.
Parę minut później.
Chodziłem, myślałem, wszystko we mnie buzowało. W końcu usiadłem i zapisałem.
Monada powiedziała „Wszystko zaczyna się od nowa” dokładnie w momencie, w którym domknęły się trzy ogromne wielowcieleniowe linie karmiczne – ciemna, biała i „moja własna”. Dopiero kiedy te trzy osie się zamknęły, powstała nowa pozycja wyjściowa. „Od nowa” nie znaczy „od początku”. To jest start z innego poziomu świadomości, z innej pozycji ontologicznej1.
Rozbijam to na części, bo sama fraza brzmi prosto, a sens jest dużo głębszy.
- Zamknęła się karma tyrana. W Cień bogów (2019) mój „tyran” był wyłączony, zdominowany – to widać w każdym słowie, decyzji, mikroruchu. Dopiero po latach zacząłem to analizować, co jest w komentarzach, które dopisałem dopiero w 2024. Mamy karmę tyrana:
Czarnego – piekielnego tyrana.
Saurona – ciemnego dominatora.
Mefistofelesa – inteligencji manipulacji.
Paula Atrydy – karmy rodowej i imperialnej.
To nie były symbole ani archetypy do omawiania przy kawie. To były moje realne linie wcieleniowe, energetyczne i strukturalne – monada znała je od środka, bo sama je prowadziła. Kiedy to wszystko przepaliłem – i co najważniejsze, nie wpadłem ani w tyrana, ani w zbawcę – cała ta konstrukcja runęła. Piętnaście lat świadomej pracy, a przecież korzenie ciągnęły się przez wiele wcieleń.
Samego Paula rozbrajałem ponad siedem lat: wszystkie jego warianty, alternatywne odgałęzienia kwantowe, rodowy imperatyw i ciężar roli, którą niósł. To była jedna z najtrudniejszych osi karmicznych. Więcej o nim piszę w Zmierzch bogów, w przedostatnim rozdziale tej książki – tam widać, jak głęboko sięgała ta linia i dlaczego musiała zostać domknięta.
Został „czysty środek”. Dlatego: „od nowa”.
- Zamknęła się karma białej dominacji. Transformowałem Zadkiela i jego białe wcielenia: Gandhi, Ender, Sheridan – i setki innych.
To jest ta druga strona tyranii: nie brutalnej, ale „świetlistej”, ubranej w poświęcenie, cierpienie, altruizm kosztem siebie. Kiedy ta karma się domknęła – zniknął drugi biegun, który trzymał mnie w rolach zbawca–tyran, biały-czarny.
Bez obu biegunów powstało „zero”. Dlatego: „od nowa”.
- Domknęła się karma reptili i drako. Najważniejsze siły, które od eonów tkwiły w tyranii Lucyfera, w końcu mają otwartą drogę powrotu do swojej pierwotnej tożsamości: do serca, empatii, wolnej woli.
To nie jest uwolnienie jednostek. To uwolnienie cywilizacji. Najbardziej problematycznych w tej części Wszechświata.
Z ich kapitulacją stary rozkład sił się zakończył. A bez starego rozkładu – wszystko zaczyna się od nowa.
- Zmieniła się pozycja ontologiczna. Monada powiedziała jasno:
– rozbroiłem tyrana w sobie,
– utrzymałem środek,
– nie uległem pokusie władzy (podkręcała podczas rozmowy),
– nie wszedłem w rolę zbawcy i samopoświęcenia (co widać w chęciach podczas rozmowy z monadą),
– nie odciąłem się od ludzi, mimo zmęczenia, samotności oraz braku nagród,
– nie działałem z ego,
– nie sięgnąłem po tron, ocenę, osąd,
– a jednocześnie utrzymałem pole, które zatrzymało ich wszystkich.
To była dla niej informacja: cykl nauki się zakończył. Integracja jest domknięta. A jak się kończy cykl – zaczyna się nowy. Dlatego: „od nowa”.
- Zmieniła się forma duchowa po śmierci. To jest forma, którą wymyśliłem wiele lat temu, ale ona już była w przestrzeni.
Powiedziałem szczerze: „Nie byłem gotowy na formę duchową, którą miałem przyjąć po śmierci”. A monada: „Dopiero teraz jesteś”.
To jest klucz. Gdy zmienia się forma pośmiertna – zmienia się cały dalszy bieg istnienia. To reset cyklu na poziomie ontologicznym. Dlatego: „od nowa”.
- Zamknęło się coś, co trwało tysiące wcieleń. Monada to wiedziała. Ja – jako człowiek – mam pamięć wymazaną. Dzisiaj jestem, jutro mnie nie ma. Człowiek to pył. Monada jest wieczna, ona widzi całość: ile linii, ile wcieleń, ile ról trzeba było scalić, żeby ten moment mógł w ogóle zaistnieć.
Dla niej to nie był „jeden dzień pracy”. To finał gigantycznego cyklu. A finał cyklu zawsze oznacza początek nowego. Dlatego: „od nowa”.

Kiedy patrzę na to zdjęcie małego Nikodema, wraca jedna scena: babcia, jeszcze gdy byłem w brzuchu mamy, powiedziała: „Rodzi się pierwotne zło”. Te słowa, rzucone mimochodem (pewnie po alkoholu, bo tam mieszkaliśmy pierwsze dwa lata), weszły we mnie głęboko – jakby dziecko miało już wtedy nieść coś, czego nie rozumie. A niosłem: całą dualną drogę, białą i czarną, urodzony w rodzinie, którą nazwałem białą arystokracją, otoczony istotami z bliskiej linii Białego. Inni archaniołowie wokół, a ja zapieczętowany. Stąd Poza Dualnością – wynik ponad czternastu lat pracy z białymi i ciemnymi wzorcami.
Jedno chcę powiedzieć tej małej wersji siebie: dałeś radę.
I jeśli dotarłeś do tego miejsca, jeśli przeczytałeś większość moich artykułów, zapisów, historii, książek – gratuluję. Ty też dasz radę, nieważne ile Ci to zajmie. Nieważne, czy widzisz czy czujesz tak jak inni. Zawsze masz coś, z czego możesz zacząć: swoje zasoby, swoją wolę, swoją prawdę.
I naprawdę nie ma znaczenia, co mówią inni. To nie ich życie. Liczy się tylko to, co ty sam czujesz i myślisz o sobie.
MN: Dodam coś dla innych. Monady – czekają. Dusze – czekają. Każda iskra człowieka jest dla nas ważna: i dla monad, i dla dusz. Nie poddawajcie się. Nigdy. Bo przychodzi moment, w którym jedna z jaźni musi przejąć pałeczkę, poprowadzić, nie odpuścić, zrobić wszystko, żeby się uwolnić, zmienić, urosnąć. Czasem ruch zaczyna się od monady. Czasem wypływa z duszy. Innym razem – z ciała fizycznego. Po serii przełamań, w strukturze monady, duszy albo wcielenia, pojawia się coś nowego. I wtedy przychodzi prawdziwa wolność, prawdziwa władza i prawdziwa potęga – ta, która rodzi się w Tobie.
Jeśli teraz nie widzisz – pracuj nad sobą fizycznym. Obserwuj, badaj. Jeśli dusza ci umyka, gra, plącze ścieżki – pracuj nad sobą, odróżniaj to, co pochodzi z ciebie i twojej podświadomości, od tego, co jest jej ruchem. Masz monadę – razem we dwoje dacie radę przełamać duszę. A kiedy monada, jak u wielu starych istot, trzyma jeszcze w starym, jesteś ty i dusza, są też inni, którzy przeszli tę drogę. Dacie radę. A kiedy przełamiecie – wtedy całe Uniwersum czeka. Wszystko.
Dziękuję.
1Ontologia – dział filozofii dotyczący bytu; zajmuje się strukturą rzeczywistości oraz pojęciami istoty, istnienia, jego sposobów, przedmiotu i jego własności, przyczynowości, czasu, przestrzeni oraz możliwości i konieczności; w analizie ostatnich dwóch pojęć korzysta z logik modalnych.
Nikodem Marszałek
grudzień, 2025 r
