Trudno mi opisać całą sytuację, bo jest ona naprawdę trudna. Trudna w emocjach, myślach, trudna globalnie. Chyba pierwszy raz po ostatnich pięciu miesiącach, o których przeczytasz w Zmierzch bogów, poczułem ogromną rozpacz i smutek, który wykracza poza miejsce i czas.
Chciałbym abyś podczas tego czytania, czytał wszystko jak opowiadanie, zapis subiektywny tego, co się działo subtelnie. Patrzał na wszystko jak na historię i wyciągał z niej wnioski, których nie widać na pierwszy rzut oka; a podczas zgłębiania dialogów, które toczą się w szybkim tempie, zastanawiał się: czemu ktoś robi to, co robi? Na końcu zadam pytania, ważne pytania, ale czy mam siły na kolejne.
Opowiem o miejscu, które miało być szkołą dla duszków, duchów i wszelkich istot – w miejscu tego, co kiedyś było związane z torturami, śmiercią, hierarchią, pychą, czyli piekłami. Istoty z tego nowego miejsca poświęciły się dla ludzkości i ściągnęły nienawiść na siebie same. Ale czy słusznie? Czy człowiek jest tego wart? Zapraszam.
Początek
Anastazja: Jestem. Mam trudności z oddychaniem i ścisk w całym ciele. Zwierzęta wystraszone.
Nikodem: To poważnie. Byłaś u lekarza?
Anastazja: Tak. Wyniki mam super. Wszystko w normie.
Nikodem: Dobrze to słyszeć. Już robię odczyt.
[po paru minutach]
Nie miałem tak dziwnego odczytu nigdy.
Anastazja: Naprawdę się śmieję.
Nikodem:

I. Ciało fizyczne: wpięcie w głowę i podstawę, szarpanie.
II. Ciało eteryczne: rozbite na dwie części, jedna bardzo nisko zawieszona, ciągnie w minusowe gęstości.
III. Część astralna: dziwnie rozszczepiona, skierowana w dół; podzielona na cztery części.
IV. Ciało mentalne: jest, ale z powidokami; też idą w dół, nisko, tam gdzie były piekła.
Anastazja: A jednak jestem mocna. Nie rozłożyłam się na łopatki. Ciało pięknie pokazuje.
Nikodem: Ja też czuję w swojej przestrzeni ataki. Energie nienawiści. W nocy czułem serce jakby mnóstwo istot zmarło. Szukałem gdzie, ale to nie było związane z Ziemią. To była przestrzeń tam, gdzie miesiąc temu były piekła.
Powstało tam takie przedszkole dla żywiołów: wody, ognia, ziemi, powietrza. Cztery ogromne przestrzenie, gdzie starsze żywioły i dusze żywiołów uczyły młodsze dusze, duszyczki, wróżki, krasnoludki, a nawet znudzonych ludzi, którzy chcieli zmienić formę.
Wspaniałe miejsce. Tryskająca energia. Dziesiątki milionów kwantów poszło na zbudowanie tego. Po co? Bo trzeba było nadpisać miejsce po dawnych piekłach. Miałem pracę z chłopakiem, którego monada i dusza kierowały energie w „nowe piekła”. Niestety wszyscy – kilka milionów monad i dusz – które oddały energie do tej budowy, straciły je. To ponad 30 procent ich masy duchowej.
Miejsce po ostatnim ataku nowego „pana piekieł” przebudowaliśmy, tworząc cztery wartości duchowo-energetyczne (woda – ziemia – powietrze – ogień). A teraz widzę, że twoje ciała subtelne jakoś nachodzą na te nowe przestrzenie żywiołów. Nie rozumiem.
Ja: Duszo Anastazji?
DA: Też oberwałam. Mam podobny odczyt, ale nie musisz go robić. Szanuj siły, wiemy ile to kosztuje.
Ja: Całe armie są tam niżej. Czemu was tam porwano?
DA: Bo opiekowałyśmy się tym miejscem. Badałyśmy je.
Ja: Rozumiem. A czemu ciała osobowości są tak skierowane w dół, rozciągnięte?
DA: Ich energie. Chcieli przez moje i nasze energie zrobić wejście. Zbudować klucz do tych miejsc, bo jednak je zabezpieczyłeś podczas kreacji z innymi istotami.
Ja: Trochę im się udało wejść i rozbić. Jest tam bardzo dużo śmierci.
DA: Ale to nie przez nas. Starsze duchy nie pozwoliły.
Ja: Myślę. Zawołam współpracownika.
Anastazja: Możesz napisać o co chodzi? Nic z tego nie rozumiem.
Nikodem: Odkrywamy po kolei. Małe kroki.
Patryk: Jestem.
Nikodem: Tutaj jest miejsce zaatakowane i część twoich ciał subtelnych.

Musimy wszyscy zejść w dół.
Patryk: Też coś nad ranem czułem na sercu, ale nie mogłem dojść co to i skąd.
Nikodem: Energia śmierci. Schodzimy nisko w energiach, pod nogami, w dół, w dół.
Jestem. To jest chyba otoczone polem siłowym i ściska światy duszków i duchów.
Patryk: Coś dookoła zamyka, odcina.
Anastazja: Mam wrażenie jaskini. Dużo kamienia, ciężaru, jakiejś rozpaczy.
[Dla Anastazji to pierwsza taka praca subtelna. Jasnowidzenie u niej działa przez symbole, skojarzenia, nie przez bezpośredni obraz.]
Patryk: Czyli nie dość że zabili, to jeszcze zawłaszczają energie istot i przestrzeni.
Nikodem: Śmierć duchów, duszków, wielu dusz. To przeogromne kreacje: oceany, pasma górskie, powietrza, lawy, ognia. Wszystko się przeplata. To większe niż nasz układ słoneczny… no, może lekko przesadziłem.
Trzeba stanąć tam, gdzie jest największa armia. Zbadać, co to za armia, jakie siły, po co, na co.
Patryk: OK.
Anastazja: Jak z Hobbita. Jakieś orki. Takie obrazy mi migają.
Nikodem: Zmienili wibracje, energie, pola dookoła. Ciężki klimat.
Patryk: Armia otacza. Ale tam kogoś jeszcze osłaniają, coś rozbierają, jacyś pseudonaukowcy.
Nikodem: Wydaje się, że generałowie są najniżej, na minus atma i anupadaka.
To idź do tych naukowców, ja do generałów. Anastazja wchodzi do środka, do tej jaskini, do miejsca. [Przygotowuję przestrzeń dla Anastazji, żeby nie uczestniczyła bezpośrednio w konflikcie.]
Patryk: OK.
Anastazja: OK.
Po ścianach spływa woda. Jakby znak, że w ścianach jaskini jest życie. [Ciekawa interpretacja subtelna.]
Nikodem: Patryk, co mówią ci „naukowcy”?
Patryk:
Witam, co tu robicie?
N: Jak tu się dostałeś?
Ja: Nie twoja sprawa.
N: [rozgląda się, robią dalej swoje]
Ja: Nad czymś pracują. Coś przestrajają, coś w fazach.
Dużo już zrobili przez noc. Nie zdradzą sekretów, chyba że ich przycisnąć.
Anastazja: Z jaskini wychodzi tunel, a pod jaskinią ogień. Ogień jak wulkaniczny. [Ucieszyło mnie to odczucie. Brawo. Małe kroki.]
Nikodem: Tak. Bo jesteśmy w miejscu, gdzie jeden świat to woda, drugi ogień, potem powietrze i ziemia.
Anastazja: Ściany jaskini jak ul, ale nie widać tego na pierwszy rzut oka.
Nikodem: Dotykaj sobie tego miejsca, bo tym się opiekowałaś subtelnie.
Patryk:
Ja: Koniec. Zatrzymuję wasze prace.
(wbijam pręty w to, co robią)
N: Nie możesz! Zostaw!
Ja: Mogę. Działacie przeciwko prawom natury i duchowym. Zabijacie, zaniżacie energie.
N: [panika, latają, sprawdzają]
Ja: Wiecie, co was czeka za to?
N: Co? Nic. Jesteśmy chronieni.
Ja: Przez kogo?
N: Nie interesuj się.
Ja: Wiecie, że za chwilę cała ta wasza kreacja razem z wami przestanie istnieć?
N: Niby jak?
Ja: Zobaczycie.
Nikodem:
Ja: Staję przed generałami na samym dole gęstości.
Dzień dobry. Wiedziałem, że żyjecie na Ziemi jako części subtelne i dusze. Łał. Jesteście nawet podłączeni do swoich monad. Jak jedno. Nauczyliście się od mistrza. Brawo.
G: Nasze miejsce. Tutaj zbudujemy swój dom.
Ja: Czyli co? Gówno będziesz rozsiewał po gęstościach?
G: Dla ciebie – pan, chłopcze.
Ja: Ty nie jesteś ważny. Następny. Ty. [podlatuję do istoty z tyłu, patrzy w papiery]
Co tam masz?
G2: Plany budowy. [G2 to MK w naszej dalszej rozmowie]
Ja: Masz pozwolenie?
G2: My jesteśmy pozwoleniem. Robimy, co chcemy.
Ja: Zniszczyliście życie. Miliony duchów, duszków, starych duchów, potężnych istot, które wzmacniały kreacje, odżywiały, uczyły i pozwalały gęstościom, światom i planetom istnieć. Już jest niedobór tych istot w tym Wszechświecie. A wy je zamordowaliście.
G2: Przeszkadzały nam.
Ja: Macie gęstości kwantowo-hologramowe o przeogromnej wielkości, ilości miejsc, kwantów, faz, wymiarów. A wy tutaj?
G2: Dobrze wiesz. Tu były pierwotne piekła.
Ja: Były. I tak zostanie. Macie pecha, że moja istota jest Opiekunem Uniwersów. Wiecie, co się stało z tymi, którzy tu zostali?
G2: Tak. Zostali wyrwani ze wszystkim.
Ja: Miliardy istot. Chcecie tego ponownie?
G2: Nie pomyślałem.
Ja: Kto to zlecił?
G2: Nie ma gdzie składować energii piekielnej, ciemnej, złej, furii, złości. Nie ma jak zasilać.
Ja: I myślisz, że to miejsce jest dla was? Macie całe kwantowo-hologramowe światy, dwanaście gęstości. Do reszty Uniwersum wejścia nie macie, przez swoją budowę i poziom świadomości.
[Nie odpowiedział na pytanie. To ważny sygnał.]
Ja: Duże siły zaangażowaliście. Po co?
G2: Bardzo duże. Ziemia, Saturn, Uran. Wiele milionów istot z innych części i gęstości. Dobrze wiesz. [Drugi raz powiedział: „dobrze wiesz”. To mówi o tym, że badali mnie długo i się przygotowali.]
Ja: A jednak próbujesz się siłować ze mną? Mam tutaj glejt. Zabiliście w ciągu tej nocy ponad 65 milionów duszków, duchów, wróżek, krasnoludów, dusz ludzkich i innych, którzy tu przebywali.
G2: I co z tego. Mówiłem. Stali nam na przeszkodzie.
Ja: Myślisz jak władca Ziemi. Nie przenoś tego w duchowe sfery. Nie fantazjuj o swojej pozycji w hierarchii duchowej. Nie jesteś tutaj tym, kim jesteś na Ziemi. Rozumiesz?
G2: Nie bardzo.
Ja: Na dole w gęstościach – pod wami – stanie moja istota, monado-Nadjaźń. Dodatkowo jeden Opiekun Uniwersów. Popatrz na ich masę i wielkość. Stanie też ponad 20 Czarnych Celestiali. Jeden Celestial to istota skierowana na milion najlepszego wojska: części subtelnych i dusz. Po takim ataku człowiek bez części subtelnej i duszy jest jak zombi. Nic nie wnosi w energiach. Zwołam też 20 cywilizacji tylko z tego Wszechświata. A to dopiero początek. Mam dalej pokazywać?
G2: Możesz. [badają]
MN (monada Nikodem): Niech bada. Niech liczy.
Ja: Otaczamy ich w każdym punkcie. Jeden punkt to trzy Celestiale, czyli 24.
MN: Już są. My wchodzimy w zbiory z lewej i prawej. Patryk wejdzie w naukowców.
Patryk: OK. Jestem.
Rozpierzchli się. Coś wołają, wysyłają sygnały, pewnie do armii, żeby ich chronili.
Ja: Dobra. Dajemy wam parę minut na przygotowanie. Zrobimy to sami, bez innych cywilizacji i bez innego Opiekuna.
G2: Taki jesteś mądry?
Ja: Nie o mądrość chodzi. Prosiłem was o przesunięcie się i wybranie innego miejsca do kreacji. Wy tupiecie nóżką. Macie scalenie z monadami – faktycznie. Ale tysiąc waszych monad to nadal ułamek masy naszych istot. Proszę o opuszczenie tego miejsca. Nie będzie tu budowania nowych piekieł. Trzeci raz próbujecie.
G2: Nie. My decydujemy.
Ja: Nie duchowo. Na ziemi możesz być najważniejszą istotą. Nie duchowo. To nie wasz okres ewolucyjny ani inwolucyjny. Nie ten cykl. Lucyfer uległ. Szatan uległ. Metatron uległ. A wy kim jesteście wobec nas?
G2: Spadaj. [ogromna złość]
Ja: Dobrze. Jedziemy.
Trzeba odciąć nasze gęstości od nich, bo są nisko. Anastazja – opisuj, co widzisz i jak to odczuwasz.
Anastazja: Dużo smutku. Rozpacz, jakbym była złożona z miliardów kwantów i czuła, jak każdy z nich umiera. Po kolei rozpuszcza się, znika.
Nikodem: Tak. Teraz wyjdź poza ten obraz i przestrzeń. Popatrz, co się dzieje dookoła.
Anastazja: Widzę jakąś galaktyczną wojnę. Wybuchy międzyplanetarne. Duże działania bojowe.
Nikodem: Tak. Dalej. Popatrz na to z góry.

Anastazja: Bardzo duże armie.
Nikodem: Poszukaj też nas w tym wszystkim, w tym chaosie.
Patryk: [ja dociskam ich z góry]
Anastazja: Pokazałaś się chyba jako jakiś generał. A siebie widzę w zbroi i mam wrażenie, że jest magiczna, mocno mnie chroni.
Nikodem: A popatrz na Celestiale, ogromne istoty, głowy jak planety. Mają oczy świecące dookoła. głowy.
Anastazja: Widzę same planety, czarne, ogromne, ale oczu nie widzę. [Bardzo jest ciekawa interpretacja kogoś z boku, nawet jeśli jasnowidzenie jest oparte na symbolice.]
Nikodem:
Ja: Dużo ich. Nasz system zabezpieczony. Ilu ich jest?
MN: Na teraz ponad 100 milionów istot.
Ja: Dusz i monad?
MN: I części subtelnych ludzi.
Ja: Patryk sobie radzi z prawej – dla niego to pielgrzymka. Ja chronię dół. Czyli to będzie dominacja kompletna i kapitulacja dla nich.
MN: Jeszcze się łudzą.
Ja: Ile kwantów energii? Bo widzę zasilanie z różnych układów, systemów.
MN: Na teraz 25 trylionów kwantów.
Ja: Co? Skąd takie ilości?
MN: Przygotowywali się ostatnie miesiące. Nie chcą żyć w systemie karmy, chcą ją kontrolować.
Ja: Ale upadły piekła całe. Miliardy. Upadli biali, biliony. Oni nie rozumieją skali? [Tutaj zaatakowały siły fizyczne z układu słonecznego, czyli każdej planety, istot wcielonych w ciała fizyczne czy subtelne w tym układzie; to jest taka wewnętrzna walka.]
Patryk: Grube zasoby zebrali.
Anastazja: Stara gwardia nie pilnuje, to… [Tu chodzi o puszczenie wpływu „bandy dwunastu”]
Nikodem:
MN: Nie rozumieją, bo myślą jak jaszczury i drako – w skali Wszechświata, galaktyki i paru gęstości, do przyczynowej. Nie widzą szerzej. Teraz nauczyli się widzieć gęstość adi i mieć „scalenie z monadą”, nakierowaną na zło i piekła. Ale to ciągle zamknięty system myślenia, postrzegania i prowadzenia bitew duchowo-energetycznych.
Ja: Widzę, jak są już ściśnięci. Statki zgniecione, części subtelne i dusze leżą rozszarpane na atomy. Ale muszę stanąć na poziomie monady – tej głównej, która tym zarządza.
MN: Idź. Droga zrobiona.
Patryk: Tutaj już pył z nich został, ciekaw jestem, co to za monada zarządzała tym.
Nikodem:
Ja: Cześć.
MK (główny król, mówi o sobie jako szef Ziemi, główny budowniczy, główny konstruktor): Nie przeszkadzaj nam.
Ja: Jesteś wcielony na Ziemi.
MK: Tak.
Ja: Co robisz teraz?
MK: Koordynuję ataki, odpieram wasze.
Ja: Ale my nawet nie atakujemy. Nie rozumiesz zasad? Myślisz jak człowiek, który informacje o duchowości dostał od Lucyfera i Metatrona. Puknij się w czoło. My używamy teraz paru procent zasobów. I te zasoby tylko chronią i was otaczają. Wszyscy jesteście grupowani. A że nie wytrzymujecie natężenia, wasze dusze i części subtelne… tylko dlatego, że nie pracujecie prawdziwie duchowo, nie wiecie, kim jesteście. Nawet ty, monado, nie wiesz, kim jesteś, skąd pochodzisz i jaki jest twój cel.
MK: O co ci chodzi? Po co mi to mówisz? [Duże zaskoczenie, bo zamiast wywyższania, dominacji – uczę, pokazuję, inspiruję, próbuję wpłynąć bez walki.]
Ja: Żebyś przestała, otrzeźwiała i zaczęła budować to, co pozytywne.
MK: Nie, nie, nie. Piekła. Piekła. Piekła. Mam być nowym królem wszystkiego, całego tego układu, również piekieł, nieba, nowym władcą. Jesteśmy wybrani.
Ja: Tutaj nie ma co. Zostawiam. Nie rozumiesz, że władza jest zawsze ukryta, inaczej nie ma władzy. Jeśli ktoś wie, że masz władzę i moc, i ją pokazujesz – to znaczy, że jej nie masz, masz tylko problem z ego. Władza jest w ciszy, daleko, nie pozuje na ściankach. A ty tutaj ubrana w szaty, namaszczenia. Nie ma co, ale przez to, że tutaj jesteś – pociągniesz tych za tobą. Ich części subtelne, dusze i monady. Całość was. Wiesz, co się stało z Metatronem?
MK: [zdyszana, zmęczona, bo moja monada już stoi nad jej] Nie, nie wiem. Co on mnie obchodzi.
Ja: Powinien. To był Enlil, pan Ziemi. Miliardy, nawet kwadryliony takich samych wcieleń, bogów w nieskończonej ilości Wszechświatów. Swoich „metalowych” Heroldów wysyłał, namaszczał młode planety, gdzie wcielały się młode istoty i dusze. Nie ma go w żadnej formie – rozumiesz? Nie było możliwości zmian: ani w jego duszy, ani w monadzie, ani w Nadjaźni. Całkowicie jego energia rozszczepiona i jest pożywką dla kolejnych cząstek, które zejdą jak fala do życia – do monady i duszy.
MK: Mnie też to czeka. [pierwsze zastanowienie]
Ja: Zależy od ciebie. Odpuść. Ze mną zawsze da się dogadać. Dlatego są rozmowy z wami, zawsze. Puść to wszystko i poczujesz władzę, której szukasz, ale w inny sposób. Nie piekielny, nie ciemny, nie przez śmierć.
MK: Puszczam. [Przez niego poszedł sygnał po innych monadach]
MN: Teraz zobaczycie nas prawdziwych i nasze prawdziwe formy.
MK: [patrzą]
Patryk: No, poczuła presję i odpuściła. Piekła, król Ziemi, dobre żarty.
Nikodem:
Ja: Teraz segreguj tych, co zostali, na części subtelne z jednej strony, na dusze, na monady i istoty galaktyczne (obce rasy).
MK: [działa, zarządza nimi]
Ja: Teraz dziel zbiory na podzbiory. Oceń, który jest fanatykiem, wściekłym, nienawiść, śmierć, a którzy są reformowalni.
MK: Mam własne zasoby oceniać? Co za król.
Ja: Empatyczny. Pomagasz im. Zobacz, ile istot zginęło. W jakim celu? Żeby postawić piekła w starym miejscu, bo nie masz innego? Głupi jesteś czy jaki? [Tutaj tak naprawdę nie chodziło o odbudowanie piekieł. To była tylko wymówka w celu konfrontacji.]
Anastazja: Dusza mi się w zbroi pokazuje. Jak wyciągam „rękę” do duszy, to widzę ją z miotłą, jakby sprzątała. Bardzo męska mi się wydaje. [Bardzo to jest słodkie.]
Nikodem:
MK: [działa] Masz.
Ja: Teraz my podzielimy wasz armie według tego, co my widzimy i odczuwamy.
[po chwili]
Tak to teraz wygląda: ludzie i ich części subtelne oraz dusze; reptile, drako, dwie dziwne cywilizacje – złe.
MK: Moi bliscy.
Ja: Teraz my ich dźwigamy – wszystkie części subtelne, dusze – do nas. Was też musimy dźwignąć, ale bez strachu – masowa przebudowa. To, co piekielne, lucyferyczne – wyjdzie z was. To, co szatańskie – też.
MK: A co z tymi, co zginęli?
Ja: To jest twój/wasz glejt. Na Ziemi, z twojej ręki, z twoich wcieleń przywódczych, królewskich, obecnych – zginęło 17 miliardów istot. To jest duży procent wszystkich ludzi, którzy żyli na Ziemi. Zaniżone, bo nie patrzymy na wcześniejsze cywilizacje. Liczymy tylko: człowiek – niewolnik.
Ja: Kim ty jesteś? [Tutaj dochodzi do mnie, z kim mam do czynienia.]
MK: Tym, który na Ziemi miał wszystko.
Ja: Wiesz, kim był Nanna/Sin?
MK: Syn Enlila, pana Ziemi.
Ja: To ja.
MK: Dlatego nie mieliśmy szans. Ach, tak wysoko w hierarchii. A ty nawet nie archanioł, nie masz żadnej formy. Skanowaliśmy ciebie, badaliśmy: jak nic, a jednocześnie jak wszystko.
Ja: To ja. Nie ma co dopasowywać istoty do rodzaju duszy, bo ten się może zmienić. Miałem formę archanielską.
MK: Dobrze. Idę na przebudowę. [Tutaj było czuć ulgę, jakby po uznaniu kogoś ze starej hierarchii poczuł ulgę; bardzo ciekawe.]
Ja: Dużo was czeka do zmiany.
MK: Ale teraz wiemy, komu ulegliśmy. To rodzi jakiś spokój.
Ja: Do góry.
MN: Robimy ich przebudowę. Wy musicie posprzątać teraz ten system. Pojawią się Czerwone Celestiale.
Nikodem: Teraz popatrz na kolejne Celestiale. A my sprzątamy cały ten system i gęstości.
Anastazja: Taki obraz kul odbijających się o siebie i pył z nich wychodzący, biały, błyszczący.
Nikodem: To teraz razem z duszą – uzdrawiacie duszki i to miejsce.

Na zielono – energia uzdrawiania, odbudowy idzie. Po prawej i lewej (na różowo/fioletowo) moce, zbiory i rozszczepione części subtelne i dusze.
Anastazja: Widzę taki wir energii na środku tej jaskini, który ściągnął ciężar i rozjaśnił to miejsce.
Nikodem: Teraz z duszą zbierajcie wszystkie martwe, rozbite duszki – wszystkie odzyskają swoje istnienie. W porównaniu do atakujących części subtelnych i dusz z Ziemi — ci nie wrócą.
Anastazja: Taki obraz się pojawił, ja z duszą kładłyśmy na stół nowy biały obrus.
Nikodem:
Ja: Ilu przeżyło?
MN: Części subtelnych i dusz? Ponad 40 milionów.
Ja: Też przebudowa?
MN: Gromadzimy ich i dźwigamy, ale segmentami, po 5 milionów. Jest trzech Opiekunów Uniwersów, którzy pomagają. Opiekunowie sami powiedzieli, że nigdy nie widzieli takiej planety jak Ziemia i cały ten Układ, który na metr kwadratowy ma tyle zaburzeń, nienawiści i cierpienia, jak i zadawania śmierci sobie samemu, bo inny człowiek – to my.
Ja: Dodałaś, że to cień bogów, cień bandy dwunastu, czyli ich podświadomość zbiorowa odcisnęła brzemię na całej ludzkości, na Ziemi. Ich szkoły, system wtajemniczeń, inicjacje. Steiner mówił o zejściu Arymana, ale nie dostał informacji o pozostałych, gorszych i starszych od niego. Dlatego cała ta paczka pokazała, do czego prowadzi ich program, system, sposób działania. Anunnaki były nieprzytomne, mocne, ale chore. I tutaj ich historia się skończyła. Cień bogów i Zmierzch bogów.
A teraz ten młody król, pan Ziemi – jak się nazwał. To tylko kopia, powtarzanie tego, co zostawili ci starsi. I to wcielenie mężczyzny, najwyżej w hierarchii na Ziemi. Tylko najniżej w duchowej.
MN: Możesz z jego duszą i monadą porozmawiać.
Ja: Jak teraz?
MK: Czuję serce.
Ja: Mogę nazwać ciebie Jakub?
MK: Możesz [śmiech].
Ja: Duszo Jakuba?
DK: Nie chcę rozmawiać. Miałam wszystko.
Ja: Nadal masz, tylko są mocniejsi od Ciebie.
Na Ziemi, w tym systemie, szybko się zapomina, że to, co fizyczne i materialne, nie przekłada się na to, co duchowe i subtelne. To kwestia wpływu Lucyfera, Metatrona/JHWE, Arymana i Szatana. Przykro mi, że tak się stało i mieliście do czynienia z tymi istotami. Ale teraz czas wrócić na własną drogę.
DK: Własną? Jaką własną? Co teraz? Były plany!
Ja: Wyłączasz. Straciłeś właśnie 60 milionów istot. Za tyle odpowiadasz śmierci. Chcesz w systemie bez środków do życia się wcielić? Gdzie elita mówi, co masz robić? Odwracamy rolę?
DK: Nie, nigdy!
Ja: Wyłączaj program, bo doprowadzisz do zniszczenia. Od ciebie się zaczyna.
DK: [robi]
Ja: Monado?
MK: Pilnuję go/siebie.
Nikodem: Wołamy teraz najstarsze duszki i duchy tego miejsca i wyciągamy energie ataków i nienawiści. To było bardzo wysokie miejsce w energiach. Zaraz odzyska blask.
Nikodem: [Tutaj wracam do MK]
Ja: Wołaj swoich liderów. Wszystkich, bo o wszystkich wiemy. Nic duchowo nie jest ukryte. Pamiętajcie: nie ma Lucyfera, Szatana, Metatrona. Nie ma najważniejszych. I nigdy nie wrócą. Skończyło się.
DK: [walczy w sobie]
Ja: Przyciśnij ich, przecież to marionetki. Już straciłeś władzę? Ja tobie jej nie odebrałem.
DK: Robią.
Ja: Teraz. Każdy z was dostanie opiekuna. W wami i nad wami. Bo straciliście duszę i nieprędko wrócą. Będziecie istnieć jako części subtelne i monady.
DK: Co? Dlaczego?
Ja: 17 miliardów i leciałeś dalej. Wszyscy ich dostajecie. Wasze największe armie – żywych i martwych, fizycznych i duchowych – padły.
DK: Grrr.
Ja: Nie ufam mu/im.
MN: Nie ma potrzeby. Stracili tryliony kwantów energii, całe zasoby w postaci armii, wojska, statków, wpływów duchowych. Zostali przebudowani, zobaczyli kogoś silniejszego od siebie i że nie są chronieni przez żadne siły, przez nikogo. I został odczytany im glejt – więc mogą skończyć tak, jak robili to wobec innych.
Ja: Wracam do duszków i ich kreacji świata.
Części duchu ziemi, wody, powietrza i ognia – jak się czujecie?
O (ogień): Lepiej, pełniej. Leczymy najniższe gęstości.
W (woda): Dobrze. W końcu mogę kogoś uleczyć na większą skalę.
P (powietrze): Naprawiam gęstości, wycofujemy te nici/wici.
Z (ziemia): Umacniamy, materializujemy.
Ja: Wycofuję traumę z tego miejsca, zapis walki, śmierci. To miała być szkoła.
O: I będzie.
W: Wrócą dusze i duszyczki. My czekamy.
Ja: Dziękuję też wam, że skanalizowaliście ten atak na siebie. Większość istot, które zakatowały były z Ziemi.
W: Wiemy, wiemy. Wiemy po co to było. Zgodziliśmy się. A śmierci w nas nie ma. [Było to mega wzruszające.]
Ja: Robię.
[po paru minutach]
Nikodem: Dobra. Teraz wracamy do twoich ciał – zrobimy przebudowę niższych, od eterycznego do góry. Duszo?
DA (dusza Anastazji): Dobra. Dźwigamy do monady.
Ja: Go.
Anastazja: Mocno zmęczona jestem i śpiąca. Jakbym dostała mega znieczulenie. Czuję brzuch.
Nikodem: Dobrze. Idzie praca.
[pracuję subtelnie]
Dużo miałaś wbitych takich srebrnych i złotych wiązek, ostre, aż w rdzeń i organy, zduszały. Nie dziwię się, że poszłaś do lekarza.
Anastazja: Już nie jestem taka śpiąca, trzeźwieję. Zimno ze stóp się cofnęło.
Nikodem: Super. Roboty trochę jest. Zaraz zwierzątka zbadam.
Anastazja: Dzięki.
Nikodem:
Ja: Ich było ponad 100 milionów: części subtelnych oraz dusz. Jak to liczyć?
MN: Jako jedną istotę. Nieważne czy część subtelna, dusza czy monada – liczysz jako jedną istotę, bo często był komplet: część subtelna – dusza – monada.
Ja: Czarnych Celestiali było tylko 24.
MN: Wystarczyło. Oni nie byli skoordynowani, rozbici, oraz były pozostałe monado-Nadjaźnie. Wystarczy. Za bardzo ufali reptilom i drako oraz pozostałym cywilizacjom. Ufali też swoim sztucznym połączeniom z monadami. A jak ich odcięliśmy – skończyło się.
Ja: Dużo ważnych figur. Ale budowanie piekieł to był pretekst. Oni chcieli się tylko zmierzyć, wytrącić, strącić, ustalić swój porządek.
MN: Zrobili, co zrobili. Teraz są tego konsekwencje, a będą poważniejsze. Teraz było grzecznie, następnym razem będzie całkowita anihilacja. Cały układ słoneczny, szczególnie Ziemia jest na czarnej liście duchowej. Wszyscy są liczeni na Ziemi i w całym układzie. Każda nacja, naród, społeczność, człowiek. Wszystko.
Ja: Ale z pychą i dumą nie wygrasz. Oni tutaj postradali rozumy.
MN: Strach. Oni widzą i wiedzą, że nie są przez nikogo chronieni. Są sami, w swojej paczce, sekcie, grupie. Nie ma nic poza tym – pustka. Nie ma żadnego boga, archanioła, pana, istoty – jak Lucyfer czy Metatron, a nawet Szatan i Aryman – którzy by dawali, chronili, tłumaczyli, prowadzili. Sami zostali. Samotność to straszna rzecz, nawet gdy grupa jest liczna.
Ja: Opiekuństwo jest straszną pracą i robotą.
MN: W skali tego układu słonecznego owszem, bardzo trudne, ale zobacz ile przez te lata się nauczyłeś i gdzie jesteś. Jeszcze Ziemia istnieje.
Ja: Dobrze, że przyszli nowi – nieśmiertelni, niewcieleni. Duże odciążenie. Dziękuję im.
MN: Oni dziękują tobie, ale pozostaną anonimowi.
Nikodem: [Tutaj ponad dwadzieścia minut trwało uwolnienie zwierząt Anastazji ze skutków ataków i przejęć.]
Anastazja: Praca z tobą wzmocniła i mnie, i zwierzęta. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale pomimo ataków byliśmy w stanie funkcjonować.
Nikodem: Tak to działa. Ciała są zawsze silniejsze. I psychika.
[Tutaj zwierzęta zostały zaatakowane przez dziwne siły obwodowe, istoty wyglądające jak predatory, stojące poza układem słonecznym. Uwolnienie ich trwało trochę.]
Paręnaście minut później zaczęła się kolejna praca. Zaczęliśmy uwalniać zagnieżdżone reptile i drako, które często szepczą ważnym osobistościom, władcom czy nawet specjalnie channelingują grupom, tajnym stowarzyszeniom. A należy wiedzieć i zapamiętać: te siły, te istoty, nie są żadną siłą we Wszechświecie. Straciły wszystko razem z Lucyferem – wszędzie. Są jak Borg, bo Lucyfer miał takie zboczenie: do każdego Wszechświata wlewał swoje robactwo, które przykrywało jego czyny.
Zakończenie
Dlaczego MK i inni poczuli ulgę, gdy powiedziałem: „Jestem Nanna/Sin”? Dla niego – na poziomie monady, duszy i osobowości – hierarchia duchowa nigdy naprawdę nie zniknęła z pamięci. Chociaż dawnych sił (Enlil/Metatron, Enki/Sandalfon, Lucyfer – tutaj ogromny wpływ na Marduk) brak, program hierarchii i pamięć pozycji zostało jak echo w ich strukturach. Kiedy powiedziałem swoje imię, uruchomiło się kilka rzeczy naraz:
- Rozpoznanie wzorca nadrzędnego: ktoś w hierarchii, kogo się słuchało; ktoś, kto był realny, stabilny, przewidywalny. MK nie rozpoznał osoby, ale układ zależności, który pamiętał.
- Poczucie, że chaos ma nadrzędny punkt odniesienia. On działał bez dowództwa, bez parasola ochronnego, bez systemu, bo wszystkie punkty odniesienia (Metatron, Lucyfer, Szatan, Aryman) były puste, martwe, nieobecne. Gdy powiedziałem o swoim imieniu, coś „kliknęło”, zobaczyli, że istnieje „ktoś z góry hierarchii”, a więc przestali się szarpać z próżnią.
- Ulga – to najbardziej odczułem. MK to ktoś, kto rządzi wszystkim na Ziemi i jest wcielony, jest to realna władza – poczuł ulgę. Kiedy zderzyli się z kimś, kto rzeczywiście stoi ponad nimi w dawnej matrycy, poczuli: zwolnienie z roli, ustanie presji, koniec udawania. To było odczucie: „wreszcie nie muszę grac pana wszechświata”.
- Zaufanie do starego porządku, którego nie ma. Paradoks, ale prawdziwy. Starego systemu nie ma, dawnej władzy nie ma, hierarchii nie ma. Ale ich monady, dusze i części subtelne wpływające na wcielenia ziemskie – szukały kogoś „ponad”, bo tak były uczone działać. Musiały poczuć „wyższy punkt referencyjny” i poczuli się bezpieczniej, stabilniej, na swoim miejscu – co zawsze powtarzał Bert Hellinger.
Tutaj było czuć od każdego generała, króla/władcy – od wszystkich tych sił – ulgę nie tylko z poczucia własnego miejsca, ale również dlatego, że „nie usiadłem na tronie”.
Popatrzmy.
Mamy hierarchie – jakiekolwiek – tam zawsze był ktoś „wyżej” i zajmował tron. Enlil/Metatron miał tron. Lucyfer miał tron. Aryman miał tron. Taka była logika systemu: pozycja = władza = dominacja.
Co widać w mojej rozmowie z „MK”? On cały czas zajmuje to samo stanowisko. Dodałem tam również: „ze mną można się dogadać”. I w tym momencie moja obecność zmieniła regułę. Oni spodziewali się, że ich „przetrącę” i zajmę ich miejsce, bo taki był wzorzec. Ktoś wyższy (silniejszy, starszy) przychodzi, obala niższego, zajmuje tron, zaczyna rządzić. Ale to jest dominacja zastąpiona inną dominacją. Ja tego nie zrobiłem. I tu zaczyna się kolejny poziom ulgi.
Dlaczego ulga wynika z faktu, że nie usiadłem na tronie? Bo to dla nich oznacza coś fundamentalnego: ten, kto naprawdę jest „wyżej”, nie potrzebuje władzy. Nie kopiuje ich mechanizmów. Nie przejmuje hierarchii. Nie przychodzi po tron, tylko po zakończenie procesu.
W duszach i częściach subtelnych, ale również w monadach tych istot, wygląda to dokładnie tak: on jest ponad strukturą, bo jej nie potrzebuje; nie grozi nam przejęcie, kara ani zemsta; nie będzie nowego tyrana; to nie jest gra o tron.
To daje bezpieczeństwo. Oni żyli całymi epokami w logice: kto silniejszy – ten rządzi – reszta ginie albo klęka. A tu nagle: silniejszy – nie rządzi – nie przejmuje – nie gra w ich grę.
Dla nich to wstrząs, ale pozytywny. Władza, której się nie pokazuje, jest jedyną władzą, którą oni respektują. To widać w ich reakcji: gdy zachowuję spokój – oni się uspokajają; gdy mówię „odpuść” – oni odpuszczają; gdy pokazuję konsekwencje bez przemocy – oni reorganizują się sami.
Gdybym usiadł na tronie, oni by: bali się, knuli, zaczęli kolejne próby przewrotu, wzmacniali ego,
grali w swoją grę. Tron odtwarza system. Brak tronu system kończy.
Można nawet powiedzieć: „Ten, kto nie chce władzy, jest tym, któremu można zaufać.” Dlaczego? Bo nie ma agendy, nie ma chęci podporządkowania, nie powtarza piekielnej logiki, nie buduje piramidy i nie rywalizuje.
Ciągle myślę o swojej roli w tym wszystkim.
Rzuciłem w rozmowie ze swoją monadą słowo „opiekun”, ale są momenty, że wszystko się rozmazuje. Proszę zrozumieć: ponad 100 milionów istot. Jak patrzyłem w oczy wielu z nich – nienawiść, smutek, rozpacz, poczucie niezrozumienia. Oni nie wiedzieli, po co tu są. „Panowie” kazali, więc przyszli. Tak dużo ludzi z Ziemi – czyli ich części subtelne oraz dusze – było to straszne. Co ciekawe, nie było nikogo z Rosji czy Chin. To też zastanawiające.
Wracając do mojego pytania: czemu się z tym stykam, po co to robię? Jedyna odpowiedź, jaka przychodzi: to straszliwa karma, ale nie z pozycji ofiary czy kata. Straszliwa karma kogoś, kto przeżył absolutną władzę, kto był wysoko w hierarchii – i białych, i ciemnych. Nie przedstawiłem swojego imienia duchowego, jedynie wcieleniowe – a wystarczyło. To też mówi wiele.
Straszliwa karma, konsekwencje i zetknięcie z czystym złem, z nieprzytomnością, z władzą, która zaślepia każdy zmysł. Ja przeżyłem to, czego oni nie przeżyli: koniec złudzeń.
Oni nadal wierzą: w wybranie, w inicjacje, w poczucie wyższości, w wyższy plan, w poświęcenie milionów „dla dobra ogółu”, w kompletną dominację, w tron, rolę, funkcję. Ja – nie.
Moja karma nie polega na tym, że „przyciągam ich”. Moja karma polega na tym, że ich rozumiem i potrafię przeprowadzić przez moment załamania ich iluzji. To byłoby niezwykłe – jako działanie i funkcja. Ale może to wszystko mrzonka i cały ten wysiłek jest po nic.
Dobrze, że pojawiły się Celestiale oraz niewcieleni opiekunowie tego systemu i układu. Ja patrzę i wszystko przepuszczam przez swoją empatię, wrażliwość, przez silne uczucia i emocje.
Ale oni nie mają żadnej karmy ani historii z istotami z tego układu. Może ich pałeczka – uwolnić zaślepienie ze wszystkich istot na Ziemi i w tym układzie, które mają zaślepienie i prowadzą ludzkość ku zgubie… przepraszam – które realizują cel, wymagający takiego poświęcenia.
To było kolejne siedem godzin, kolejny miesiąc, kolejny…
Dla duszków…
