Otrzymywałem ataki dzień po dniu, noc po nocy. Bardzo sprytne, bardzo przemyślane, ale zbudowane na jednej obsesji. Tymczasem skończył się pewien ważny etap: uwolnienie ciemnych gęstości, zmiana wartości białych, nowy porządek duchowy i pierwsza realna współpraca tam, gdzie od eonów były tylko podziały. I była jedna istota – chyba ostatnia z całej bandy dwunastu – której się to nie podobało.
Istota, która wymyśliła i stworzyła buddyzm. Która brała udział jako jeden z apostołów Jezusa. Która wcieliła się w ciało znanego Anunnaka. Dla naszych potrzeb: dusza archanielska. A z perspektywy struktur: Jan od Apokalipsy. Dużo o nim pisałem w Cieniu bogów, o starciach z jego projekcjami, jeźdźcami i planami.
Jego wcielenia są wręcz pokazane w popkulturze – świetnie odwzorowane jako Jiraiya w Naruto czy Urahara w Bleach. Jest jeszcze jedno wcielenie, ale poziom psychopatii i brutalności w tym anime jest tak duży, że zostawiam to dla siebie. I nie to jest najważniejsze. Bo można całkowicie odrzucić ideę, że fantasy i sci-fi to spisane historie dusz. Można wzruszyć ramionami. I wtedy zostaje tylko fakt: przez sześć ostatnich lat ta istota manipulowała na skalę, jakiej nigdy wcześniej nie widziałem.
To nie były klątwy rzucone w gniewie. To nie było zaklinanie w kręgu z krwią. To była metodyczna, planowa kampania. I wiem dokładnie, kiedy się zaczęła: w 2015 roku, kiedy chciałem wydać Energię Miłości. To właśnie on – z ramienia białych i archaniołów – powiedział wtedy: „nie dopuścimy, żeby ta książka wyszła szerzej”. No cóż, nie musi się martwić. Sam wycofałem tamtą wersję i napisałem nową, pod innym tytułem. Bali się treści tej książki, bali się odkrycia dusz i monad!
Wracając do naszej historii. To, co tutaj opiszę, mógłbym zamieść w jakiejś książce. Ale nie zamierzam, bo uwolnienie – o takiej skali i sile – zasługuje, by czytelnik przeczytał je oddzielnie, bez tłoku innych tematów.
I nawet jeśli, drogi czytelniku, będzie ci wybijało: niewiarą, śmiechem, drwiną, brakiem zrozumienia – bardzo dobrze. Trzymaj się tego. Ale idź za historią. Zaufaj narracji, nie musisz wierzyć w każdy element. Psychika weźmie tyle, ile może. Resztę odłóż z boku, bez walki. Ważne jest tylko to, że ta opowieść poszerzy ci sposób patrzenia na ataki, nienawiść, fanatyzm i możliwości energetyczne, które jeszcze do niedawna wydawały się bajką.
To otworzy drzwi – takie, których wcześniej nie widziałeś. Bo działa tutaj prosta zasada synchroniczności, dobrze opisana przez Junga: żeby pewna informacja zaczęła być przyjmowana globalnie, potrzeba wielu ludzi, którzy ją poczują i przepracują w sobie. W przeciwnym razie zawsze pojawia się walka: „niemożliwe”, „magia”, „fantazja”.
No cóż. Na mnie się zaczęło. Na tobie się nie kończy – bo również zaczyna. Tak to działa w tym pokręconym, dualnym świecie.
Proszę pamiętać — jeśli nie czytałeś Cienia bogów ani innych moich pozycji. Kiedy w tekście zapisuję „MN”, oznacza to: Monada Nikodem. To tylko i wyłącznie praca z moją monadą. Nie z duszą, nie z częścią subtelną. Dla mnie te dwie ostatnie nie istnieją z powodu mojej budowy subtelnej. Robert Monroe nazwałby to MTJ — Moją Totalną Jaźnią — ale w jego systemie nadal myli się to z oddziaływaniem duszy. A dusze, wiadomo: potrafią być stare, ogromne, piękne w formie, wibracji i kształcie. Ale monada to zupełnie inna para kaloszy. Inny poziom, inna funkcja, inny rodzaj świadomości. Tylko że to nie jest opracowanie o monadach — do tego jeszcze wrócimy.
Dziś nie o anatomii subtelnej, tylko o tym, co się wydarzyło. Do dzieła.
Początek
Nikodem: Godzina siódma rano. Siedzę przed biurkiem i robię odczyty.

Nasze gęstości i wymiary. Część D – coś w rodzaju czarnej dziury, która zasłania częstotliwości i fazy. Na samej górze i na dole słupy z energią monadyczną, bardzo wysoka częstotliwość.

Manipulacje Jan w całym spektrum naszego Uniwersum.
Nie chce mi się. Mało spałem, bo oglądałem Boruto i grałem w Guild Wars 2 — kończyłem dodatek Path of Fire. Zawsze powtarzam, że gry resetują mi ciało, ale to nie chodzi tylko o granie. Wchodzę w świat gry, muzykę, ambient otoczenia, te szumy, oddechy pustyni, pogłos miast, powietrze, które wibruje w tle. To działa jak przełączenie. Znika myślenie, rozpada się każda analiza, ciało schodzi w dół, a głowa nagle robi się pusta. I dopiero wtedy, kiedy jest ten reset — ta cisza po ambiencie — nagle pojawia się intuicja, odpowiedź, całość połączeń. Dzięki temu zawsze wzrastałem szybciej, łapałem rzeczy od razu.
Ale mogę sobie narzekać, a tu czeka uwolnienie. Nie chce mi się, naprawdę — ale ktoś to musi zrobić. Trzeba wstać i zrobić kolejny krok. Mały krok.
[po chwili]
Zacznę od czarnej dziury i tych prętów u góry.
MN: Dobra kolejność.
Ja: Robię.
[Tutaj wstaję od biurka i przesuwam świadomość do miejsca, gdzie jest coś do uwolnienia. Zmieniam formę z ciał subtelnych i czakr na własną, pierwotną i uwalniamy razem z monadą – jako jedna siła, jedna świadomość. Chociaż monada zostawia to w moich rękach, żebym: popełniał błędy, uczył się, badał, próbował poszerzać swoją świadomość. Tylko wiadomo – czasem się nie chce, bo pracy wcześniej było tak dużo, że ciało nie ma żadnej regeneracji. Pięć ostatnich miesięcy tak właśnie wyglądało. Cóż, ale coś ciągle popychało.]
Po paru minutach uwolnienia: Dobrze. Ta dziura, słupy na poziomie monad i to, co się z tym łączyło — uwolnione. Teraz schodzę do gęstości przyczynowej.
Po paru minutach: Cała przyczyna i poziom mentalny uwolniony. Wyglądało to jak układ nerwowy, siatka elektryczna i zbiory w formie dużych kwadratów. W tych zbiorach sporo energii Metatrona: boty, roboty, klony. Schodzę na minus anupadaka — sam dół.
[Wyjaśnię słowo „góra” i „dół”. Wiele lat temu byłem przekonany, że odkryłem to jako pierwszy: gęstości idą po kole, są zaokrąglone. Żyjąc na Ziemi widzimy to, co jest nad nami, pod nami, z lewej, z prawej. Teozofowie już pisali o matrioszkach, Monroe mówił o „okrągłych” poziomach. Śmieszne uczucie, kiedy odkrywasz koło, które już dawno zostało odkryte. Ale budujące, bo znaczy: dobry kierunek. Pewnie wielu ludzi będzie jeszcze odkrywać część subtelną, duszę, monadę — a wszystko to już spisałem. Tak to działa. I quest.]
Po paru minutach: Przejścia na minus przyczynie — fazy jak kieszenie w gęstościach. Wchodziło się w bąbel, a tam laby, klonowania i inne rzeczy. Poszło jak prasa. Na końcu przypominało wyciąganie nitki z główki szpilki.
Już. To było proste, choć czasochłonne.
MN: Teraz chodź na nasz poziom — adi. Wejdź w ten bąbel stworzony dla ciebie. Tak bezpieczniej wyjdziesz poza okrągłe gęstości do nowych rzeczywistości w naszym Uniwersum.
Ja: OK.
MN: Boki, wszystkie boki na czerwono zbadajcie.
Ja: Jestem. Wszedłem w ten „pojazd”, faktycznie wygląda jak bąbel. I jestem na brzegu Uniwersum. To wygląda jak znak, bardzo duży znak – czerwony, mieni się, wibruje.
MN: Odczytaj go.
Ja: Na ludzki rozum? To będzie słaby opis.
MN: Na razie tylko to masz. Czytaj. Ucz się.
Ja: Widzę takie struny, w środku zgrubienia, to żyje, jest inteligentne. O, organizm?
MN: Tak. Organizm, ale nie taki, do jakiego jesteś przyzwyczajony. Plaga. Ogromna plaga. Zjada ścianki Uniwersum – on chce wszystko „zabić”, otworzyć na nicość.
Ja: Pojebało go?
MN: Ty go znasz jako Jana lub Uruchare, ale on wiele Wszechświatów zniszczył przez swoje eksperymenty, wiele gęstości. On ma większą liczbę ofiar niż Michał. Widziałeś go jako białego, który stawał naprzeciwko ciemnego. Dzisiaj sam stał się ciemny, jak Szatan z którym tyle eonów walczył. Zaprzecza temu dlatego walczy.
Ja: Mam wrażenie, że te „organizmy w formie płaszczyzn wielowymiarowych”, je trzeba jednocześnie zdjąć?
MN: Tak, takie jest zabezpieczenie. I co najlepsze, one są w kontakcie ze sobą, nawet przy tak astronomicznej odległości i fakcie, że są w różnych gęstościach, o różnych możliwościach i specjalizacji. Naprawdę – postarał się.
Ja: Czyli co – znowu podział na części, bańka i wszyscy jednocześnie.
MN: Też, ale pomogą inne nasze wcielenia. Poczekaj.
Ja: OK.
[po chwili]
Zmniejszyło się to, ale ja ciągle operuję jak w naszych gęstościach, a wiem, że tu można inaczej.
MN: Widzisz, dzwoni ci, ale nie masz pamięci tego, jak się operuje w tych miejscach. To, co robisz, jest wystarczające. Teraz wszystkie te „robaki” na środek Uniwersum – tam gdzie narysowałeś te kreski – pole czerwonych kresek.
Patryk: Jan od Apokalipsy, zniszczenie ma w DNA.
Aleksandra: Tu już nawet nie chodzi o Lilith, o busianie za nią. Tylko o niego samego, bo faktycznie stał się takim „Szatanem”, z którym sam walczył.
Nikodem: Jestem na środku. Widzę to tak: rzeczywistości, które mają nasz dualizm, kwantowe energie, ale też gęstość nieznaną mi, ale nakładającą się – jak warstwy, płaszczyzny. Jedna na drugiej, ale ogromna harmonia.
MN: Niestety – to jest miejsce, które można byłoby nazwać „hubem”. Tutaj już przebywają z wyższych cywilizacji, Typ IV do VI. Sami są duszami, ale jednocześnie sami są światami, istotami, jednostkami – zależy, co wybierają. Ten centralny punkt – zainfekował. Teraz zobaczysz nowe formy Celestiali w tym miejscu. Przedstaw się istotom w środku tej gigantycznej kreacji. Powiedz, po co jesteś w tym miejscu.
Ja: OK. Zawołam przedstawicieli. [Tutaj czuć zdenerwowanie]
Za mną stanęły legiony Celestiali. Przyszedł „ktoś” z tego miejsca. Wysoki, przeźroczysty, piękne energie i emanacje. Niemożliwe w naszych gęstościach do „osiągnięcia”. On – nie wiem jak ta rozmowa się odbyła – ale powiedziałem i on wszystko wiedział, i wszystko od razu otworzył, pokazał. Powiedział: „sprzątajcie”.
MN: Wchodzicie i robicie. Odczepiacie wszystkie linki, bazy, formy. Będziesz wyczuwał, bo zostawił swoje emanacje. Nie myślał, że ktoś tutaj to odkryje.
Ja: Czyli moglibyśmy uwalniać w nieskończoność w naszych rzeczywistościach, jak kopie były gdzie indziej?
MN: Tak, kopie zawsze pochodziłyby z tego miejsca, z tej rzeczywistości.
Ja: Wiem, że to, co widzę, jest uproszczone do granic pojmowania człowieka i jego umysłu. Więc widzę linie, energie, przepływ, pewne figury, ale resztę tylko wyczuwam podświadomie, że jest. JEDNAK. Jak tak uwalnialiśmy, to niestety – ale dla mnie to miejsce TO JEST JEDNA WIELKA KREACJA tej istoty. Nie tylko. Ten, który wyszedł, TO ON SAM, Jan w swojej nowej formie.
MN: Brawo. Tak jest! Zmaterializował monadę, duszę i siebie w formę i tylko to miejsce mu pozwoliło na to, aby nie widzieć jego – jako monady i duszy, a jednocześnie działać w całym spektrum rzeczywistości i świadomości.
Ja: Czyli nie na poziomie adi – jak my tutaj mówimy – tylko po prostu w miejscu, gdzie monady i dusze mogą przebywać.
MN: Tak… jakby. Nie ma ograniczeń w mocy. Dlatego to jest trudne, bo zajął „środek”, centralny punkt Uniwersum. Dlatego pojawią się teraz Opiekunowie od 1 do 4. I będziemy przebudowywać środek. Celestiale w środku nie pozwolą mu uciec.
Ja: To są tego typu uwolnienia, że dopiero po śmierci – i po przebudowie do swoich pierwotnych form – można cokolwiek ogarnąć.
MN: Małe kroki. Zaczynamy.
Ja: W jaki sposób Opiekunowie mogą być tacy DUZI?
MN: Ja jestem na samej górze, jako twoje O2. Wielkość nie ma znaczenia – to my i Absolut i dużo energii z samego Źródła i wielu rzeczywistości, których nie rozumiesz i nie masz teraz dostępu.
Ja: Czyli to jest tak, jakbym się uczył matematyki bez tabliczki mnożenia.
MN: Ciało nie jest do takiej pracy i takich eksploracji. Nie ciało ludzkie i nie ciała w tych rzeczywistościach kwantowych. Robimy. Stań na środku jego kreacji.

[po chwili]
Ja: Stałem i faktycznie miejsce się kurczyło, ale przez to pokazały się wielkie korzenie wpuszczone w inne rzeczywistości, światy – ciągnął więcej miliardów niż Metatron z Lucyferem i Szatanem.
MN: Dużo więcej, to są liczby przekraczające tryliony. Teraz możemy wycofać „owoce” na samej „górze”. Idź tam.
[po chwili]
Ja: Nie ma szans, bo jak tylko się zbliżam do małej „kuli” tego drzewa/winogron, to jest to większe niż wszystkie nasze gęstości od minus 12 do plus 12. Jak mam to pojąć, nie da się?
MN: Zwiększ w sobie. Zasada jest zawsze taka sama. To nie jest duże, to twoje postrzeganie jest małe.
Ja: Dobra. Chyba wiem, co to jest. Jak on wpuścił to w Uniwersum?
MN: Ukrył swoją monadę i duszę. Po ostatniej przegranej z tego roku, gdzie oberwał – już świadomość przeniósł do tej kreacji. My nie patrzyliśmy na te miejsca, bo były jeszcze „mroczone”. Teraz dopiero Uniwersum samo pokazuje, co jest do uleczenia i gdzie. Współpracuje. Dodatkowo STE go przykrywała.
Ja: Dobra. Nie tłumacz, wiem, co to znaczy. On wpuścił znowu zalążki piekieł, białego. To są jak takie owoce o gigantycznych rozmiarach i mocy. Skala tego jest taka, jak młody Naruto kontra klan Ōtsutsuki, istoty omnipotentne. Może to zła skala, jak ktoś nie oglądał Naruto i Boruto. Może jak kropla wody i ocean; albo kamień i cały Jowisz.
MN: I to już owoce wydaje, tka, wpływa na rzeczywistości.
Ja: Walki z Metatronem, Cerberem, Lucyferem, Szatanem, LRC, PRC – to jest nic. Bo on nie przez walkę, ale swoimi eksperymentami niszczy całe Uniwersum. To są tryliony–trylionów istnień.
MN: To większa liczba, dużo większa. Ale zobacz, że skala uwolnień wzrosła. Opiekun mówił wiele miesięcy temu (twojego czasu), że wzrośnie. Nie zawsze chodzi o walki. Często jest właśnie tak, że jedna istota – monada plus dusza – niszczy całe Uniwersum. Nie planetę, nie galaktykę, nie Wszechświat. Całe Uniwersum.
Ja: Czemu to jest możliwe?
MN: Bo nie ma Opiekunów. Uniwersum za młode.
Ja: Pozwala się na coś takiego?
MN: A my skąd pochodzimy, jak nie ze zniszczonego Uniwersum. Stąd projekt „bandy dwunastu”.
Ja: Uwalniamy owoc z góry.
Aleksandra: Masakra.
Patryk: Gruby kaliber.
Nikodem: Wyczuwam i trochę nawet widzę, jak Opiekun 1 i 3 wpuszczają coś w Uniwersum, a ty – jako O2 – zwijasz. Robicie to tak, że to wychodzi z gęstości, światów, wymiarów i z tych rzeczywistości, które wiem, że są, ale nie widzę ich przez umysł i swoją budowę.
MN: Dokładnie. Bardzo delikatna operacja. Ale ponieważ w energiach Jana była energia gwałtu, zmuszenia, myśli, intencji, wręcz podświadomości – nie jest to takie trudne.
[Czuć ogromne skupienie i koncentrację. Ja mogę tylko obserwować.]
MN: Pod koniec – zmaterializujemy z jego energii monadę i duszę.
Ja: Tak myślałem. Jedyny, który nie miał odczytanego glejtu.
MN: Teraz do O1, z twojej „lewej” strony.
Ja: Lecę w tej „bańce” swojej.
Chwila. Jestem. Patrzę na te „bańki”, kulki winogron – i to są kopie światów, galaktyk, czy nawet całych Wszechświatów, gdzie panowali biali i gdzie tłukli się z czarnymi.
MN: Tak jest, dobrze wyczułeś. Brawo. On chciał to odtworzyć i odtworzył. Jeszcze chwila i zaczęłyby tam przylatywać istoty: monady i dusze. Na szczęście nie zdążył tego do końca zmaterializować. A zatrzymało to, co zrobiliśmy po Cerberze – całe Uniwersum urosło w energiach. Ta nowa energia to powstrzymała. Więc przyczyna i skutek, i zdrowy ciąg zdarzeń nabiera nowego znaczenia.
Ja: Cały ten korzeń, winogrono – usycha.
MN: Tak, bo musi. Czas na to, co było, jest w naszej pamięci.
Ja: On przyciągał istoty, mimo że budowa tych światów pochodzi z wymiarów kwantowo-hologramowych, naszych, a tam to inne funkcje energii i jej wpływu, wartości?
MN: Ograniczył. Rozłożył takie płaszcze, które wyłączyły wyższe „funkcje” energii i stworzył sztuczno-kwantowe światy dla tego.
Ja: Ale to wychodzi na to, że on chciał być bogiem w tych światach.
MN: Białym. W końcu niepodzielnym. Wchłonąć istoty, ich monady i dusze, i potem zamknąć.
Ja: Ile on miał czasu na to?
MN: On nad tym pracował eony. Teraz, w ostatnich sześciu latach (waszego czasu), projekt przyśpieszył. Szczególnie po porażce z nami w 2019 roku.
Ja: Widzę piękne wibracje, energie. Znowu dodam: 99 procent nie rozumiem, nie odczuwam, nie widzę, ale wiem, że to ma wartość – intuicyjnie, coś we mnie. A on to niszczył i sprowadził do poziomu piekieł. Oj nie, sam będzie teraz w piekłach żył i zobaczy, jak to jest – nie z poziomu boga, ale wyrobnika.
MN: Tak też się stanie. Idziemy na sam „dół”.
Ja: Jestem. Ten korzeń/winogrono albo drzewo. Bardzo zła energia: pierwotna ciemność, pierwotna furia, pierwotny ból, pierwotne odrzucenie. Idealny fundament pod nowe piekła. Ale ilości tego przyprawiają o ból głowy. Astronomiczne ilości.
MN: Zbierał. Długo zbierał. Miliony klonów jego dusz – zbierały. Jego Heroldzi – zbierali. Jego boty – zbierały. Jego roboty – zbierały. Jak mróweczki, w ukryciu, cicho, pod płaszczem białej energii. Te rzeczywistości i miejsca były fundamentem dla ciał podziemnych Michała i Sandalfona. To on stworzył dla nich fundament mocy. Jedno ciało podziemne Michała – jak sam nazwałeś wcześniej – było jak wszystkie ciała wszystkich Książąt Piekielnych, bo wykraczało poza kwantowo-hologramowe światy, poza znane rzeczywistości. Budował tam, gdzie nikt inny nie budował.
Ja: Czemu swoje pomysły, inteligencje wykorzystał do takich celów?
MN: On rządził białymi zza pleców, zza kurtyny. On ich wzmacniał.
Ja: Elfy wysokiego rodu u Tolkiena to jego kreacja.
MN: Nie tylko jego. To tak nie wyglądało. Dał formę dla ciała, ale forma dusz nie była jego.
Ja: Widzę, że to schodzi. Wszystko schodzi. Całe pierwotne zło. Więc pytanie brzmi: czy on tego nie ukrył w innych Uniwersach?
MN: Kiedy go już zmaterializujemy – dowiemy się. Teraz zbiór na samym dole – to małe koło na twoim rysunku.
Ja: Lecę.
Wyczuwam, że to jest moja energia. Moja pierwotna energia: pierwotna, jasna, biała, ciemna. Każda odmiana, każda wibracja.
MN: Zobacz do środka.
Ja: Co? Ty? Wszystkie dusze? Wszystkie wcielenia? Co?
MN: Chciał nadpisać nas – szczególnie ciebie – tym, co było. Chciał się uczyć, co takiego zrobiliśmy, że jesteśmy tutaj, gdzie jesteśmy, i gdzie był błąd w jego działaniu.
Ja: On z tego klonuje. Robi „podróbki”.
MN: Niestety.
Ja: Jestem psychicznie zmęczony już tym, bo odczuwam skalę i ciężar tego. To jest gorsze niż walka z białymi.
MN: Tak, bo widzisz, jak jedna istota może wpłynąć nie na miliardy, nie na biliony, ale na tryliony istnień. Tylko jedna! To jest prawdziwa władza w jego rozumieniu, ale też w rozumieniu białych i ciemnych. Nie widzi w tym, że to, co robimy, jest prawdziwą wolnością. A tam, gdzie jest wolność i miłość – są wystarczające pokłady kontroli, które nie wymagają władania, czyli kierowania i ustalania.
Ja: Dźwigamy to.
MN: Nie. Opiekun 4 to rozpuszcza, bo to nie my. To kopie, zapisy, fałsz. My jesteśmy w nas.
Ja: Szarpie się. On tym musiał sporo zasilać.
MN: Wszystkich tych, którzy ciebie atakowali. To ON napuszczał służby specjalne różnych narodów na ciebie. On im wmawiał, że jesteś taki czy owaki. ON. Cały czas, non stop budował fałsz, grę, teatr, podchody. Podrzucał dowody, tworzył je.
Ja: Czułem, że ktoś obcina to, co robię.
MN: Idziemy do największego „winogrona” z prawej strony Uniwersum.
Ja: OK.
Aleksandra: Dlatego tak dziwnie tym ludziom wywalało na ciebie, choćby tym, którzy te maile dzisiaj wysłali. Mi przez myśl przeszło, że ciebie chce „sklonować”.
Nikodem: To jest tak długie, wielkie, gęste. Ale widzę jedno: on przeniósł dusze i części subtelne, i nawet istoty fizyczne do tych baniek, przynajmniej parę poziomów w tym drzewie – to my wszyscy.
MN: Tak. Idź wyżej.
Ja: O, klony jego, ale zmieszane z moimi ciałami/wartościami/świadomością. Chwila. Co?
MN: Tak. Pomyśl… Dlaczego on ma obsesję na twoim punkcie?
Ja: Nie jestem najmądrzejszy. Nie jestem najsilniejszy. Nie jestem najbardziej inteligentny z nich wszystkich.
MN: Myśl.
Ja: Ale z nich wszystkich jestem najbardziej elastyczny, szybki i potrafię bardzo dużą gałąź wiedzy wchłonąć i podsumować.
MN: Nie tylko…
Ja: Jestem lubiany tam, gdzie jestem, bo zawsze zachowuję się jak zwykły człowiek. Nie potrzebuję tronów czy władzy.
MN: Tak, ale to nie wszystko. Czemu w tych bańkach górnych połączył ciebie ze sobą?
Ja: Hm. Bo on wie, że czegoś nie wie, ale nie wie, czego dokładnie mu brakuje.
MN: Dalej…
Ja: Chodzi o jedność między nami a Uniwersum. Jedność między mną a innymi istotami. Między mną a monadami, między mną a duszami. Oni tego nie widzieli nigdy, nie rozumieli.
MN: Właśnie. Dlatego musiał połączyć elementy, żeby zdobyć przewagę, ale nigdy nie zrozumiał, że jedność nie bierze się z bólu, żalu, cierpienia i chęci władzy i władania. Tylko z faktu, że część świata, światów, istot wyraziła wolę, żeby ktoś taki był, urodził się z tym wszystkim.
Ja: No, kiedyś mówiłaś, że kiedy świat potrzebuje Einsteina – ten się rodzi. Świat potrzebuje Tesli – ten się rodzi. Świat potrzebuje Gandhiego – ten się rodzi. Świat potrzebuje Hitlera – ten się rodzi. Zawsze jest potrzeba.
MN: Zbadaj te klony. One są w formie duszy i monady.
Ja: Mam silne wzruszenie, jak tego dotykam. On nie może połączyć mnie ze sobą, tam jest walka.
MN: Ogromna walka. Nic nie jest kompatybilne, bo on próbował swoim intelektem i świadomością zmusić naszą część do uległości. A kiedy to robił, ta część oddawała i go pożerała, jak tyran. Albo traciła moc, bo nie czuła potrzeby do niczego. Zabezpieczenie.
Ja: Dlatego tak dużo tych klonów.
MN: Niestety. Wiele z nich, dużo słabszych, lata po waszych światach. Trzeba będzie je później uwolnić. Podawał się za ciebie subtelnie i energetycznie. Udawał ciebie i robił to doskonale.
Ja: Co to za karma? Za jakie grzechy? Mam płacz. Taki poziom intelektu, wiedzy, bystrości, geniuszu – wykorzystał do jednego celu?!
MN: Dlaczego? Bo pierwszy raz w swoim istnieniu poczuł się mały. No, drugi raz – bo pierwszy był, kiedy jego połówka, Lilith, go opuściła jako niewystarczającego. Jiraya latał za Tsunade. I tak było ciągle i od nowa. Białego nie szanował przez jego głupotę, dlatego tutaj nie czuł się mały. Przy Szatanie miał oponenta, ale nigdy nie odczuwał przed nim strachu. Nie jako monada i dusza, wcielenia owszem. Dopiero teraz, przez to życie, wydarzenia, poczuł w swoim istnieniu, że nie ma szans na wygraną. Poczuł swoją małość, słabość. Zamiast ją przyjąć – zaczął na niej budować. Kosztem… wszystkich istot! Przestał być kogutem, co napisałeś w Cień bogów.
Ja: Czuję ciężar tego i mam dość.
MN: Idź dalej. Robimy prawą stronę – całość.
Patryk: W snach niejednokrotnie niby Niko, a to często pewnie klony.
[Nie umiałem nic więcej napisać. W jednym momencie poczułem zmęczenie fizyczne, psychiczne i emocjonalne. Trudno to nazwać, ale nigdy, nic mnie tak nie zmęczyło jak to wszystko, czego się tutaj dowiedziałem, co poczułem i zobaczyłem.]
Nikodem: Nie ma więcej tekstu, nie mam siły psychicznej do pisania, rozmowy. Dochodzi do mnie skala tego, co ON stworzył, co ON robił, jak ON niszczył, jak ON walczył, jak ON mścił się. Napisałem w artykule o nienawiści, że musiał czuć się mały, słaby i bezsilny, bo nasyłał innych. Ale jego walka zawsze była walką partyzancką, trochę jak badania pokazały, co robią kobiety w korporacjach. One nie walczą jak mężczyźni, jeden na jeden, bo faceci dadzą sobie po ryju i pójdą na piwo. Kobiety za plecami, teatr, obgadywanie, szeptanie, zmiana wizerunku, podrzucanie dowodów, fabrykowanie.
On dodatkowo: tworzenie za pomocą klonów fałszywych historii z „cudzym” wizerunkiem (tutaj: moim). On długo był moim katem, miał obsesję, czemu jego połówka woli się zadawać ze mną niż z nim. On miał tak przeogromną władzę na poziomie hierarchii białych: wzmacniał systemy białe (Sandalfona, Białego i Michała), ale przecież wzmacniał też Szatana. Nawet napisałem wczoraj w artykule o nienawiści: nie widzi nikogo poza sobą. Zamiast wykorzystać to, co ma najlepszego, choćby do walki ze złem, żeby zmienić świat – to wszystkie zasoby kierował przez eony w utrzymanie balansu między białymi i ciemnymi. Co widać w zachowaniu Urohary w anime Bleach — doskonale przedstawia ten sam rodzaj zachowania. Doskonale! A teraz we mnie atakował najmocniej, cicho, szeptami, kłamstwem – dosłownie jak Szatan. Sam stał się tym, z kim przez całe istnienie walczył. Szatanem.
MN: Dla niego złem jest brak zła. Nie zna innej roli. Nie zna innego sposobu istnienia.
Ja: Dźwigajcie wszystko, co jego i chcę jego materializacji w naszych gęstościach od adi w górę. A potem porozmawiam z jego Nadjaźnią.
MN: Robimy, wszyscy Opiekunowie robią.
Aleksandra: Smutne to.
Patryk: Choroba.
Aleksandra: Też jestem ciekawa, co jego NJ będzie miała do powiedzenia.
Patryk: Co zawodnik to grubszy znowu, już było że parszywa 12-tka rozmontowana.
Aleksandra: „Dla niego złem jest brak zła”.
Nikodem:

To wszystko ON.
Aleksandra: Jaka forma?
Patryk: Kopie monad?
Aleksandra: Dusze i monady pewnie. Każda forma jego świadomości.
MN: Stań przed nimi – już jesteśmy w waszych gęstościach.
Ja: Stoję. Różne świadomości, ale wszystkie mają zmysł: obserwatora, strategię, analityczny umysł, kreację, pamięć jak kreować i co wykorzystywać. Nawet najmniejsza z tych „monad”.
MN: Teraz wiązki przez nie spuszczamy i szukamy klonów w tych gęstościach.
Ja: Nie mogę zastosować paru technik, bo zmieniają rotacje/częstotliwości.
MN: Uspokój ich. Skup się.
[po chwili]
Ja: Udało się. Mamy informacje o wszystkich klonach, kopiach. Rysuję.
MN: Tutaj już pozostałe monady i dusze – będę łowić.

Na niebiesko to opętani ludzie, reszta to wszystko klony. Tutaj daję waszym monadom i duszom informacje – jak je rozpoznawać, bo on podaje się za inne dusze i części subtelne.
Aleksandra: [przekleństwo]
Tak czułam, że będziemy pomagać.
Patryk: Dusze nie ma pierdzenia w stołek.
Nikodem: Dużo ich jest w takich kieszeniach w gęstościach, więc trzeba kieszeń otworzyć i od razu nabijać na pal wszystkie klony. Też zainfekował wasze monady, już to uwalniamy wyżej.
Patryk: No, wyciąga moja. Błe.
Nikodem: Na poziomie gęstości eterycznej po prawej – to kopie naszych bliskich. A po lewej – kopie wpływowych ludzi oraz przywódców, generałów. Co on zrobił?
Patryk: O, mój ojciec dzwoni. Co? Nigdy nie dzwoni.
Nikodem: Mówiłem. Podłączony jest do wszystkich, ale nie tylko bliskich, ale ważnych figur na Ziemi.
Patryk: Jak sieć. Każdego może sczytać, każdemu coś podesłać.
Nikodem: Prawdziwa władza jest w ukryciu. Prawdziwe rządzenie zawsze z ukrycia, w ciszy, daleko od reflektorów.

Badam jego wcielenie na Ziemi. Nie ma żadnej karmy ani losu. Zamiast tego – ogromne wpływy, sznury, rury z milionami kwantów energii. To wszystko wpięte w setki tysięcy głów ludzi (ludzkości). Nakazy, rozkazy, channelingi. WTF!
Aleksandra: O, jak się fajnie wcielenie robi.
Patryk: Życie jak w Madrycie.
Nikodem: Uwalniam. Ciężko, bo bardzo dużo linii losu zmieniał – szczególnie u mnie. Mieli się pojawić pewni ludzie, nigdy tak się nie stało, bo poprzestawiał całe struny. Kosztem milionów kwantów energii, łapówek, zmian ustaleń poza systemem. On i Metatron – genialnie ten system znali, jak go oszukać, bo sami go tworzyli. Jan z ramienia Białego, Metatron ze swojego.
Aleksandra: [przekleństwo]
Patryk: Brak słów.
Nikodem: Idę do góry.
Wszystko jest?
MN: Prawie. Monady złączone w jedno. Możesz rozmawiać.
Ja: Nie mam słów.
MJ (monada Jan): Nie musisz.
Ja: Będziesz teraz milczał, po tym wszystkim, co się stało, co zrobiłeś? Wcieliłeś się – bo teraz sprawdzaliśmy – prawie bez karmy, jak Metatron. Ogromne zbiory w LOSIE i KARMIE, które miały materializować twoją „świętą wolę”.
MJ: Doświadczyłem bólu i odrzucenia.
Ja: Wiadomo, bo od tego jesteś uzależniony. Mnóstwo manipulacji w całym losie istot, szczególnie moim. Samo pieczętowanie i sąd przed wcieleniem, zanim zszedłem w ciało.
MJ: Żeby ciebie ograniczyć. Twoje rewolucje.
Ja: Nienawidzisz mnie. Dlaczego? Co takiego ci zrobiłem?
MJ: Nic nie zrobiłeś, nigdy nic nie byłeś w stanie zrobić. [projekcja]
Ja: To o co ci chodzi?
MJ: Zabrałeś porządek. Zniszczyłeś porządek.
Ja: Nie, gościu. Nie było porządku. To, co było, dotykało chaosu i hierarchii. Zawsze te same wcielenia, te same role. Skończyło się. Oglądałeś Battlestar Galactica? „Wszystko już było i wszystko powtórzy się znowu”.
Nie ma co z nim rozmawiać, jest rozmydlony.
MN: Odczytamy glejt.
Od początku zaistnienia w tym Uniwersum, bo tylko to nas interesuje. Twoje działania doprowadziły – mimo że próbowałeś to wymazać, ale Absolut wszystko zapisuje, bo przecież istniejemy w jego ciele – od początku: śmierć bezpośrednia to… [tutaj mi się wzrok przesuwa od milionów, miliardów, bilionów… shit] ponad dwa tryliony istot.
Śmierć pośrednia, czyli przez twoje nauki, działania, prawa… [znowu przesuwa] to jest coś ponad setki trylionów. To nie są miliardy, biliony, ale tryliony.
Ja: Co?
MN: Całe Wszechświaty, całe gęstości z Wszechświatami poszły z jego ręki.
Ja: On nic sobie z tego nie robi.
MN: Popatrz na niego. Co się dzieje w środku?
Ja: Rozpacz. On tak koduje, że bez niego nie będzie życia.
MN: Więcej – on czuje się bogiem, bóstwem, które nie ma winy. Wszystko robił w zgodzie z białymi i ze sobą. Nadał sobie takie prawo.
Ja: Z nim nie ma co już rozmawiać. Nadjaźń.
Aleksandra: Ta, żeby jeszcze mu współczuć i wtedy wejście.
Patryk: Odklejona istota.
Nikodem:
NJL (Nadjaźń Jan): Czego chcesz?
Ja: Ty gwałcicielu, psychopacie, socjopacie, narcyzie, megalomanie. Jakim prawem?
NJL: Nie będziesz mnie oceniał – człowieku. [Tutaj wyczułem, że cząstka Nadjaźni jest stłumiona energią i świadomością monady.]
Ja: Tutaj jest monada – czysta świadomość monady.
MN: Wiemy o tym, ale rozmawiaj dalej.
Ja: Jesteś zbrodniarzem największym ze wszystkich. Nawet Michał z wszystkimi Książętami Piekielnymi nie miał tyle na sumieniu, co ty.
NJL: Człowieku, nie masz prawa mnie oceniać.
Ja: Ja nie oceniam. Ja mówię, co zrobiłeś. Oceniać jeszcze nie zacząłem nawet.
Wyciągajcie świadomość monady z tej Nadjaźni. Już w 2019 widzieliśmy przypadki opętań przez monady w stosunku do ich NJ.
MN: Robimy i zejdzie na poziom monad – cały.
Ja: Czekamy.
Aleksandra: Odpowiadał dosłownie jak opętany.
Nikodem:

Patryk: Mała różnica.
Aleksandra: Czyli aż tak dużo energii miał w samej Nadjaźni. Ładnie się ukrył. Monada przerośnięta w stosunku do NJ. Ale duma! Pewnie dużo łamania ją czeka.
MN: Jest.
Ja: Czemu jest taki duży?
MN: Bo tyle ma energii.
Ja: Ogromna monada, ale NJ taka malutka.
MN: Jako monada zawsze ograniczał swoją NJ. A czemu? Bo przypominała mu o miłości, więc ją (siebie) zdegradował, nic jej nie dał.
Ja: Czyli on walczy przeciwko sobie, ale projektuje to na innych – szczególnie na mnie. Takie moce przeciwko mnie.
MN: Teraz porozmawiaj.
Ja: Jak się czujesz?
MJ (monada Jan): Na swoim miejscu, o dziwo, tu mi lepiej.
Ja: Każdy ma swoje miejsce, a ty przekroczyłeś swoje i świata. Co teraz?
MJ: Będziemy walczyć.
Ja: Nie, bo nie masz szans żadnych. To, co byś chciał to realizacje twoich programów autodestrukcji i bycie męczennikiem. Rozbierzemy ciebie do samego gołego rdzenia – zostanie mały „tyci-tyci”. Zostaniesz z niczym i będziesz istniał jak żebrak. Taka twoja karma, której będziesz ulegać eony. O, zobacz, nagle sobie przypomniałem – przecież taką samą wprowadziłeś w moją istotę. Tylko ja się zmieniłem, dorosłem, uleczyłem. A ty podczas mojej podróży, nie zmieniłeś się ani na jotę. To jest dopiero próżność i pycha.
MJ: Spróbuj tylko, mam wielu bliskich, wpływowych w całym Uniwersum.
Ja: A kto powiedział, że będziesz istniał tutaj. Facet. Jedziemy.
MN: Rozbieramy z Opiekunami.
Patryk: Kolegami się zasłania.
Aleksandra: Zawsze innymi się wysługiwał.
Nikodem: Jak teraz się czujesz Nadjaźnio? Nie ma już monady twojej w tobie. Taki geniusz a nawet nie osiągnął połączenia w postaci: monado- nadjaźni. Czyli to nie był geniusz tylko kompensacja. Coś, co udawało geniusza, ale było produktem nadmuchania części, która nie była zintegrowana z resztą. Geniusz to przepływ. Tu był przerost, kompulsywna nadbudowa.
NJL: Lżej mi, nie poradziłam sobie, przerośnięta część mnie.
Ja: Z całego twojego istnienia i zaistnienia zostanie mała część, chociaż sama już posiadasz pewną masę.
NJL: To wystarczy – to będzie doświadczenie dla innych cząstek i Nadjaźni, ważne doświadczenie, które kiedy je zintegruje – będzie jako świadomość i wzrost świadomości u wszystkich. Tak to działa.
Ja: Tak przypuszczałem, że wszystko TO MY. Mimo, że jest oddzielenie i tego nie czujemy. Mam tyle emocji względem niego, ale też zmęczenie. On, jak Metatron, działał w białych rękawiczkach, zawsze miał wytłumaczenia.
NJL: Tak było, nigdy nie ponosili konsekwencji swoich czynów tylko oceniali wszystkich dookoła i za mniejsze rzeczy karali bezwzględnie. Teraz to się skończy, bo nie mam rozwiniętej tej części – ty byś powiedział, lewej części, nie rozumiem pewnych zależności przyczynowo-skutkowych, stąd nowe Uniwersum, nowa monada i nowe istnienie.
Ja: Cieszy mnie to i chyba nie tylko mnie. Biały zbrodniarz. Do teraz moje ciało czuję to, co zrobił przed wcieleniem, bo pracowałem nad tym w ostatnim miesiącu.
NJL: Nie przeproszę, bo we wszystkich do tego ustawienia i gry – była zgoda.
Ja: Nie musisz… tylko, tak grzecznie, wypierdalaj stąd. A tam też, będziesz pilnowana. [Ta obojętność Nadjaźni.. jednak doprowadziła na skraj emocji.]
NJL: Wiem. Nie mam emocji. Nie mam żalu – raczej zadowolenie, że to, co się stało – już za nami wszystkimi.
Ja: Czemu tak pierdoli?
MN: To jest Nadjaźń, mówiłam, to jest zła nazwa. Dla tych struktur – liczy się tylko doświadczenie bez EGO, sama ekstracja ID.
Ja: Jak jego monada?
MN: Już. Teraz przebudowujemy to, co zostało w formie zwitka. I to wchłonie jego Nadjaźń.
Patryk: Dziwne odpowiedzi NJ.
Nikodem: Każda NJ tak mówi, w takim tonie emocjonalnym, bo dla nich nie ma dobra i zła, jest tylko doświadczenie, esencja z tego. Monady mają konstrukt ego, dusze, my, ale nie NJ. Dlatego wyrażenie „jaźń” w „Nadjaźni” jest niepoprawne. Wchłania NJ w siebie.

Rozumiem, że reszta wcieleń z całego tego Uniwersum, bo trochę jest?
MN: Ponad tysiąc wszystkich wcieleń.
Nikodem: Po śmierci skierują się do NJ?
MN: Tak. Zostaną albo wchłonięte jako aspekt albo zejdą w nowym Uniwersum. To już wybierze i poczuje sama Nadjaźń.
Nikodem: I też wcielenia będą projektowały i odtwarzały to, co tutaj zaszło?
MN: Nie, bo wszystkie są zaznaczone i nie ma już duszy ani monady. Same części subtelne lub wcielenia bez części subtelnych.
Patryk: Tysiąc.
Aleksandra: Trzeba po angielsku jako „overself” a nie Nadjaźń.
Nikodem: Nigdy, nic mnie tak nie wykończyło fizycznie i psychicznie, jeszcze jak trzeba było uwalniać jego energie, rozbicia w naszych gęstościach. Tyle godzin pracy – pewnie tego nie widać w zapisie.
Patryk: Skala była ogromna i to bez walk i walki.
Nikodem: On tak powiedział, znaczy jego Nadjaźń, że jego doświadczenie wpłynie na pozostałych, ale chyba się pomylił. Bo jak patrzę na to – zresztą, wy też na to patrzycie – to są zakodowane energie, które chciał „rozpylić” w cząstkach, NJ i monadach.
MN: Zgadza się – wszystko zostało skasowane. Każdy z nas ma wystarczające doświadczenie. Częściowo Nadjaźń miała rację, ale to nie wygląda tak, jak mówiła. Nie jest tak ordynarne w postaci: masz moją energię. Tylko wzrasta ogólna świadomość w przestrzeni.
Ja: Rozumiem. Jestem bardzo zmęczony, jest prawie 12:00 rano, dopiero jem śniadanie.
MN: Wczoraj musiałeś napisać artykuł o nienawiści, bo wyciągnąłeś do niego dłoń. Przyjąłeś. On odrzucił i pokazałeś swoją świadomość i miejsce.
Ja: Kiedy badałem LOS i KARMĘ, on bardzo dużo rzeczy zmienił w rzeczywistości – w mojej ogrom, ale też ogólnie na świecie.
MN: Niestety z Metatronem mieli ogromny wpływ na ludzkość, ale i na Ziemię od początku – jako ważny namiestnik AN (Białego i Arymana).
Aleksandra: Jan i tak inaczej „skończył” niż Metatron. Tysiąc wcieleń w jednym uniwersum, sporo się wydaje.
Patryk: Dużo. Zbyt dużo się działo, może nie liczył na to, że przyjdzie i kolej na niego, zbyt pewny siebie.
Nikodem: To pewnie w ostatnich latach zrobił, jako zabezpieczenie.
A kwantowe alternatywy?
MN: Są uwalniane właśnie teraz. Ze wszystkimi zabezpieczeniami. Po to są Celestiale.
Ja: Nigdy nie czułem się tak zmęczony. Nie czuję radości, odpuszczenia, nic. Smutek.
MN: Minie, bo niewidoczne stało się widoczne. Zostało wypowiedziane to, co zostało wymazane i zepchnięte przez niego i jego siły.
Aleksandra: Niewidoczne stało się widoczne.. dobrze powiedziane.
Godzina później
Już artykuł miał zostać opublikowany – a tu nagle kolejne ataki, tekst nieczytelny. Zawsze po takich uwolnieniach są jeszcze kolejne etapy: atak fanatyków, uruchamianie kopii z kopii i próba nadpisania rzeczywistości. Tutaj mieliśmy dwa jednoczesne działania. No cóż. Znowu usiadłem i wykonałem odczyt.

Na poziomie monad – grupa białych istot. Po prawej na tym poziomie – ogromna struktura cybernetyczno-organiczna. Trzy znaki przypominające „atomy” ze swoimi orbitami. Atakują mnie i artykuł (patrz: energia słowa). No… to jeszcze raz. Kolejny krok.
Stoję przed tymi monadami i mówię:
„Puszczacie Jana.”
Oni: „Nie, nie możemy.”
Odparłem: „Nie macie tożsamości, woli i świadomości. To po co istniejecie, jak nie decydujecie o niczym w sobie?”
Chwilę później parę innych monado-nadjaźni zaczęło przebudowywać i uwalniać ukryte białe energie i struktury w tych i wielu pozostałych monadach.
Na nieszczęście – nad tymi monadami, czyli w Źródle – pojawiło się wiele kopii energii monady Jana. Wszystko wyglądało jak rozlana mgła.
Patryk: Zgadza się. Taka chmura. Zuploadował się do chmury, nowoczesny.
Nikodem: Lecę na prawo teraz na poziomie adi. Maszyna, ogromna, przeogromna.
Teraz jak ją wyłączamy i zgniatamy, to mam odczyt aż ośmiu atomów.
Narysowałem tylko trzy na rysunku, czyli cztery ukrył. Muszę się bardziej postarać.
Patryk: Zdziwiłbym się, gdyby czegoś nie ukrył.
Nikodem: Lecę do pierwszego atomu.
O – to ma takie wielkie dyski, które się obracają bardzo szybko. Ładne.
Tylko kiedy to uwalniam z Celestialami – to się schowało w energiach, czyli „cloak”.
Bardzo silne struktury.
[po paru minutach]
Lecę do tego po lewej.
O – to karmę programuje.
[po paru minutach]
Szukam kolejnego.
Tutaj takie nawoływanie do ataków.
[po chwili]
Na przyczynie, ale mocno na lewo, schowane.
Zrobione. Szukam kolejnego.
O – na minus buddhi. Największy, jak supernowa. Bo to takie kule, ale mają orbity dookoła, jak dyski. Kręcą się i to zmienia grawitacje, dodaje mocy.
Done.
Ja to uwalniam tak: Wytwarzam pręty o wysokiej częstotliwości i wibracji. Skanuję, jakie to ma wibracje. Wbijam pręty dwa w orbitę, z lewej i prawej strony, przewlekam (jakbyś placek obracał na patelni). Potem dwa kolejne pręty w drugą orbitę – to samo, przewlekasz. Potem kula do góry ze środka, Celestiale kasują.
Patryk: Dobry sposób. Trzeba zapamiętać.
Nikodem: Tylko ta na minus atmie najgorsza.
O – bo tutaj jest karma: sztuczne pakiety karmy, podświadomości, kopie stare – wszystkich nas, ale nie tylko.
Chwila.
Całej ludzkości. On chciał nadpis zrobić wobec wszystkich istot: „nic nie zrobiłeś, wracasz do początku, kompletny reset”. Mógł to zrobić przy swoich umiejętnościach i dostępie – potrzebowałby tylko paru tygodni. Technika jaką zostawała Prawa Ręką Ciemności (dokładnie: PRC lub „Prawa Ręka Szatana”) kiedy nadpisywała kwantowo.
Muszę zacząć to uwalniać od gęstości fizycznej. Będę schodził „w dół”. Trochę to potrwa.
Patryk: Too close for comfort.
[po paru minutach]
Nikodem: Teraz kolejny. W Ziemi?
Duszo Ziemi?
Ona: „No tak, wsadził.”
Czemu?
Patryk: Bo „bók”. [Patryk śmieszek]
Nikodem: Czyli jak coś robiłem, uwalniałem, dźwigałem – to on często nadpisy musiał robić.
Aleksandra: Co za [przekleństwo].
Nikodem: Nasz układ z perspektywy gęstości subtelnych.

Patryk: Wygląda, jakby miało ściskać.
Nikodem: Dokładnie tak robiło.
Ziemia zrobiona. Teraz Wenus.
Patryk: Co on chciał tym osiągnąć? Po prostu zainfekować, bo tak? Bo mu się nie podobało, że było dobrze?
Nikodem: Niszczył jak zazdrosne dziecko. Zaburzony.
[po paru minutach]
Teraz Mars, bo Merkury i Słońce zrobione. Mars znowu: armie dookoła, nie z tego układu, nie tego świata. Cztery grupy. W planetę wsadzone energie walki, wojny. Już uwalniamy wszystko dookoła.
[po paru minutach]
Jowisz. Bardzo ciężki. Astrale u góry i na dole. Ściśnięte. Beton, skała.
Dusza planety już uwalnia, bo wycofujemy wszystko, co sztuczne.
Saturn. Dookoła takie pola metalowe, ciężkie, zatrzymane energie.
Patryk: Coś wsadzone między pierścienie.
Nikodem: Cofaj, co widzisz.
Aleksandra: Dla mnie tam jest pełno nienawiści i zazdrości. Jan zachowywał się jak zazdrosny bachor.
Patryk: Tak. Napierdziela kamieniami w zamek z piasku, bo kolega ładniejszy zbudował.
Aleksandra: Jak czytałam podsumowanie Nikodema o Janie, to faktycznie: u niego świadomość nie rosła proporcjonalnie do mocy sprawczej, do tego, co kreował.
Patryk: Moc go przerosła.
Nikodem: Moc go przerosła jak Kugę Kuchiki w Bleach. Każdy ma taki okres. Tylko… to się powinno zrobić eony temu, nie teraz.
Neptun. Tutaj są płachty odcinające, nie przepuszczające wibracji kosmicznych. Cała orbita Neptuna sieje i przykrywa. Celestiale robią.
Pluton. Biedaczek.
Patryk: Kiedyś był planetą.
[po paru minutach]
Nikodem: Musiałem sprawdzić wszystkie orbity, wokół których krążą planety. Były takie kopie: kiedy planeta mija, zaczyna się nadpis. Ziemia miała najwięcej, Mars zaraz po niej.
Ja: Teraz układ znowu się dźwiga i harmonizuje. Czemu zło tak szybko działa, tak szybko niszczy?
MN: On miał ogromne moce, umiejętności i dostęp.
Ja: Już raz była akcja „Bitwa o Neptuna”. Prowadziliśmy trzy narody – Rosję, USA i Chiny – przeciwko istotom Szatana, które weszły do układu: ich części subtelne i dusze. Wtedy wygraliśmy. Ale jak tak dalej pójdzie, mnie nie będzie. Słabo to wygląda?
MN: Nauczą się do tego czasu. Pokazałeś im.
Ja: Jak można zabezpieczyć cały układ?
MN: Tylko świadomością istot z tego układu. To, co teraz jest, i tak jest najwyższym poziomem od kiedy ten układ zaistniał.
Ja: Wyczuwam jeszcze system karmy – doczepiony. Uwalniam. Pole wokół Saturna. No tak, na do widzenia musiał odpalić.
Tutaj praca się nie skończyła. Okazało się, że Jan zrobił coś tak potwornego, że nie będę tego relacjonował. Nie dam pożywki tym, którzy chcieliby to powtórzyć. Praca trwała jedenaście godzin – od siódmej rano do osiemnastej!
Ja: Za to, co zrobił istotom w tym Uniwersum, w tym układzie, w tych gęstościach – to, co go spotkało, nie jest żadną karą.
MN: Nie jest. Ale my nie jesteśmy od karania. Oni sami niszczą się od środka.
Ja: Ładnie powiedziane, ale dla mnie to pierdolenie. Ja byłem na miejscu, więc się uleczyło. Ale układy czy miejsca, w których był – nie mają tak dobrze.
MN: Nie, ale to nie zmienia faktu. Zrobił, co zrobił, i zapłacił cenę. Największą możliwą: zaczyna swój rozwój od początku, na warunkach identycznych jak rozwój kwiatów, zwierząt czy pierwszych wcieleń w humanoidy. A pamięć zostanie. Będzie pamiętać kim był i co robił. Nie ma większej kary. Ale – powtarzam – to nie my ją nadajemy. To istota sama to sobie robi, bo tak bardzo oddzieliła się od woli, uczuć i potrzeb innych, że teraz będzie się wkluczać z powrotem do świata i istot. To najboleśniejszy proces. Zresztą – częściowo sam go przeszedłeś.
Ja: Ale mnie biali karali, sądzili, ograniczali. Nawet w tym wcieleniu – sąd przed wcieleniem, wszystko zmienione w ciele.
MN: Tak było. Ale teraz jesteś inny. Wszyscy jesteśmy inni. Wszyscy wzrośliśmy.
Ja: Nawet nie mogę opublikować jeszcze tego, co zrobił. To pewna śmierć dla wielu. Co za chuj. Nie mam słów. To efekt tego, że ludzie kompletnie nie pracują ze swoimi częściami subtelnymi i duszami. Duchowość jest w czarnej dupie, a od dwudziestu lat publikuję za darmo, powtarzam, pokazuję. Gdyby człowiek wziął za fraki swoją część subtelną lub duszę, za ryj wręcz, i popatrzył jak się zachowuje – nie byłoby takiego potęgowania karmy, śmierci i strat.
MN: Metodę międzyjaźniową stworzyłeś dopiero w 2019. Dopiero teraz pokazało się całe jej spektrum. Mimo braku narzędzi – i tak nie chcieli nic robić. Takie intencje wcieleniowe, takie plany ich dusz i monad wobec ciała.
Ja: Bo dusze i monady wiedzą, że człowiek ma ogromną moc wpływu na nie.
MN: Taką, jaką ty miałeś na mnie.
Ja: A ty – na mnie. Współpraca. Wilka i Niedźwiedzia. Oni pozostawieni sami sobie.
MN: Taki etap ludzkości. Ale krok po kroku. Drzwi zostały otwarte.
Podsumowanie
Jan okazał się nie prorokiem, nie mędrcem – ale największym sabotażystą w całym Uniwersum. Autor Apokalipsy, jedna z kluczowych postaci białych struktur. Istota, która chciała swoje plany i projekcje realizować za wszelką cenę. Nie przez walkę. Był konstruktorem o ogromnej zdolności manipulacji, kontroli i kreacji energetycznej.
Wyobraźmy sobie istotę, która urodziła się z ogromnym potencjałem: niezwykłą inteligencją, zdolnością wpływu i talentem do tworzenia struktur. W świecie ludzi nazwalibyśmy ją kimś o umyśle genialnym, ale kompletnie pozbawionym równowagi emocjonalnej. Z czasem jej moc zaczęła przeważać nad zdolnością rozumienia samej siebie. Jan stał się przykładem tego, co dzieje się, gdy wiedza i siła rosną szybciej niż świadomość, empatia i wewnętrzna dojrzałość.
- Początek choroby: rana, której nie umiał przyjąć
W jego centrum istniało jedno doświadczenie: odrzucenie. Zamiast je przeżyć i pozwolić mu pracować w tle jako impuls do wzrostu, zbudował wokół niego cały system kompensacji. To odrzucenie stało się fundamentem potrzeby kontroli, dominacji i nieustannej potrzeby „bycia ponad”. - Kompensacja zamiast integracji
Zamiast rozwijać to, co w nim niedojrzałe, Jan rozdmuchał swoją tożsamość do rozmiarów, które przekraczały jego naturalną pojemność. Możemy to porównać do człowieka, który zamiast przepracować kompleksy, buduje wielkie instytucje, wpływa na masy, tworzy systemy – wszystko po to, by nigdy nie spojrzeć w głąb siebie. - Potęga, która zaczęła pożerać własnego właściciela
Bezustannie tworzył nowe formy, kopie, struktury, wpływał na bieg wydarzeń. Zwykły człowiek zmienia swoje otoczenie, rodzinę, kilka osób. On – zmieniał świat. Nie dlatego, że chciał dobra, ale dlatego, że uciekał przed własną bezradnością. - Cień, który ogarnął wszystko
Z czasem jego działania nie były już systemami kontroli, ale czystą próbą utrzymania kruchej psychiki przed rozsypaniem. Zaczął zachowywać się jak cień samego siebie, jak ktoś, kto walczy z tym, co sam stworzył, i sam staje się tym, przed czym próbował ostrzegać. - Upadek
Kiedy struktury kompensacji runęły, okazało się, że Jan nigdy nie zbudował niczego, co dawało mu wewnętrzną siłę. Wszystko, co stworzył, było próbą przykrycia tego, czego nie umiał zintegrować:
– słabości,
– lęku przed niewystarczalnością,
– potrzeby uznania.
Upadek nie był karą, tylko konsekwencją tego, że cała konstrukcja była zbudowana na zaprzeczeniu własnej natury. - Co zostało
Po rozpadzie jego struktur zniknęła wielkość, sztuczność, twarz tyrana. Został jedynie pierwotny rdzeń: drobna, niepozorna, niewykształcona część, która uratowała się właśnie dlatego, że była najmniej „napompowana”. To ona teraz będzie budować od nowa – już nie jako władca, lecz jako ktoś, kto musi nauczyć się podstaw istnienia. Tak zaczyna się jego proces realnej przemiany, pierwszy prawdziwy w historii. - Symboliczny sens tej historii
Psychologicznie Jan jest figurą człowieka, który ma ogromną moc sprawczą, ale bardzo małe wnętrze. Im większa była jego siła, tym bardziej musiał kontrolować, manipulować i rządzić – bo nie miał niczego, co mogłoby go utrzymać od środka. Jest archetypem upadłego geniusza. Kimś, kto osiągnął wszystko „na zewnątrz”, a przegrał wszystko „wewnątrz”.
Jego los jest lekcją: Nawet największa władza nie zastąpi jedności w sobie. A każdy system, który próbuje przykryć wewnętrzne rany, w końcu zaczyna się walić – czasem w sposób niewyobrażalnie spektakularny.
To nie było starcie sił, bo wilkiem — to ja jestem. To nie było starcie geniuszów, bo ja nim nie jestem.
MN: Trochę jesteś, ale dokładniej: to było starcie bólu, z którym on sobie nie poradził, z naszym uporem, ciężką pracą i wytrwałością. Pracowaliśmy na to eony, tysiące wcieleń — i nawet teraz, w setkach światów, setki naszych wcieleń mówiły jednym głosem. Doprowadziliśmy do tego, co zmieniło się w nas i w całym Uniwersum. Teraz kolej na pozostałych: odkrywać swoje monady, duszę i części subtelne. Zdobywać to, co dotychczas przez te siły było zakryte i niedostępne. Wszystko czeka.
Po słowie
Często, kiedy mam silne emocje – a podczas całego tego dnia, tych ponad jedenastu godzin pracy, było ich naprawdę dużo – wchodzi we mnie konflikt, napięcie. I wtedy monada zawsze pokazuje mi inną perspektywę. Zawsze. To trwa już prawie dwadzieścia lat: raz ja ją dźwigam, raz ona mnie.
Tak to powinno wyglądać.
Najpierw między człowiekiem a jego częścią subtelną.
Potem między człowiekiem a jego duszą.
A na końcu – człowiek, jego dusza i monada razem.
Nie ma innego etapu.
A teraz zatrzymaj się na chwilę. Pozwól sobie to wszystko przemyśleć. I zadaj sobie jedno, bardzo proste pytanie: Co ty zrobiłbyś z taką istotą jak Jan? Co w ogóle zrobić z kimś, kto działa w ten sposób — po cichu, szeptem, zza pleców, nadpisując rzeczywistość?
Gdzie narodził się błąd, że powstał taki potwór, taka konstrukcja: potwór w białych rękawiczkach?
Szatan, Lucyfer, Aryman — tu przynajmniej wiesz, na co liczysz. Odwrócisz się na sekundę — nóż w plecy. Proste równanie.
Metatron? Wyjdzie na środek i stanie twarzą w twarz. Uderzy jak wojownik, jak przeciwnik. Przynajmniej jest linia prosta.
Ale Jan? Jan nie walczy.
On zmienia wszystko dookoła ciebie: twoje pola, los, ścieżki, przestrzeń, świat.
Nigdy nie uderzy wprost — tylko w fundamenty.
Nigdy nie wejdzie w konflikt — tylko w system.
Nigdy nie zapyta — tylko nadpisze.
Więc jak radzić sobie z takimi istotami? Co z nimi robić? I – co najważniejsze – gdzie naprawdę leży rozwiązanie? To pytanie zostawiam tobie.
To, co zaszło, zaszło, bo taka jest nasza świadomość. Na tym etapie tyle mogliśmy zrobić — i zrobiliśmy wszystko. A ty też: dawaj z siebie tyle, ile potrafisz dzisiaj. Jeden mały krok. Jutro kolejny. Nie po to, żeby być kimś wielkim, ale żeby być lepszym dla siebie i dla innych.
Jesteś tutaj, bo byłeś potrzebny. Taki, jaki jesteś.
Pozdrawiam
Nikodem
