Kochani,
Tak dużo działo się w ostatnich czterech miesiącach, że nawet nie wiem, jak to opisać, jak to ująć w słowa. Technicznie — powtórzył się Cień bogów, a każdy, kto czytał tę książkę, wie, co zostało tam opisane i jak ważne było to doświadczenie dla wszystkich nas. Tym razem jednak skala wydarzeń była znacznie większa, głębsza i szersza. Nie spodziewałem się, że coś podobnego się powtórzy — ale byłem już inny, działałem inaczej, miałem inną świadomość. I nie byłem sam. Zacznijmy od początku.
Stworzyłem definicję Uniwersum, która brzmi: „Uniwersum to duchowa przestrzeń, zawierająca wiele gęstości subtelnych — ich liczba zależy od konkretnego Uniwersum. Każde Uniwersum obejmuje w sobie fazy, częstotliwości, przesunięcia, światy alternatywne, kwantowe odbicia oraz niezliczone wszechświaty — zarówno materialne, jak i niematerialne. Do takiej struktury schodzą tryliony cząstek ze Źródła, które przyobleka się w ciała monad, a te następnie wydzielają dusze. Samo Uniwersum można postrzegać jako bańki lub jaja — formy, do których schodzą cząstki ze Źródła. Wszyscy obecnie żyjemy w jednym Uniwersum, lecz istnieją też inne. Przejścia między Uniwersami niemal nie istnieją.”
Wygląd naszego Uniwersum w przekroju:

Prawie cztery miesiące temu, po uwolnieniu Metatrona — co opisałem w Prometuszu — pojawił się temat istoty, którą nazwałem STE. Ona kontrolowała całe Uniwersum. Lekcja była przeogromna, bo przechytrzyła nawet najstarsze monady naszego Uniwersum. Tym razem jednak doświadczenie przerodziło się w walkę o życie, bo STE potrafiła materializować się wewnątrz Uniwersum, mimo że system zarządzania znajdował się „poza”.
Dopiero uwolnienie STE pozwoliło zająć się istotami takimi jak Lucyfer, Szatan, Biały i Sandalfon — oni szczególnie byli powiązani z mechanizmem kontroli w tym Uniwersum. Po całej pracy nad nimi i ich siłami wydarzyło się coś zupełnie nowego, niespodziewanego — przynajmniej dla mnie — ich Nadjaźnie wchłonęły je w całości i przeniosły do innego Uniwersum.
Zanim jednak do tego doszło, przez długie miesiące trwała codzienna praca — dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, bo ciągle coś, ktoś, kolejny atak. Dla czytelników Cienia bogów ten opis będzie pewnie bardziej czytelny i zrozumiały, bo to ta sama dynamika, tylko w większej skali. Piszę o tym, ponieważ wszyscy — jako istoty tego Uniwersum — dostaliśmy swego rodzaju „naganę”, jeśli można tak to nazwać. Pstryczek w nos od istot, które nazywam Opiekunami Uniwersów.
Są to istoty, które zakończyły cykl istnienia w swoim Uniwersum (a często i w wielu innych). Ich budowa przewyższa monado-nadjaźń. A ów pstryczek brzmiał prosto: „Jak długo jeszcze?”
Chodziło o to samo, co zaczęło się już w Cieniu bogów: grupka istot odcięła dostęp monadom do Źródła, a duszom — do własnych monad. Cała praca trwa w istocie od piętnastu lat, a ostatnie sześć — szczególnie intensywnie. To one trzymały pieczę nad większą częścią naszego Uniwersum.
Wróćmy jednak do opisu Uniwersum, bo wiele z naszych dusz, a nawet monad, wciąż nie rozumie skali tego, gdzie istniejemy, w czym istniejemy i po co w ogóle tu jesteśmy. Naprawdę — niezliczone ilości istot, dusz i monad, zawiesiły się na systemie hierarchicznym, czyli władzy, mocy, kierowaniu, władaniu — niemal jak bogowie. Dzieje się tak, ponieważ te istoty utkwiły w cywilizacji Typu I. Już wyjaśniam.
Rosyjski astrofizyk Nikołaj Kardaszew stworzył skalę klasyfikującą cywilizacje pozaziemskie (a potencjalnie także ludzką w przyszłości) według poziomu wykorzystania i kontroli energii.
Wyróżniamy kilka poziomów:
- Typ I — cywilizacja planetarna
Potrafi w pełni wykorzystać energię dostępną na swojej planecie: geotermalną, wiatrową, słoneczną, wodną. Szacunkowo: ok. 10¹⁶–10¹⁷ W. Ziemia obecnie osiąga ok. 0,73 w skali Kardaszewa (według szacunków Carla Sagana). - Typ II — cywilizacja gwiezdna
Wykorzystuje całą energię swojej gwiazdy, np. poprzez tzw. Sferę Dysona — hipotetyczną strukturę otaczającą gwiazdę i zbierającą jej energię. Szacunkowo: ok. 10²⁶ W. - Typ III — cywilizacja galaktyczna
Kontroluje energię całej galaktyki — bilionów gwiazd. Szacunkowo: ok. 10³⁶ W. Może przemieszczać się między gwiazdami, manipulować czarnymi dziurami, tworzyć struktury na skalę galaktyczną. - Typ IV — cywilizacja, która wykorzystuje energię całego Wszechświata.
- Typ V — cywilizacja kontrolująca multiwszechświaty, istniejąca na poziomie metafizycznym, poza czasoprzestrzenią.
Dusze i wiele istot, które zeszły do tego Uniwersum — to ponad 80 procent wszystkich — kierują większość swojej energii, uwagi i czasu w stronę cywilizacji Typu I-II. Robert Monroe nazwał to „uzależnieniem od bycia ludzkim ćpunem”. W takich cywilizacjach dominuje mózg biologiczny, instynkty i zachowania zwierzęce, które w ogromnym stopniu wpływają na zachowania dusz, a nawet monad.
W jaki sposób?
Każde wcielenie jest przez duszę i monadę wchłaniane — choć zachowuje świadomość, rzadko utrzymuje tożsamość. Wyobraźmy sobie teraz tysiące wcieleń w cywilizacjach Typu I, II, III. To kształtuje monady, dusze i matryce niższych gęstości. Istota zaczyna utożsamiać się z tym, co przeżyła niżej — z grą aktorów, maskami, kłamstwem, manipulacją, pasożytowaniem, walką o miejsce w Hierarchii Dominacji. Takie istoty — jak dzieci, które biorą z domu wzorce jako swoje wyposażenie — budują własne imperia. A potem, jak Sandalfon, Biały czy Lilith, mówią: „jestem kreacją”, „jestem bogiem”, „jestem matką wszystkiego”, „jestem ojcem wszystkiego”.
To już zaburzenie, które wykracza poza narcyzm i megalomanię.
Takie istoty tworzą systemy, religie, szkoły, zakony — od eonów, od świata do świata. Inicjują przez cały cykl istnienia danej struktury — wcielają neutralne cząstki, monady i dusze — a te, z powodu wieku i braku świadomości, ulegają, zasilając swoich „bogów”. W niektórych przypadkach mówimy o bilionach istot zależnych tylko od jednej monady i jej duszy. To właśnie stworzyło w naszym Uniwersum brak równowagi — masa istot się odkształciła.
Dlatego nagle w naszej przestrzeni pojawili się Opiekunowie Uniwersów. Ich siła i skala — przerażająca. Ale to na naszych barkach spoczęło posprzątanie tego bałaganu. Przed nami — dźwignięcie każdego zakątka światów, które upadły.
Wróćmy jednak do władzy, Hierarchii Dominacji, walki o stołek i przywództwa. Wiele monad wciąż nie rozumie, że system białych i ciemnych (piekieł) służył wyłącznie dualizmowi (patrz: Poza Dualnością) — i tylko tym, którzy stali na szczycie Piramidy. Z największym z wojowników — Michałem.
Ten skurwysyn (Yamamoto z Bleach) zabił, unicestwił od początku, z ręki Białego, biliony istot. Na jedno skinienie. Dlatego może powstanie jeszcze opis pt. Totalna wojna z białymi i ich hegemonią.
Jeśli już używamy skali mocy — w Prometeuszu o Metatronie napisałem, że „gość” miał zbiory z dziesiątkami miliardów kwantów energii. Dla porównania: cała energia wyciągnięta z tej planety przez wszystkich najbogatszych razem wziętych — to kilka miliardów. Tylko lub aż. Ale skala niektórych istot była zupełnie inna. Sama moc Michała, jego „świętego ognia”, według wyliczeń monad, wynosiła ponad 120 trylionów kwantów. Istniały specjalne gęstości stworzone w Uniwersum wyłącznie do podtrzymywania tego wiecznego ognia — całe przestrzenie od eterycznej aż po poziom adi, zbudowane tylko dla tej jednej funkcji.
Ale nie to jest najważniejsze, bo — co najśmieszniejsze w tym wszystkim — już w 2008 roku narysowałem skalę Uniwersum i Źródła. Nikt nawet o tym wtedy nie śnił. A w tym roku temat powrócił.
Popatrzmy na rysunek:

Nasze Uniwersum (MY) — zaznaczone na różowo i fioletowo.
A teraz spójrzmy na Uniwersum, gdzie napisałem „Tutaj” (na niebiesko).
W skali od 1 do 10 nasze Uniwersum ma zaledwie około 3,5 w masie, natomiast „Tutaj” jest mniej więcej sześciokrotnie bardziej masywne (choć mój antytalent plastyczny pewnie tego nie oddał).
To właśnie z naszego Uniwersum do „Tutaj” została przeniesiona jedna z istot z „Bandy Dwunastu”. Dlaczego tam? Ponieważ tamte istoty są znacznie większe i bardziej doświadczone niż największe monado-nadjaźnie w naszym Uniwersum. To jak porównanie słonia i kota. Kot jest większy od myszy, ale nie od słonia.
Kiedy Nadjaźń, która została tam przesunięta, ponownie się wydzieli — do poziomu monad i dusz — zacznie się wcielać w nowym miejscu. Tam jednak nie będzie już możliwości, by grać rolę: „jestem bogiem”, „jestem ojcem wszystkiego”, „jestem matką wszystkiego”. Uniwersum jest po prostu „za stare”, zbyt bogate w doświadczenie, zbyt świadome. Tak stało się z Lucyferem, Sandalfonem i Białym – każdy z nich poszedł do innego Uniwersum.
Piszę o tym wszystkim, by przemówić do rozumu tym istotom, którym w głowie wciąż tylko: władza, moc, potęga, walki, magia, bycie wybranym, walka o miejsce w Hierarchii Dominacji — czy to fizycznej, czy duchowej, w skali dusz i monad. Po to powstała technika przebudów — żeby pomóc swojej duszy i monadzie. Ona zdejmuje z istoty ciężar tego, co karmiczne, rozbite, stare i dualne. Dźwiga to, co już nie służy, i otwiera drzwi do tego, co dotąd było niewidoczne — właśnie przez poziom ewolucji. Dlatego też istnieje metoda międzyjaźniowa — żeby zbliżyć człowieka do jego części subtelnych, a później do duszy, a może nawet monady. To wszystko już jest, ale są tacy, którzy wciąż walczą, uciekają. Dla nich powstały istoty nazywane Celestialami — choć nie mylić z ich popkulturowym odbiciem z Marvela. To istoty regulujące galaktyki z matematyczną precyzją, a jednocześnie potrafiące anihilować całe armie liczone w milionach. Niestety, nie obyło się bez tego — bo kiedy ciemni i biali wystawiali miliardy… co za parodia. Co za shitshow.
Proszę to zrozumieć: istniejemy na wypizdowie — nie w sensie kosmicznym, materialnym, galaktycznym — ale duchowym i energetycznym w którym zawiera się kosmos.
Po uwolnieniu istoty STE, która kontrolowała całe Uniwersum jak maszyna, jak AI/SI, przestrzeń się rozszerzyła. Całe Uniwersum zaczęło rosnąć, rozkwitać, tworzyć niezliczone nowe światy o nowych wibracjach. Bo Uniwersum jest jak drzewo z winogronami — ma wzrastać i przynosić owoce. Ale ten owoc, patrząc na obecną budowę gęstości subtelnych, często nie przynosi wzrostu — albo jest on minimalny.
Stąd tak wielkie poruszenia, potężne, nie do zatrzymania.
Pola białych — przebudowane.
Pola piekieł — przebudowane.
Miliardy istot — przebudowane, ich monady i dusze oczyszczone.
Niektórzy zostali całkowicie skasowani — rozproszeni do cząstek Źródła. Pozostawiono tylko najmniejszą cząstkę, z której się wyłonili. Ale to nie był pełny powrót do Źródła, ponieważ doświadczenie wypracowane w niższych gęstościach nie zawierało jeszcze wystarczającej masy, by cząstka mogła wzrosnąć do poziomu Nadjaźni. Niektórym nawet tego nie udało się osiągnąć — tak silnie byli zespoleni ze swoimi „bogami” lub tak głęboko zatopieni w swoim zaburzeniu i jednostronnym doświadczeniu.
Można więc powiedzieć, że skala zła przekroczyła możliwości naprawy dla istot w tym Uniwersum. Ziemia jest jedynie małym odbiciem tego szumu. Była pułapką dla Bandy Dwunastu i ich pomocników. Jak pisał Rudolf Steiner — Aryman będzie musiał się wcielić. I miał rację. Zapomniał tylko o pozostałych. Bo Ziemia to nic innego, jak wielki zbiornik podświadomości zbiorowej — cień tych istot. Co opisałem dokładnie w Poza Dualnością i Cień bogów.
Zakończenie
Istnieją zakątki Uniwersum, nawet naszego — w których przestrzenie, światy i istoty tam żyjące nie ulegają już dualizmowi. Nie ma tam cywilizacji Typu I–III, nie ma gry Hierarchii Dominacji. Ciała i formy świadomości są wolne od wpływu podświadomości. Tam się po prostu istnieje, współistnieje, współtworzy. Nie ma „wyżej” i nie ma „niżej”. W takich przestrzeniach nie da się kłamać — bo jeśli kłamiesz, przestajesz istnieć. Jest tylko jeden stan: teraz.
Jeśli więc wiesz, że takie przestrzenie, gęstości i strefy istnieją — zadaj sobie pytanie:
„Co ja tutaj robię?”,
„Co do jasnej cholery robię w tym miejscu?”,
„Gdzie ciągnie moją monadę i duszę? Szukają władzy, mocy, piekieł, kontroli? Więcej, szybciej, silniej? Być wybranym, być kreacją, być bóstwem?”,
„Co cię tutaj sprowadziło?”.
Czemu „bogowie” się tam nie wcielają? Czemu nie walczą tam za idee, państwa, wartości, za człowieka? Czemu nie rozsiewają swoich „boskich nauk” i mocy? Czemu nie kumulują miliardów i trylionów energii? A widzisz — bo nie mogą. Nie da się. Są za mali. Tam świadomość jest zbyt wysoka, nikt nie nabiera się na ich głupotę i chorobę psychiczną, rozsiewaną po całym istnieniu jak wirus.
Myślałem, że JHWE jako Enlil, Metatron jest najbardziej psychopatyczny, ale to było dziecko przy skali Białego, Lucyfera czy Lilith. Naprawdę — wydarzyło się w ostatnich czterech miesiącach tak wiele, że nawet nie wiem, od czego zacząć… ani jak skończyć. Ale nigdy więcej.
Około osiemdziesięciu procent całej pracy, jaką wykonałem w ostatnich miesiącach, polegało właśnie na pracy duchowej — choć to ciało oberwało najmocniej. Musiałem często odmawiać innym lub przesuwać terminy, bo coś nagle się działo — wydarzenia o skali, która była jedną apokalipsą po drugiej. Do tego doszły tematy fizyczne i materialne, które dały o sobie znać jak nigdy dotąd. Zemsta — to może zbyt duże słowo, ale jeśli ktoś miał moce, a Oni — jako siły — mieli możliwości… cóż.
Na koniec zapiszę słowa mojej monado-nadjaźni — te, które wypowiedziała po zakończonym maratonie i po własnym wzroście w rolę Opiekuna Uniwersów:
Ja: Wiem, czemu chciałaś, żebym to ja rozmawiał zawsze z tymi monadami.
MN: No…
Ja: One mnie traktowały jak „słabego człowieka”, „idealistę”, „biały korek”, „ofiarę”.
MN: Zgadza się. Ale też miałeś w sobie to, co zjednuje — słuchałeś ich historii, prosiłeś, tłumaczyłeś.
Gdybym ja to robiła — od razu uruchamiałby się mechanizm obronny.
A kiedy to robi ktoś z najniższej gęstości, jeszcze z takiej ciemnej i ciężkiej planety jak Ziemia — reagują inaczej, bo wiedzą, co przeszedłeś. Może nie szanują, ale w głębi serca wiedzieli, że dużo przeszedłeś. Każdy człowiek na Ziemi dużo przeszedł. Dlatego każdy człowiek na Ziemi jest tak szczególny i cenny. Cenny dla dusz, dla monad i dla całego kosmosu. Wszystkim ludziom my — monady i inne istoty — dziękujemy, bo dzięki wam mógł się zakończyć pewien cykl.
