Home Białe i czarne - poza dualizmem Wolność od karmy, grzechu i czci wobec innych

Wolność od karmy, grzechu i czci wobec innych

by admin

Opracowanie składa się z trzech części:

  1. O Anunnakich i innych bogach
  2. Archonty i istoty Saturna
  3. Wolność od karmy, grzechu i czci wobec innych (obecny)

Modlisz się do innej duszy, do innej istoty, która pochodzi z tego samego miejsca, co ty. Jesteśmy wyuczeni – i wiele nurtów, ścieżek potęguje tylko te odczucia i nawyki – błagania, proszenia, modlenia się, afirmowania. Następnie w konsekwencji oddajemy swoją wolę w obce ręce, a nasze działanie zostaje wzmocnione umartwieniem, biedą, akceptacją cierpienia, poświęceniem, żalem, smutkiem. I nieraz dzieje się to tylko dlatego, bo zawierzyliśmy innej duszy, która powiedziała – sama będąc pod wpływem białej lub czarnej filozofii – rób tak, a nagrodzę cię, odpuszczę ci, zbawię cię, tak staniesz się lepszy, a może nawet się oświecisz. Faktycznie, cierpienie odrywa od zauroczenia światem, uwalnia zawieszone zmysły, niesie pokorę i zastanowienie, ale dawno przekroczyliśmy próg cierpienia, przekroczyliśmy próg bezsilności i oddawania swojej mocy sprawczej w cudze ręce. Jezus, Budda, Kriszna czy reszta ekip, takich jak Śiwa, Brahma nie są lepsi od ciebie, nie są mądrzejsi, doskonalsi, ponieważ dostałeś takie same narzędzia, takie same ciało. Może masz inną duszę, mniej razy się wcielałeś, ale wyzwania, zadana śmierć, wszelkiej maści błędy są proporcjonalne do twojej mądrości i wiedzy. Problemem jest, że sobie nie ufasz, podważasz swoją wartość, nie potrafisz przyjąć, stale porównujesz się do tych istot, do tych odbitych archetypowo postaci – mitów, bo takie ma to działanie dla naszego mózgu, podświadomości, dalej ma to wzbudzić podziw, zachwyt, świętość, winę, co pięknie pokazali Anunnaki i ich Melam. Tym działaniem cofamy się i patrzymy w niebo zamiast w siebie i własne serce. Ci mistrzowie, lepsi lub gorsi, zaburzeni lub uwolnieni, nigdy nie mieli prawa cię rozgrzeszać, karać, osądzać, kierować w jedno lub drugie miejsce, dodawać ci karmy, dyktować wcieleń. Ty im dałeś to prawo, ty zrzuciłeś swoje na ich barki, ty przed nimi klękałeś, bo tak się nauczyłeś, zamiast zastanowić się: „Co ja mogę z tym zrobić, co chciałbym poznać lub rozwinąć w sobie?”.

Powiem coś, co może cię poruszy albo strzeli w twarz. Co to za pomysł, by jakaś tam inna dusza wcielała się i miała zajmować się twoimi sprawami, rzeczami, sumieniem, zbawieniem? Co to w ogóle za pomysł, by inna istota pokazywała ci, jak masz żyć, myśleć, co jest dobre, a co jest złe? Co to za pomysł, by modlić się do innej istoty, czcić ją czy szukać mesjaszów? A gdzie twoje rączki, główka, serce, moc sprawcza? Zakopane w ogródku czy sprzedane na targu za ćwiartkę wódki? Aż tak leniwy jesteś, aż tak bardzo nie kochasz siebie i jesteś dla siebie tak bardzo obcy? Czy nie jest tak, że więcej wiesz o Budzie i Jezusie niż o sobie samym? Więcej czasu poświęcasz na modlitwy w kierunku innej duszy i jej struktur duchowych niż na rozmowy z własną duszą, niż na poznawanie siebie, swoich chciejstw, emocji, realizacji celów. Przecież to ty sam doprowadziłeś siebie tu, w to miejsce, w ten czas, w to ciało. Czy przez twoje meridiany nie płynie energia różnej maści mocy prosto ze zbiorników, w miejsce twojej własnej, pierwotnej, nieobciążonej? Odpowiesz że nie masz żadnej energii. Masz, zawsze ją posiadałeś, tylko rozdałeś różnym bogom na niebie, mistrzom w nieprzytomnych aszramach, wyciągnąłeś z siebie i oddałeś na stole ofiarnym. Za garść czego to zrobiłeś? Oczywiście, istnieje wyzwanie dla dusz bawiących się w bogów dla młodszych, u Anunnakich, stąd pomysły u nich na karmę, grzech, podświadomość, wymazywanie pamięci. Takie tam dzieje, by uzależnić od siebie i zatrzymać (Biały), egzekwować i utrzymywać (Jan), ujarzmić i zastraszyć (Enlil/Metatron), podważyć i podporządkować (Ninhursag/Yavanna), wziąć na siebie i zjednoczyć się (Enki/Jezus), zbydlęcić (Aryman), oświecić (Lucyfer), zdeprawować (Szatan). Jako istoty indywidualne i istoty zbiorowe dawno wyszliśmy poza szkoły i filozofie tych istot, poza ich ramy, niekiedy bardzo wąskie i niepraktyczne.

Czy mówimy o ścieżkach religijnych i filozoficznych Wschodu i Zachodu, o ich prądach, nawet szkołach misternych i tajemnych, zawsze mamy do czynienia z tymi samymi istotami, tymi samymi Anunnakimi, archaniołami lub Wielkimi Smokami ukrytymi pod różnymi imionami. Ludzie na początku IX wieku zaczęli masowo odchodzić od kościoła. Widać pewne tendencje nawet u uczniów Lucyfera, czyli wśród teozofów, a co dopiero ukrócił Rudolf Steiner w swojej antropozofii. Teozofowie zaczęli wychwalać Białe Bractwo, czyli tzw. mistrzów wniebowostąpionych, którzy mieli zejść na ziemię. Jak sobie popatrzyć na malowidła tych mistrzów – wszyscy jak jeden mąż mają inicjację Chrystusową, ale i ciemne wnętrze. No dobrze, i czy taki mistrz pojechałby do Bejrutu, Libii, Chin? Jak długo by tam pożył? Pewnie nie dłużej niż Osho w Ameryce. Teozofowie mimo świetnych zdolności jasnowidzących nie kontaktowali się ze sobą, ze swoją duszą (co w swoich pismach nazywali greckimi bogami), nie pracowali nad sobą poza przestrzeganiem pewnych norm, rytuałów, zasad, które wzmacniały tylko gadzi mózg. Jedna z teozofek, Alicey Bailey po założeniu firmy Lucifer Trust i ślubie z wysoko wtajemniczonym masonem, jest uznawana za założycielkę ruchu New Age. Wiedza dotąd ukryta w szkołach misternych, tajnych stowarzyszeniach, a przetłumaczona przez Bławatską, stała się dostępna, ale implozja nastąpiła dopiero przez ruch New Age. Głównymi pracami przedrukowywanymi do gazet były opracowania dotyczące mistrzów na nieboskłonie i karmy, odpracowywania karmy. Zastanów się nad tym, co tu się stało! Ludzie, którzy odeszli od kościoła, czyli grzechu, niegodności, winy, modlitw do innych istot, zaczęli modlić się do mistrzów oświeconych, wniebowstąpionych, zaczęli zajmować się karmą, reinkarnacją, oświeceniem i również szukaniem wschodnich guru. Człowiek wyszedł z kościoła, ale nigdy go nie uwolnił ze swojej głowy. Problemem nie jest mentalność stada, wyzwaniem jest uświadomienie sobie, że NIGDY NIE BYŁO ŻADNEGO GRZECHU I KARMY, NIE BYŁO ŻADNEGO ZBAWIENIA I OŚWIECENIA. Oświecenie i zbawienie jest zawieszeniem (oczywiście z uwolnionym ego, ciałem bolesnym) świadomości w konkretnej gęstości subtelnej (głównie atmanicznej i anupadaka). Inicjatorami filozofii i religii na Wschodzie i Zachodzie – jak już wspomniałem – były te same istoty, ci sami Anunnaki, archanioły – a może gady (śmiech). Przede wszystkim chodzi o to, aby twoja świadomość swobodnie przechodziła przez gęstości subtelne we wszystkie strony i przestrzenie; abyś pamiętał, skąd pochodzisz, jaka jest twoja wibracja pierwotna, gdzie jest twój dom, twoi pierwotnie bliscy. Jeszcze raz powtórzę: nigdy nie było żadnej karmy ani żadnego grzechu i pisałem o tym już ponad dekadę temu, kiedy zamieściłem opracowanie o Systemie Karmicznym wraz z jego wykresem. Jeśli nie ma tego, o czym mówimy, to powiedz mi, co ty właściwie robisz? Do czego dążysz i gdzie tak pędzisz? A raczej, za co się tak karzesz? Mówi się, że jedno wcielenie duszy na tej planecie jest jak tysiąc gdzie indziej. Dodam inną informacje: uwalniać się z błędnych filozofii, praktyk, zależności nabytych tutaj, uwalniać się od bóstw, bogów, Anunnakich możesz równie długo. Są dusze, które nie potrafią się uwolnić z tego systemu przez różne zależności z archontami podającymi się za przewodników, anioły kodujące im myśli przyjmowane jako swoje, żerujące na wzorcach i słabościach, ale też wykorzystujące wewnętrzne „naiwne dobro”, albo jeśli nie działa, to mamią kolejnymi wizytami w Paryżu. Istoty te są więźniami, ale o tym mało kto mówi. Dusze mają zaplanowane wcielenia na tysiąc lat do przodu – no przecież podpisałeś tu umowę, tam glejt. Żadne umowy i żaden pakt nie mogą być postawione ponad miłość, wolność i wybór – wycofuj z nich energię.

Ten system, ta przestrzeń, te wariacje planetarne ustalają takie prądy i ścieżki, pola, odciski kwantowe. Człowiek zamienił grzech na karmę. Wcześniej tyle było bólu i cierpienia, bo przodkowie zgrzeszyli, teraz jest jeszcze więcej bólu i cierpienia, ale osobistego: bo ja zrobiłem, bo ja byłem zły, bo ja tyle mam do naprawienia, spłaty i wyrównania. Wyjdziesz z tego systemu, kiedy zrozumiesz, że finalnym bossem nie jest zmierzenie się z władcami karmy, archontami; to nie mierzenie się ze swoją przeszłością, domniemaną winą, ale nauczenie się miłości wobec i dla siebie, z nauką podnoszenia swojej wibracji, która daje radość, zadowolenie, szacunek, także akceptacja swojej mocy sprawczej i kreacji samego siebie. Nie mówię jednak o prawie przyciągania i prawach huny, które zostały ludziom przedstawione jako narzędzia kreacji. Przecież to nie ma nic wspólnego z kreacją, bo nie jest tak, jak chcesz lub sobie wyobrażasz, tylko tak, jak czujesz i poczułeś wcześniej. Jak kreować, kiedy moc sprawcza została skierowana na bogów z Olimpu, na zasilanie ich kreacji, planet, systemów, metod, sposobów myślenia? Jak czakram sakralny (święty) został zablokowany wstydem, uniżeniem, niegodnością – szczególnie u kobiet. Musimy nauczyć się ponownie wierzyć w siebie, zdawać sobie sprawę z gier i manipulacji związanych z winą i karą, pamiętać, że to ty stawiasz inne byty, istoty, szczególnie dusze ponad siebie; to im bardziej ufasz niż sobie. Tak może jest łatwiej, bo stoisz za silnymi, złotymi plecami, ale nigdy nie wiesz, co tak naprawdę wiesz i potrafisz, kiedy stoisz w cudzym cieniu i słyszysz, kim jesteś, jaki jesteś, jak masz żyć i co robić. Musisz wyjść, zrobić krok do przodu i przekroczyć próg iluzji i współzależności. Przede wszystkim uwolnić umysł od wdruków, przekonań, jakie od wielu już żyć przyjmowałeś za prawdę.

Zawsze chodziło o samozastanowienie, autorefleksje, która pozwalała uczyć się na błędach i wyciągać wnioski. Ale jeśli ty wierzysz, że ktoś za ciebie wisząc na krzyżu, podniesie twoją świadomość, że ktoś siedzący pod drzewem uwolni cię od twoich własnych demonów, to jesteś w błędzie. Nigdy nie byłeś grzeszny, zły, niegodny, uwierzyłeś jednak że istnieje grzech lub karma i zasługujesz na karę, dlatego przyjąłeś ścieżkę winy, pokuty, długu. Nowa postawa brzmi: „Jakie błędy popełniłem i jak z tego wyszedłem, jak sobie z tymi uczuciami poradziłem, jaką formę pomocy przyjąłem, jakie ostatecznie wnioski wyciągnąłem?”. Tam gdzie system i bogowie wrzucali na twoje barki obciążenia obce, przeszłe lub wartości, jakie sami uważali za ważne; uczyli cię kajać się, modlić, przepraszać, tam gdzie Lucyfer wyłączał uczucia i wzmagał pewne ośrodki percepcji, modyfikował sumienie, tam gdzie Aryman gromadził masy i traktował je jak bydlęta bez duszy – człowiek nauczył się czuć winnym, źle, nie kochać siebie, być w stałym rozdzieleniu pomiędzy sobą i sobą subtelnym. Stała krytyka, zgniatanie, drenowanie serca, atak na wrażliwość, walka o zasoby, oddawanie własnych energii i mocy, bo dusza przez błąd, winę wolała się ukarać, zaszyć i oddać w ręce mistrza, narcyza, kata. Ten system nie rozwiązał żadnych problemów, jeszcze je spotęgował, bo tam gdzie zaczynamy bawić się miłością i ją modyfikować, zawsze mamy do czynienia z ego, a kiedy z ego, to i z oceną. Teraz musisz nauczyć się akceptować białe i czarne postawy w sobie (a najważniejsze: nie rozdzielać ich ani nie dzielić w sobie, przestać myśleć dualnie) – nie czerpać wiecznie z tych postaw zysków, być gotowym zrezygnować z tronów, jakie zbudowałeś na bazie tych zasobów, tej gry; wszystkie odczucia w ciele bez wstydu, strachu przed oceną – przyjmujesz, bo są twoje i wymagają konfrontacji, ale osobistej, wewnętrznej, przyjacielskiej, a nie systemowej i sądowniczej przez nakazy i fałszywe prawa. Nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że chcesz, bo widzisz w tym rozwój, samodoskonalenie, poszerzanie swoich granic mentalnych, uczuciowych i energetycznych.

To ten świat nauczył cię chować się, wstydzić, porównywać, bać się osądu i Sądu Ostatecznego, bać się karmy i władców karmicznych, bać się bogów, Anunnakich, archaniołów, archontów i przede wszystkim bać się samego siebie. Wstań z tych umorusanych kolan i nie czcij innej duszy, innej wyższej jaźni, nieważne jak fajne kawały opowiada i ile mądrości ci sprzedaje. Skup się na sobie i podziękuj im za to, co mieli lub ci dali, czego cię nauczyli. Często nieświadomie, a może i taką cenę teraz płacisz, uczestniczysz w ich wojnach, teoriach, spiskach, krucjatach, sektach wzmacniając ich syndrom boga. Czemu uczestniczysz w ich życiu, pociąga cię ich blask, sława, przebojowość, wglądy, jasnowidzenie, emanacja energetyczna, całuny bogów i bogiń? Przecież większość tego nie stało nawet koło prawdy. Zdejmij ten kamień ze swojej podstawy i belkę znad głowy, przecież twoje życie, rozwój i świadomość tego nie zna, bo nie ma granic. Jeśli tak jest, to czemu sobie sam stawiasz granice porównaniem z innymi i przyjmowaniem ich własnych sposobów postrzegania? Często nawet nie wiemy, że nasza myśl nie jest wolna, a wyuczona, wytresowana, pięknie wsadzona w ramy tego lub tamtego mistrza, tej lub innej szkoły.

Zamień modlitwę na rozmowę z samym sobą; zamień błaganie i proszenie na obserwację siebie, swoich nawyków, emocji, wzburzeń, niechęci. Nie mówię, że masz od razu rozmawiać ze swoją duszą i z nią pracować, bo jak kontaktu i zainteresowania brak, to często staję się to wymówką do nicnierobienia. W relacji z sobą samym jesteś przez całe życie, ale trzeba się nauczyć pracować nad sobą, podważać swój punkt widzenia, osądu, mniemania. Nie bać się tego, co w nas samych, nie bać się mroku i stłumionego światła. Ci, których podziwiasz, nie są tacy doskonali i święci, jak myślisz że są. Miałeś tylko swoją wiarą utrzymywać ich status quo. Nie wolałbyś swoich starych przyzwyczajeń zamienić na poznawanie siebie bez podświadomego porównywania do archetypów, mitów, legend, historii, czyli z radością w sercu przeć do nowego i tego, czego boisz się w sobie i przed czym odwracasz wzrok? Skup się na czymś, czego się boisz, myśl o tym cały dzień i pozwól, aby twoja własna podświadomość pokazała ci to w formie snu. Działaj tak przez kilka dni, a zobaczysz, że w końcu to, przed czym tak odwracałeś wzrok, okazuje się nie takie straszne, jak myślałeś, że jest. Stań się swoim własnym bohaterem. Mówię teraz o dorosłości, o byciu człowiekiem świadomym swoich mocnych i słabych stron. Musisz działać, bo kiedy czekasz, wierzysz, że coś zejdzie z nieba, spadnie niczym manna, ktoś już zrobił za ciebie robotę. Jeśli uważasz, że wystarczy tylko wierzyć, trzymać się dekalogu Anunnakich, gadać z obcymi duszami czy wyższymi jaźniami (nazywaj je, jak chcesz) to nic się nie zmieni; będziesz trwał, bo system archontyczny, czyli system karmy razem ze swoimi podsystemami społecznymi, zawodowymi, religijnymi opiera się na wiecznym trwaniu i zgodzie na pasożytowanie tych, którzy nic nie robią ani nic nie wytwarzają. Oni tylko pięknie wyglądają i pięknie gadają.

Zakończenie

To nie system karmy i grzechu zmieni cokolwiek w tobie. To nie porównywanie i próba osiągnięcia tego, co Jezus lub Budda, bo są to poprzeczki mitologiczne, fantastyczne, urojone w które miałeś bezwzględnie wierzyć, podziwiać ich i czcić. Ty masz osiągnąć swoją pełnię, nie porównywać się do nikogo ani niczego, szanować siebie i innych, rozwijać, pracować nad sobą, zmieniać stare nawyki, uwalniać i rezygnować, ale też wyznaczać własne realistyczne cele życiowe, wcieleniowe, kreacyjne. Tak, ta planeta zmaga się z historiami odciśniętymi przez Lucyfera, Arymana, Metatrona, Białego, a nawet tych, których trzymasz w sercu miłością wyobrażeniową. Mocno ich filozofie i prawa dały w kość istotom tu żyjącym, mocno mogły zwichrować co słabsze i wrażliwsze dusze, ale zawsze pamiętaj: skąd pochodzisz, kim jesteś i nie przyjmuj na ślepo tego, co świat ci daje i wciska, nigdy nie klękaj, kiedy potrafisz chodzić. Największym darem nie jest samo życie, bo musielibyśmy do tej definicji dodać termin istnienia. Największym darem jest twój rozwój i uwalnianie wszelkich zależności, ale też umiejętność powiedzenia jednemu bogowi, Anunnakiemu, archontowi: wyjdź, skończ, nie gramy już w tej samej lidze, nie buduję twojego. I nawet jak trąby powietrzne zobaczysz, pięknie święcącego anioła, poczujesz błyskawice niczym Summerowie Melam, nie ulegasz szantażom, bo powrót do starego oznacza śmierć dla ciała i duszy, szczególnie dla ducha. Jesteś równy wszystkim istotom, starszym i młodszym, ale różnią cię od nich twoje unikatowe odcienie, które mają takie samo prawo być na wierzchu i błyszczeć i pozwalać ci zwyczajnie BYĆ SOBĄ.

Era bogów (męskich czy żeńskich, anielskich czy jaszczurowych, pochodzących z wysokich gęstości czy niższych) się zmienia, przekształca. Cały sens „przebudów z 2019” nie polegał na tym, by młodsi zajęli miejsca starszych, by jedna istota zastępowała stare wzorce archetypowe i matryce swoimi wzorcami i pomysłami. Nie chodzi także o to, aby starsze istoty czy Anunnaki całkowicie zaniechali kreacji. Mimo że prawie każdej istocie wymienionej w moim cyklu opracowań wyszły różne dysfunkcje, patologie, zaburzenia, chodzi raczej o fakt, by młodsi mogli w końcu zasiać ziarno życia, uniezależnili się od wcielania w światy „murarzy Wszechświata”, a starsi zaczęli pomału kierunek wznoszenia się ku górze. Również sens był taki, by najwyższe części, które ja nazywam Nadjaźniami, w końcu wzrastały, bo zablokowane przez zależności i odcięcia na niższych poziomach – mówię szczególnie o gęstości adi, anupadaka – czerpały swobodnie energię z tego, co dzieje się niżej, ale też mogły swobodnie wysyłać impulsy kreacji w dół, do swoich jaźni, czyli tak jak to miało miejsce pierwotnie. Niestety, wcześniej wszystkie impulsy poszczególnych (również indywidualnych) istot, były ściągane przez tylko parę innych, które je selekcjonowały swoim „widzimisię”. Tak wielka część gęstości, istnienia była zatrzymana w kreacji. Wszystko poodcinane, odcięte, zamazane, zablokowane, stłumione, z postawionymi wieloma bramami/wrotami pomiędzy gęstościami, wymiarami, którymi tylko wtajemniczeni mogli przechodzić. To była prawdziwa potęga matactwa i głupoty, pasożytnictwa, ale też skutek tego, jak władza, syndrom boga degraduje istnienie. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka – co szczególnie chciał osiągnąć Sandalfon i Yavanna. Ciastek nie jemy, pieczemy nowe i zostawiamy do zmian czy przypudrowywania innym. Dużo opcji, wiele szans i możliwości – wszystko otwarte.

Cała ta historia jest dla mnie bardzo osobista, bo mówię i piszę o swoich braciach, bliskich. Nie piszę tego jako były Anunnaki, bo wielu z nas nosi historię tej rasy, ale jako Nikodem, który na tej ziemi miał dziesiątki wcieleń ascetycznych, przez milenia moja “większa część istoty” była zbijana, zduszana, kontrolowana, jedzona. Przeszedłem pierwotną, czarną, białą, szarą historię, by w końcu przejść na swoją własną drogę. Szczególnie to wcielenie poddane przodkom z silnymi wzorcami białymi, mnisimi, zdegradowanymi przez samice alfa, z chorobami wieńcowymi, zawałami, udarami dało mi się szczególnie we znaki. Dla mnie każdy dzień życia to dar. To degradowanie przez setki wcieleń i światów mojej struktury ja, ego, perspektywy, to takie bycie „niewolnikiem” i wcielanie się oddolne, czyli w najniższych i najbiedniejszych możliwych kastach i rodach – pozwoliło mi popatrzeć i widzieć inaczej. Kiedy masz pełny brzuch, zdrowe ciało, pieniądze na koncie, czerpiesz moce ze swoich wcieleniowych zasobów, to widzisz i odbierasz świat inaczej. Wtedy wiesz, że każda myśl związana z cierpieniem, bólem niszczy twoje ciało, ta mozolna wspinaczka po szczeblach kariery kosztuje tak wiele energii, twoje nauczanie jest odsunięte na brzeg historii, kiedy to dekady poświęcasz na pracę nad sobą w miejsce życia, to życie pokazuje ci, jak wiele rzeczy było mylnie postrzeganych, a istniały tylko ze względu na posiadane zasoby mocy i władzy, a ty czujesz skutki błędnych praktyk na własnym ciele. Dlatego patrzysz nie tylko na siebie w inny sposób, ale wiesz – zgodnie z tym, co pisał Steiner – że twoja zmiana wpłynie na twoich najbliższych i kolejne pokolenia. Pewne rzeczy udało mi się zrozumieć szybciej, a raczej głębiej niż pozostałym moim bliskim, ale tylko dlatego, że to oni, moi najbliżsi, byli katami, psychopatami, neurotycznymi jednostkami z wydumanym ego i zaburzoną percepcją siebie i swoich działań. Ale to, co ja nazywam „przebudowy 2019” (o których opowiem i przedstawię w kilku opracowaniach), pokazały mi, że odbudowanie własnej struktury ja dotyczy większości ludzi i ludzkości, bo to jest tak, jakbyśmy wszyscy mieli syndrom sztokholmski, który odciśnięty został przez te istoty, religie, despotyczne pisma święte, iluzyjne sanskryty oraz władców i mesjaszów traktujących siebie jako bogów, wybrańców bogów, mistrzów wniebowstąpionych. I zawsze mieliśmy do czynienia z tymi samymi istotami, ale pod różnymi imionami, a przecież świat, Wszechświat, gęstości duchowe nie zamykają się w tak małej bańce, dualności, podziale. Człowiek jednak ma w to wierzyć, że nie ma alternatyw.

Ludzie myślą, że takie istoty jak Sandalfon (Wisznu, Jezus) i Lucyfer (Śiwa) znajdują się na skrajnych brzegach świata, gęstości subtelnych lub nieba i piekła. To nieprawda, ich wyższe jaźnie i dusze siedzą przy jednym stole, mimo że mogę mieć różne wizje i potrzeby, które realizują. Wzburza cię to, co właśnie napisałem? Jeśli tak, to bardzo dobrze – obudź się. Praca nad idealizacją dotyczy również ciebie, bo gdzieś, czy to przez wychowanie, nakaz społeczny, odbite wzorce archetypowe i podświadomością zbiorową, ale i wcielenia, czcisz Jezusa/Enkiego, czcisz Pawła/Enlila, czcisz Tomasza/Ninhursag, która dla Sumerów była boską matką, matką ludzi (co ja nazywam: pramatką); na pewno dusza miała styczność i oddała się w ręce Białego, a może nawet Arymana. Możesz ich szanować, lubić – nie ma to znaczenia, ale pamiętaj, gdzie zaczynasz się ty, a gdzie ich wpływ na twoje myślenie, uczucia, postawy. Jako mason i illuminati, teozof, członek tajnego stowarzyszenia lub zanurzony w jakiejś metodzie, którą uważasz za cudowną, ale nie znasz jej genezy i nie zbadałeś jej źródeł energetycznych, możesz klękać przed Lucyferem. Nawet Osho mówił, że to jemu zawdzięcza pieniądze. Nie rób tego, nie klękaj i nie czcij nikogo. Wszyscy pochodzimy z jedności, mamy takie same potencjały energetyczne – ci, którzy mają wyższe, często czerpią ze zbiorników i zbiorów, całunów, inicjacji czy energii grup i społeczności. Mogą nawet mieć i prawdopodobnie tak jest dodatkowo krokodyle w ciałach wzmacniające ich potencjał (intelektualny, seksualny, energetyczny). Ale czy to wszystko nie jest czymś zewnętrznym, narzuconym, przeszłym? Ile jeszcze chcesz się wcielać w tak niskowibracyjnych miejscach? Robisz to ze względu na swoje własne wibracje czy zapisane w podświadomości wcielenia? Czy z powodu swoich bliskich? Czy wszyscy twoi bliscy duchowo tak robią? Czy w tej postawie nie ma postaw DDA? I czy nie czujesz się zmęczony? Jeśli tak, to wstań w końcu, przestań oddawać swoje energie i skup się na sobie: daj sobie to, czego żaden bóg i bóstwo ci nigdy nie dało i nie da. Przestań uczestniczyć w cudzych wojnach, wojenkach, grach o władzę, bo ktoś ma przekonanie o swojej prawdzie, doskonałości, poczuciu bycia lepszym, większej wiedzy, wybraniu i świętości. Odmów i powiedz, że to nie twoja sprawa, nie twój program – choćby nie wiem jak naciskali i co ci wmawiali, nie twórz powiązań z tymi, którzy nadal upadają. Ty musisz wrócić do siebie, po siebie i zaakceptować siebie z tym, co masz, bez wstydu i strachu przed oceną. Inaczej zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie ci palcem wytykał, karał czy żerował na tobie, wzbudzał poczucie winy, wmawiał niedoskonałość czy choćby straszył potępieniem, piekłem, wcieleniem w zwierzę. Nie jesteś zmęczony tą grą, podtrzymywaniem systemów i struktur przez swoją bierność, apatię, fantazję i przede wszystkim, ucieczkę od siebie? Możesz coś zmienić w świecie przez pracę nad sobą, miłością wobec siebie i dla siebie, przez łagodność i akceptację. Ale kiedy poczujesz zew pychy, urażonej dumy, poczucia rywalizacji – zacznij pracować nad sobą, nie uciekaj w przeciwną stronę bezsilności, umniejszania sobie, oddawania wszystkiego, co masz najlepszego w sobie, tym, co tylko czekają, bo żerują na takich jak ty.

Bardzo trudno jest popatrzeć zdrowym, neutralnym wzrokiem i sercem na swoich idoli, mistrzów, mesjaszów, bliskich, ponieważ nieświadomie ich idealizujemy. Niektórzy mają nawet potrzebę obrony czy ochrony ich świętości czy linii przekazu. Dusze czują się dumne z wybrania i namaszczenia, bycia blisko boga, wtajemniczonego – tak, jak tylko kapłani i królowie mieli kontakt z Anunnakimi. Jednak obrona i ochrona, potrzeba czczenia kogoś zawiera w sobie idealizację, czyli zaprzeczenie. Zadanie tego mechanizmu jest proste: wybielić negatywne postawy, tłumaczyć patologie, ochronić nasz własny wizerunek, nasze myśli, wybory, poniekąd je nawet tłumaczyć, bo samo przyznanie się przed sobą, że dana istota, grupa istot, ścieżka, religia niekoniecznie jest tym, co sobie na początku wyobrażaliśmy, jest trudne. Wolimy zatem idealizować, kolorować, walczyć, poniżać, oczerniać obce, by trwać w swoim uporze. Mam dla ciebie prostsze rozwiązanie: zdejmij świętych, mesjaszów, mistrzów, guru, Anunnakich z piedestału, z wszelkich tronów – uwolnij swoją istotę od nich. Kontakt z rzeczywistością pozwala nam nawiązać relacje ze swoim strachem, poczuciem niemocy, lękiem; pozwala wyjść naszej wrażliwości i potrzebie bliskości, miłości, ale opartej na zdrowych zasadach równości i miłości nie bazującej na zaprzeczeniu, idealizacji, umniejszeniu. Jesteś w stanie postawić siebie na pierwszym miejscu? Praca z idealizacją jest trudniejsza niż terapia na wpływ narcyza, chociaż są podobne do siebie. Mówię o trudnych rzeczach, ale jak chcesz wrócić do siebie, kiedy w twoim sercu i ciele tyle znaków, energii, pieczęci religijnych, buddyjskich, filozoficznych; kiedy część ciebie stale ogląda się do tyłu i jeszcze grzebie w czymś, co nigdy nie przyniosło oczekiwanego przez ciebie skutku? Kiedy w końcu upada wizerunek przykryty nićmi idealizacji, czyli wyobrażenia, stykamy się z rzeczywistością, z którą wcześniej nie chcieliśmy być w kontakcie. Ma to w sobie mistyczny aspekt, szalenie przemieniający i oczyszczający. Nie ma w tym pięknym momencie przeszłości, współuzależnienia, symbiozy, potrzeb walki i obrony – jesteś sam ze sobą. Jesteś wolny.

P.S.

Nie popełniaj błędów Anunnakich, bo ich światłość, syndrom boga, narcyzm, poczucie właściwie obranego kierunku i uzależnienie od systemów planetarnych – nie jest takie łatwe do uwolnienia. Dopiero obecnie nastąpiła dla nich konfrontacja. Praca w każdym wymiarze i miejscu, szczególnie dotycząca wysokich wibracji/gęstości, nie mówię o duszach i ich systemie postrzegania, wymaga prawy. Trudność zawiera się w temacie wyparcia, zniekształceń czy spłyceń i mechanizmów obronnych, które każda nasza jaźń (ciało subtelne) tworzy, bo taka natura. A patrząc na siebie i swoje ostatnie wcielenia, widzimy, że nie ma czego zazdrościć. Dlatego im większy tron i skarbiec budujesz, im większa samoidealizacja, tym boleśniejszy upadek. Jeśli czujesz się gdzieś takim Anunnakim, pomagałeś przez wcielenia różnym bogom, boginiom i mesjaszom, mam prośbę – zacznij pracować nad sobą w terapii klasycznej (psychoterapeutycznej) i duchowej ze swoją duszą. Tak pomożesz sobie, światu i tym upadłym bogom.

P.S.S.

Za jakiś czas wróć do tego cyklu opracowań. I przeczytaj jeszcze raz, ale całość. Dziękuję.

Nikodem Marszałek

wrzesień 2020

You may also like