Home Sesje rozwojowe Pieniądze – praca z rodem i energiami

Pieniądze – praca z rodem i energiami

by admin

Pieniądze – praca z rodem i energiami

Kiedy miałem zamieszczać na stronie życzenia, przypomniała mi się wykonana sesja z Julką. Poczułem, że będzie ona innym prezentem dla Ciebie, bardziej praktycznym, namacalnym.

Dzień przed sesją zadałem Juli pytanie, bo chciałem żeby „rozebrała” je na części pierwsze i w ten sposób przygotowała się do sesji. Pytanie brzmiało: „Nie pozwalasz sobie brać dla siebie (dla własnej satysfakcji, przyjemności), a jedynie na siebie (w sensie obciążenia, obowiązki, potrzeba zadowalania innych). Czy jakaś część Ciebie uważa, że nie zasługuje na „nagrodę”, „radość”, ot tak? Kim jest ta część? Czujesz to jako swoje czy cudze (rodowe)? Co sprawia, że pieniądze Cię parzą?”.

W tej sesji przedstawiam swój wypracowany styl pracy i podejścia do wyzwania. Wyjaśnienia będą zamieszczone kursywą w kwadratowym nawiasie. Sama więc sesja będzie też świetnym przykładem i nauką dla tych, którzy pracują z innymi ludźmi. Zapraszam do lektury.

Początek

Julia: Hej.

Nikodem: To będzie ciekawe uwolnienie.

Julia: Mogę wysłać Ci coś, co przygotowałam odnośnie Twoich pytań z wczoraj? Jak wczoraj przeczytałam maila od Ciebie, to aż mnie ciarki przeszły i wiedziałam, że im więcej ruszę sama tym lepiej.

Chciałabym poprosić Cię o wyrozumiałość, bo na klawiaturze piszę mega wolno i nie ukrywam, że jest to dla mnie wyzwanie. Dodatkowo informacja o tym, że będziemy pisać mnie wczoraj trochę zestresowała, ale postaram się na tym nie skupiać. [wcześniej pracowaliśmy zawsze na żywo]

Co do zadanych przez Ciebie pytań i moich przemyśleń to zacznę od tego, że pojawił mi się tu temat zazdrości. Pamiętam w dzieciństwie, zwłaszcza w gimnazjum, strasznie wstydziłam się tego jak wyglądam, w czym chodzę ubrana, tego jak wygląda mój dom, że nie mam swojego pokoju, czy nawet miejsca w domu do nauki, normalnej łazienki czy tego, że moi rodzice są biedni itp. i pamiętam jak często zazdrościłam innym dzieciom, zwłaszcza koleżankom, że mają ładniejsze ciuchy, lepiej wyglądają, mają bogatszych rodziców.

Pamiętam to uczucie, gdy mogłam kupić sobie jakąś nową rzecz np. spodnie czy plecak i ubierając to na siebie chciałam, by mi inni zazdrościli, tak jakbym chciała pokazać innym moją „fajność”, czy wartość przez to, co mam.

Poza tym ja byłam bardzo zazdrosna o moje rodzeństwo, a raczej o to, że ktoś, dajmy na to, dostał lepszy prezent niż ja na urodziny/święta. Wynikało to na pewno z braku uwagi, zaangażowania rodziców, braku mojej pewności siebie, takiego poczucia bycia gorszą w domu, grubszą, mniej ładną niż reszta mojego rodzeństwa.

A dziś z tą zazdrością jest tak, że się jej boję. Mam wrażenie, że robię wszystko, żeby jej unikać, żeby ktoś mi przypadkiem czegoś nie zazdrościł. Staram się nie chwalić, nie rzucać w oczy, a i tak odczuwam to dość silnie, zwłaszcza ze strony mojej rodziny, takie „że za łatwo mi coś przychodzi”. Wiem, że ciężko pracuję, studiuję, zajmuję się dzieckiem, poświęcam dużo czasu na pracę nad sobą i rozwój, by iść do przodu, ale ta kwestia finansów u mnie kuleje. [kiedy czytamy takie opracowania zawsze szukamy części wspólnych, jaki wyłania się tutaj główny wzór zachowania, co jest najbardziej „przeżywane”, najbardziej aktywne w tej właśnie chwili; w tym przypadku będę podkreślał przekonania, które rzucają się w oczy, żeby skupić na tym, co najbardziej istotne]

Odnosząc się już tak bezpośrednio do Twoich pytań to mam wrażenie, że trochę moje ego albo jakiś głos ze mnie mów mi, że nie zasługuję, że jestem nie wystarczająco dobra by to mieć, by mieć więcej, by było u mnie stabilnie. Że nie zasługuję, bo robię za mało, a mam zapierdalać, dosłownie takie myśli mi się pojawiają. Tak jakby duże pieniądze musiały się wiązać z ogromnym wysiłkiem i ciężką pracą, taką ponad moje siły, pełną trudności i komplikacji.

Szczerze, to nie znam takiej nagrody czy radości ot tak, bo bardzo wiele rzeczy przychodzi mi z wysiłkiem, albo jak dostawałam jakieś dodatkowe pieniądze, np. 13 wypłatę, to zawsze była jakaś dziura do załatania w budżecie, kredyt do spłacenia, mam wrażenie, że jeszcze nie zdążyłam mieć tych pieniędzy a pojawiał się jakiś duży wydatek i wiedziałam, że będę musiała od razu na coś to wydać.

Co do tego, czy to jest moje/cudze to muszę powiedzieć, że i tak i tak. Bo sytuacje, które opisałam powyżej, raczej widzę jako moje rzeczy, które kształtowały się od najmłodszych lat. Ale też duży ładunek ma to, jak moja rodzina podchodzi do mnie i moich sukcesów. W taki sposób świadomy dyskredytują mnie, to co mam, to co osiągnęłam, porównują z innymi, wyśmiewają. I tak było chyba od zawsze. Kiedyś rywalizowałam np. z rodzeństwem o uwagę rodziców, dziś natomiast ja naprawdę nic od mojej rodziny nie chcę i staram się unikać często z nimi kontaktu, bo ich zachowania oprócz tego, że bywają krzywdzące, to są po prostu dla mnie toksyczne.

Ale kiedy zaczęłam się nad tym dzisiaj zastanawiać, to poczułam, że jest jakaś taka blokada rodowa we mnie, że nie powinnam się wychylać, mieć więcej niż moja rodzina, że nie tak się umawiałam, że nie mam prawa być, mieć, posiadać. Że ród nie ma, to czemu ja miałabym mieć, albo jak mam więcej to powinnam podzielić się, oddać żeby i im było lepiej. No i to przeświadczenie mnie trochę prześladuje, bo jak mieszkałam jeszcze w rodzinnym domu to miałam mnóstwo takich sytuacji, że ktoś w moim otoczeniu powtarzał, że jak ktoś się biedny urodził to biedny umrze, że bogaci tylko kradną, dorabiają się na krzywdzie innych, nie liczą się z innymi, że pieniądze szczęścia nie dają, że pieniądze to nie wszystko. Albo jak dostawałam od kogoś w prezencie jakieś pieniądze i jak czułam, że ktoś ma niewiele a się ze mną dzieli i tak nie chciałam za bardzo ich przyjmować, to słyszałam zdania, że jak ja kiedyś będę miała więcej to wtedy komuś dam – w sensie się z kimś podzielę. Pamiętam, jak moja babcia czasem opowiadając jakieś historie o ożenku używała zdania, że jakiś tam związek to były „za wysokie progi jak na moje nogi” tak bardzo kwalifikując ludzi do konkretnych klas społecznych, a że my byliśmy rolnikami, biedotą – tak w moim odczuciu to był wyraźny dla mnie znak, że „mam się nie wychylać, nie próbować czegoś zmieniać”.

Co sprawia, że pieniądze mnie parzą? Myślę, że strach przed tym, że będę musiała się nimi z kimś podzielić/dać/oddać, bo obiecałam w dzieciństwie, zresztą ja większość życia żyłam przekonaniem, że jak już zarobię, będę mieć, to dam rodzicom, rodzeństwu, że im pomogę, kupię im jakiś normalny samochód, wyremontuję dom, zabiorę mamę na wakacje i wiele wiele innych. Żyłam w takim przeświadczeniu, że muszę mieć, by im pomagać i od jakieś czasu mam w głowie myśl, że najpierw muszę pomóc sobie a nie innym, to jest we mnie taki strach przed tym wszystkim, do tego jak jeszcze dorzucę strach przed cudzą zazdrością, że rodzina/inni ludzie będą mi zazdrościć tego, że mam, że się dorobiłam.

Przypomniało mi się też, że jak byłam gdzieś w gimnazjum, to mama robiła mi straszne afery o to, że jestem nieoszczędna, bo np. za jakieś swoje odłożone pieniądze kupowałam sobie np. spodnie i dla niej zawsze wszystko było za drogie, doszło to tak daleko, że później specjalnie jak mnie pytała ile to kosztowało, to zaniżałam ceny nawet o 1/3 czy połowę, a i tak zawsze czepiała się do mnie, że jestem rozrzutna, wydaję za dużo, nie umiem oszczędzać.

Nikodem: Świetnie. Mur się rozkruszył przez wejście w pytania.

Julia: Tak sobie myślę, że nie wspomniałam tu o moich rodzicach, bo dopóki mój ojciec był sam to zawsze miał jakąś dobrą pracę, kombinował, budował dom i jak związał się z moją mamą to tracił wszystkie prace, domu nigdy nie skończył, cały czas kłócili się o pieniądze i mój tata zawsze wyśmiewał mamę, że pochodzi z biedoty, w sensie że jej rodzina miała jeszcze mniej niż jego.

Nikodem: Ona go ściągnęła do swojego poziomu. Dlatego rzadko obserwuje się małżeństwa w wielkim biznesie lub w Hollywood z osobami spoza środowiska. Jedno pilnuje/pcha drugiego.

Julia: Czasem się zastanawiałam, czy ja nie przenoszę tej sytuacji na mój związek. [po zapisaniu i przeczytaniu często sobie coś nagle uświadamiamy]

Nikodem: Dobrze szukasz. Ten sam wzorzec może być mniej lub bardziej aktywny u ciebie.

Julia: No.

Nikodem: Pewnie jest osadzony w tobie przez lojalność rodową. A masz jakieś przeczucie, dlaczego mama „ściągała” partnera w pustkę i stratę? [pewnie będziesz to wiedzieć i czuć przez dziedziczenie]

Julia: Wydaje się, że to może zależeć od kilku rzeczy, bo moja mama pochodziła z bardzo biednego domu, generalnie rodzinie od jej strony średnio się wiedzie i opowiadała czasem o jednej ciotce, która przed wojną wyjechała do Luksemburga i tam związała się z jakimś bogatym mężczyzną. Ale przez rodzinę była odrzucona, tak jakby wszyscy mieli do niej pretensje, że ich zostawiła, nie pomogła. A druga rzecz to mój dziadek, który był partyzantem. Jego sąsiad po wojnie donosił na niego (dla korzyści finansowych). Przez co mój dziadek siedział w więzieniu i był torturowany.

I mam takie wrażenie, jakby to szło jeszcze od dziadka, że woli być biedny i sprawiedliwy niż mieć pieniądze, ziemie i być kimś takim jak ten sąsiad.

Poza tym moja mama mogła ściągać ojca, bo na coś innego się umawiali, tzn. widzę to jakby moja mama nigdy nie chciała mieszkać na wsi a przecież tata budował dom w mieście. Ona nie raz mu wypominała, że go nienawidzi za to jak wygląda jej życie. Ale może to się zaczęło dużo wcześniej.

Nikodem: OK, czyli pierwsze linia mamy.

Mama-babcia-jej mąż. Ta linia w rodzie jest deficytowa, ciągnie pozostałych w dół, do straty.

Julia: U taty też było tak, że w jego rodzinie dorobili się tylko ci co wyjechali do Ameryki. Taty prababka miała chyba 17 rodzeństwa i wszyscy oprócz niej wyjechali i zawsze było tak, że nie lubiło się u mnie w domu tych ciotek z zagranicy czy wujków, uważało się ich za wyniosłych, że się chwalą tym, co mają. Mój tata też miał jakiś taki żal, że przez wojsko nie udało mu się dostać wizy i nigdzie wyjechać. Mam nadzieję, że za bardzo nie odbiegam od tematu.

Nikodem: To pasuje.

Julia: Jak teraz przeczytałam to, co napisałam o tych „ciotkach z zagranicy” to poczułam że moja rodzina tak mnie traktuje. Wiadomo, że chodzi o zazdrość. [to dopiero początek rozmowy, a już druga autorefleksja, uświadomienie]

Nikodem: DOKŁADNIE. Dlatego właśnie chciałem formę pisaną, bo zaczynasz widzieć… jak w lustrze.

Julia: Ale trochę tak, jakbym ja była tą lepszą, której udało się wyjechać i do której ma się żal o wszystkie swoje niepowodzenia. [wyrażenie „ale trochę tak, jakbym ja była…” pokazuje nam powolne uświadamianie sobie, że poszczególni członkowie rodu i rodziny projektują i przenoszą ten stary wzór na nią samą]

Nikodem: Technicznie wyjechałaś. Stolica kraju dla wielu to inny świat.

Julia: No dla mnie też te kilkanaście lat temu to był totalnie inny świat.

Nikodem: Czyli zazdrość skierowana wobec ciebie, to zazdrość rodziny i przodków do tych z Ameryki. Ale u ciebie jest to skumulowane (kanalizowane), bo nadal jesteś w kraju [powtarzam to, co zostało uświadomione przed chwilą by wzmocnić i potwierdzić]

Julia: Ma to sens i tak to mocno we mnie rezonuje. Zawsze trzymałam trochę stronę tych ciotek z Ameryki, podziwiałam, że im się udało. Myślałam sobie wow, ale bałam się o tym głośno mówić, bo moja rodzina miała zupełnie inne zdanie na ten temat.

Nikodem: Myślisz bez zazdrości, czyli jak osoba sukcesu, bo cudze osiągnięcia to dla ciebie inspiracja. [wzmacniam inne podejście niż zachowanie rodziny i rodu]

Dobrze. Zrobimy punkt 6 na mojej liście, bo tyle punktów wyciągnąłem z twoich odpowiedzi. Wklejam: „(…) strach przed tym, że będę musiała się nią z kimś podzielić/dać/oddać, bo obiecałam w dzieciństwie, zresztą ja większość życia żyłam przekonaniem, że jak już zarobię, będę mieć, to dam rodzicom, rodzeństwu, że im pomogę, kupię im jakiś normalny samochód, wyremontuję dom, zabiorę mamę na wakacje i wiele wiele innych”.

Julia: Po twoim pytaniu, jak się do tego dokopałam, to bardzo mocno odczułam. Boję się, że ktoś będzie ode mnie chciał.

Nikodem: Ale nie dajesz im w żaden sposób?

Julia: Teraz było tak z kancelarią, czułam takie „daj nam więcej, bo to, bo tamto…”. Dawałam do tej pory, dbałam o to, by zawsze jechać z czymś do domu, kupować fajne prezenty na święta, wysyłałam pieniądze na urodziny, jak mój tata chorował to pomagałam im finansowo.

Nikodem: Jak nie dajesz (wspierasz finansowo) to w jaki inny sposób im to wyrównujesz? [celowo użyłem wyrażenia „wyrównujesz”, bo wzorce wcześniejsze pokazały silną lojalność rodową i podświadomy nakaz oddawania]

Julia: Myślę, że w ostatnim czasie przestałam. Choć łapię się cały czas na takim myśleniu, że jak już będę miała to zrobię xyz. [to nam pokazuje, że nadal jest przymus kierowania swojej energii w pole rodzinne]

Nikodem: A energetycznie? [ostatnie trzy pytania miały doprowadzić do pewnego rodzaju przyznania, postawy „hej, ale…”, bo ta postawa będzie potrzebna później do sprzeciwu wobec tego wzorca osobistego i rodowego; jak byśmy zostawili tak, jak Julia pisała, czyli w sumie to jest ok, super, nie byłoby dźwigni]

Julia: Pozwalam im mnie okradać. [mamy to, proces został nazwany; w mózgu mogło nawet powstać skojarzenie, że mamy do czynienia z procederem]

Nikodem: Czuć lojalność. [kiedy Julia napisała „Pozwalam im mnie okradać”, całe to zdanie miało wibracje miłości współuzależnionej, takiego dziecka, które przez akty pozbawiania siebie szuka akceptacji rodziny]

Odpowiedz pierwszym skojarzeniem: „Jeśli im nie daję, a czuję obowiązek dawania/inwestowania/dzielenia/wkładania, to w jaki sposób się karzę?”[wcześniej użyłem słowa „wyrównujesz”, teraz używam dużo cięższego ”karzesz” i wskazuję na działanie]

Julia: Mam wrażenie, że jestem często miła, choć ktoś mnie obraża, komentuje moje wybory. A ja sobie to tłumaczyłam tym, że nie chcę im robić przykrości. Pozwalałam im się w ten sposób lepiej poczuć kosztem siebie. [uświadomienie kosztu jaki się ponosi za swoją postawę]

Karzę się brakiem. Poczuciem braku, problemami finansowymi i stresem z tym związanym, że znowu coś mnie (przykrego) finansowo spotka.

Nikodem: OK, czyli strata jako pojednanie, jedność, miłość rodzinna. Takie: „Zobaczcie, ja też straciłam, tak jak wy. Kochacie i akceptujecie mnie teraz?”. Masz to na tapecie.

To teraz moje przewrotne pytanie: „Poszukaj w ciele, gdzie ta informacja, to działanie jest zapisane. Z jakiego punktu się uruchamia?”.

Julia: Serce i brzuch, ale też chyba w głowie.

Nikodem: Pochodzi to z twojego ciała, brzucha, serca, głowy?

Julia: Brzuch.

Nikodem: Wchodzimy teraz do brzucha i szukamy mechanizmu karania siebie i kreowania strat.

Szukasz ziarna/zapisu/siatki/wibracji z tą informacją. [tutaj trwa to dłuższą chwilę, Julia zamyka oczy, relaksuje się dłuższą chwilę, zadaje sobie jeszcze raz moje pytanie i patrzy na to, co jej ciało pokaże]

Julia: OK. Mam.

Nikodem: Chwyć energetycznie zapis, wyciągnij go i powiedz: „To nie należy do mnie ani do rodu.

Jest to nielogiczne. Mam mieć, żeby dać”. I wrzuć do ognia. Teraz dodaj: „Żeby dać, trzeba mieć. Daję wtedy, kiedy czuję, że chcę dać”. [tutaj działamy na zasadzie: było coś starego – wprowadzamy coś nowego]

Julia: OK.

Nikodem: Teraz serce. Gdzie tam jest ziarno karania siebie i kreowania strat?

Julia: W środku, trochę tak, jakby serce było czymś przebite albo przybite by nie czuć.

Nikodem: Wyciągnij to przebicie ze wszystkim, bo to pewnie pozwalało „zaciągać” energie rodziny (rodu) i tworzyć próżnię. [to już są takie zaawansowane przepływy rodzinne]

Julia: OK.

Nikodem: Dobrze. Teraz ziarno karania i kreowania strat. Niech serce wyrzuci to do środka siebie, cała informacja ma pojawić się w formie kulki.

Julia: OK. Mam.

Nikodem: Standardowa procedura. Chwyć to, wyciągnij i wrzuć do ognia.

Następnie w sercu zostawiasz informację: „Miłość daje przestrzeń, daje miejsce na wybór. Mogę kochać, ale nie muszę kochać. Miłość jest wolnością. Miłość nie jest lojalnością i nie ma nic wspólnego z lojalnością rodową. Miłość to miłość, a lojalność to obowiązek, a jak obowiązek to nie ma miłości”. [ten akapit uderza w białe wzorce, jeśli coś walczy po jego przeczytaniu, to właśnie białe myślenie uważane za słuszne]

Julia: Jakoś trudno mi się tego pozbyć, trochę jakbym próbowała to spalić, ale to dalej wibruje.

Nikodem: Wibruje, bo coś trzyma, brak zrozumienia.

Julia: Trochę jakby głowa myśli: „A co teraz, co w zamian?”. [pojawiła się w końcu blokada, mechanizm obronny, dlatego robimy dokładnie w ten sposób, bo to jest naturalne, że pewne wzorce puszczają trudniej]

Nikodem: Dlatego powiedz jeszcze raz (możesz zapisać na kartce): „Miłość daje przestrzeń, daje miejsce na wybór. Mogę kochać, ale nie muszę kochać. Miłość jest wolnością. Miłość nie jest lojalnością i nie ma nic wspólnego z lojalnością rodową. Miłość to miłość, a lojalność to obowiązek, a jak obowiązek to nie ma miłości”.

Julia: Jakbym nie mogła tak łatwo się pozbyć tego oddawania im siebie. [już wcześniej było widać, że ten mechanizm oddawania wszystkiego rodzinie jest mocno wtopiony w ciało, w całą strukturę psychiczną]

Nikodem: Przepisz jeszcze raz, bo jesteś w sesji, czyli na pewnym poziomie wibracji, koncentracji.

[po chwili]

Jak teraz?

Julia: Lżej.

Nikodem: To teraz głowa. Wchodzimy do głowy i szukamy czy nadal jest tam ziarno generowania strat i samokarania.

Julia: Takie schowane.

Nikodem: No pewnie.

Julia: Coś się chowa z myślą, że się tym nie zajmę.

Nikodem: Zobacz jakie ciało jest sprytne, jak podświadomość kombinuje ciągle, byle tylko się wywinąć. [właśnie ten model stosuję w pracy na żywo, bo to w mowie ciała drugiej osoby widać szczególnie: jaki proces zaszedł, co się stało, czy się uwolniło; w trakcie pracy przez Internet zostają tylko słowa, odcisk energetyczny lub reakcja ciała subtelnego]

Niech głowa wyrzuca, bo ma już nowe informacje. [tutaj daję taką informację głowie (bardziej wzorcowi, wewnętrznemu dziecku), żeby nie kombinować]

Julia: Dalej coś we mnie boi się to puścić, tzn. ja chcę to zabrać, ale coś to trzyma. [drugi silny mechanizm obronny, no to uruchamiamy ciężkie działa]

Nikodem: Sprawdzamy co tak trzyma.

Julia: Tak jakby właśnie głowa bała się nowego, bo tego nie zna.

Nikodem: DOKŁADNIE. Tak jest z każdym nowym nawykiem, sposobem działania. I to, że stoimy przed tym murem i jesteś go świadoma, to ogromny sukces. Teraz wielu by się zatrzymało i rozwodziło nad nim przez kolejnych 30 spotkań.

Zrobimy to w inny sposób.

Niech to się zmaterializuje w formie zrozumiałej przed tobą? [jest to technika, którą wypracowałem podczas pracy na żywo, czyli problem, wyzwanie, blokada przyjmuje formę zrozumiałą dla psychiki i materializuje się w wyobraźni, jest to tzw. obraz oka umysłu]

Julia: Widzę jakiegoś strażnika, jakby jaszczura, ale takiego małego.

Nikodem: To niech on teraz przyjmie rolę Mikołaja w samych majtkach. Taką nakazujesz mu przybrać formę. [stosuję tutaj technikę przedstawioną w Harry Potter, „Riddikulus” był to czar, który zmieniał bogina w coś śmiesznego]

Julia: OK.

Nikodem: Zapytaj się tego Mikołaja „Gdzie masz prezent? Gdzie masz prezent dla mnie? I gdzie twoja rózga?”. [wykorzystuję tutaj również zasadę: przysadka mózgowa nie odróżnia czegoś realnego od wyobrażonego, dlatego jeśli ktoś jest „w sesji” jego fale mózgowe inaczej pracują i następuje takie „pstryk”]

Julia: Gość zgłupiał. A ja się nie mogę przestać śmiać. [zadziałało, ominęliśmy część logiczną i racjonalną, mechanizm obronny przepuścił, dosłownie pękł]

Nikodem: Powiedz: „Mikołaju wychodź z jamy, nie ma dla ciebie miejsca”.

Julia: OK.

Nikodem: Gdzie poszedł Mikołaj?

Julia: Siedzi w sporej odległości przede mną i chwilowo się nie rusza.

Nikodem: To teraz nakaż mu wsiąść do sań i wio na biegun północy, bo odbierasz mu prawo przebywania w twojej przestrzeni i głowie.

Julia: OK.

Nikodem: I teraz wracamy do głowy i wypełniamy informacją: „Posiadam, mam i dziękuję sobie za to. Jestem bezpieczna posiadając, mając, oszczędzając, inwestując”. [nie zostawiamy miejsca tylko dajemy nową informację]

Julia: Piszę.

Nikodem: Co głowa teraz mówi?

Julia: Czuję spokój. Takie wow, że można inaczej. [uwolniliśmy tak wielki mechanizm obronny; esencjonalny wzorzec wkodowany rodowo w ciągu kilku chwil bez zbędnego rozwodzenia się – brawo]

Nikodem: To teraz powiedz, że przyjmuję te informacje, to odczuwanie w całym ciele, komórce ciała. [tutaj najważniejsze jest, żeby pobyć chwilę w tym stanie ulgi i nowej informacji, żeby ciało zapisało, zaakceptowało nowy stan]

Julia: OK.

[tutaj chwila przerwy]

Nikodem: To kolejny punkt rodowy, pięć na mojej liście:

„(…) jak ktoś się biedny urodził to biedny umrze, że bogaci tylko kradną, dorabiają się na krzywdzie innych, nie liczą się z innymi, że pieniądze szczęścia nie dają, że pieniądze to nie wszystko”. Kto tak mówił najczęściej?

Julia: Mama i tata. Dziś to mama bardzo często powtarza.

Nikodem: Zadaj pytanie: „Mamo czy ja jestem złodziejem? Czemu chcesz umrzeć w biedzie?”. [od razu zadaje mocne pytanie konfrontujące, szokujące]

Julia: Mówi, że ja nie, ale jej nic w życiu nie wychodzi, nie wyszło, nikt jej nie pomógł. [Julia od razu wchodzi w kontakt subtelny z mamą]

Nikodem: „Mamo co oznacza, że tobie nie wyszło?”.

Julia: …że musiała, jak reszta jej rodziny, żyć w biedzie i się nie wychylać.

Nikodem: „Mamo kto cię do tego zmusił?”.

Julia: Mówi, że no nikt, później, że wszyscy u niej tak mają, stara się zrzucać odpowiedzialność na innych. [dlatego zadałem wcześniej takie pytanie, żeby doprowadzić do wzięcia odpowiedzialności]

Nikodem: „Czyli mamo wybrałaś, chciałaś się tym zachowaniem przypodobać rodzinie swojej?” [to pytanie ma w sobie zrozumienie dla działania mamy, ale jednocześnie popycha do kolejnego uświadomienia i wyciągnięcia informacji]

Julia: Mówi, że chciała się rozwieść, by coś zmienić, ale bała się, że będzie jeszcze gorzej. Bała się zrobić inaczej, przeciwstawić się, wyłamać.

Nikodem: „Czyli mamo, ja zwracam Ci twój strach, to było twoje zawahanie i brak pewności o jutro. To nie należy do mnie, te emocje i zachowanie nie należą do mnie. Dziękuję, że mi o nich opowiedziałaś”. [nastąpiło uświadomienie, konfrontacja, dlatego mózg może się oddzielić od tego stopionego przez dziedziczenie rodowe wzorca]

Julia: …ale też nie chciała czuć się odrzucona przez rodzinę.

[przepisuje]

Jak to napisałam, to mi się moje dzieciństwo przypomniało i to jak przeżywałam to trochę za nią. Kiedy miała kłótnie z ojcem i tata pił.

Nikodem: Tak, bo weszłaś w jej rolę (parentyfikacja).

Dalej: „Mamo rozumiem, że możesz tak myśleć, ale ten świat jest pełen skrajności i różności. Są ludzie którzy wykorzystują, pasożytują, ale są też światli ludzie, mądrzy, z etyką. Każdy według swojej wewnętrznej harmonii”.

Julia:

[przepisuje]

Nikodem: Pięknie. Chyba mama jest w szoku. [podczas pracy subtelnej członkowie rodu faktycznie są obok nas i czasem pracują wspólnie]

Julia: No zdecydowanie. Trochę jakby nie dowierza, że tak można. [oprócz tego zmienił się cały wzorzec w rodzie]

Nikodem: Wszystko zależy od percepcji własnej. Dobrze. Powiedz: „Pozwalam tym informacjom, odczuciom ułożyć się w moim ciele, wypełnić we mnie”.

[po chwili]

Idziemy do przekonania pierwszego. Brzmi ono: „(…) moje ego albo jakiś głos ze mnie mów mi, że nie zasługuję, że jestem nie wystarczająco dobra by to mieć, by mieć więcej, by było u mnie stabilnie”.

Sprawdź czy to nadal rezonuje w tobie? [sprawdzenie polega na obserwacji reakcji swojego ciała podczas czytania akapitu czy pytania; czy coś się odzywa, kłuje, boli, odwraca uwagę]

Julia: Trochę tak. Na pewno mniej niż wcześniej.

Nikodem: To gdzie to wibruje i jak głowa reaguje kiedy to czytasz? [sprawdzam integracje tego, co zrobiliśmy wcześniej, czy już ciało reaguje w nowy sposób, czy coś jest nabudowane jeszcze do wzorca]

Julia: Tak trochę z tyłu głowy. Trochę to nie jest moje a raczej idzie to od rodziny. [z tyłu głowy podczas sesji mówi nam o możliwym podczepieniu lub właśnie wpływie rodzinnym]

Nikodem: Powiedz: „Niech pokażą się przodkowie, którzy też wibrowali przekonaniem, że trzeba zasługiwać, żeby coś mieć”.

Julia: No widzę rząd ludzi, tak jakby większość rodu tym wibrowała.

Nikodem: Powiedz: „Po co to nosimy, rodzie?”. [jak jest więcej jednostek, to już rozmawiamy jak z kolektywem]

Julia: …bo zawsze tak było. Mam wrażenie, że oni już sami nie wiedzą dlaczego. [jak jest kolektywne myślenie, to jak w myśleniu stadnym, często nie wiadomo: skąd, po co, na co, dlaczego]

Nikodem: Powiedz: „Przodkowie, możecie to zmienić. Ci co żyją mogą to zmienić, ja to zmieniam w sobie, bo nic winna wam nie jestem. Ja jako Julia uwalniam teraz przekonanie, że trzeba zasługiwać i trzeba być nie wiadomo jakim, żeby mieć. Rozumiem, że jestem wystarczająca, żeby mieć, posiadać i być zauważana. Cały ten cień ukrycia rodziny, straty uwalniam ze swojego pola.

A tym przodkom pozwalam z nową informacją żyć w świecie”. [te informacje jakby po takiej siatce zaczęły promieniować i rozpuszczać kulki]

Julia: OK.

Nikodem: Dobrze. I teraz te kulki wzorców rozpuszczamy w twoim polu.

Chciałbym, żeby brzuch, serce teraz wypełniły się odczuciem, które już masz w sobie: kocham siebie, mam, kreuję, przyciągam, przychodzi do mnie. I dodaj „akceptuję ten stan, to odczucie”.

Julia: OK.

Nikodem: I teraz klocek, gwóźdź programu. Program drugi, cytuję: „(…) nie zasługuję, bo robię za mało, a mam zapierdalać. Tak jakby duże pieniądze musiały się wiązać z ogromnym wysiłkiem i ciężką pracą, taką ponad moje siły, pełną trudności i kompilacji”.

Julia: Teraz jak to czytam, to czuję taką trochę złość i bezsens tego zdania, bo wiem ile robię.

Nikodem: Dobrze. Trud i znój jest wpisany w nasz kraj, twój ród, ale też Biblia zostawiła odcisk: „W pocie czoła będziesz pracował…W bólach będziesz rodziła…”. To są ciężkie kreacje piekieł.

Julia: Ja już nie chcę tak ciężko, dużo, z komplikacjami i ogromnym wysiłkiem i nakładem pracy, bo to było u mnie do tej pory. Wszystko, co mam, wiązało się z tym zasuwaniem po swoje, z przeciwnościami.

Nikodem: Ale sprawdź czy wykonana praca w znoju, ciężkości, zmęczeniu nie przynosi satysfakcji, nagrody?

Julia: No przynosi, bo gdyby nie to, to nie byłoby mnie tu dzisiaj.

Nikodem: Ćwiczenie. Zamknij oczy i wyobraź sobie przed sobą z lewej strony pracę wykonaną spokojnie, w swoim rytmie, było dobre samopoczucie, kreatywnie, lekko. Po prawej praca wykonana dotychczas, czyli: termin, pośpiech, trudności, kłody. Jeden zbiór po lewej. Drugi po prawej.

Julia: Widzę skrajności. W sensie, ja już nie chcę i nie mam sił na to, co po prawej. To taka ciągła walka. [tutaj dało się zauważyć subtelnie, że zbiór po lewej stronie (ten lekki) był trochę abstrakcyjny dla mózgu, jakby nie dowierzał w to, co widzi]

Nikodem: Ale to po prawej jest namacalne dla ciebie, silnie połączone. [sprawdzam swoje przeczucie]

Julia: Ja już nie chcę z nikim walczyć, tym bardziej ze sobą [na takie stwierdzenia trzeba szczególnie uważać, bo to co mówi osobowość/klient to jedno, a do czego jest przyzwyczajona podświadomość to drugie]

Nikodem: Poszukaj teraz w tym zbiorze po prawej straty, kreacji straty. [odnoszę się do głównego celu sesji]

Julia: OK. Mam. [mogłem sobie pozwolić na dosyć skomplikowane pytanie wcześniej, bo kiedy pracowałem z kimś wiele razy, wiem do czego dana osoba jest zdolna, ale i ona sama potrafi szukać, pochodzić do wyzwania w sposób, jaki uczę; działa tu efekt kuli śnieżnej: im więcej zrobiłeś, tym później więcej i szybciej uwalniasz dużo trudniejsze tematy]

Nikodem: Zapytaj się tego zbioru: „Dlaczego jak tworzę, kreuję, żyję, zarabiam tworzy się tam miejsce na stratę?”. [konfrontuję z bezpośrednim zbiorem osobistym, ale i egregorem rodzinnym]

Julia: To znaczy widzę ten strach przed tym, że mogłabym stracić to wszystko co do tej pory, choć wiem, że to jest nie prawdziwe. No był tu strach przed tym, że jak nie będę robić tak ciężko i dużo to będę jak moja rodzina, która nic nie robiła. Stała w miejscu. [tutaj pokazało się wiele wzorców umacniających stary sposób myślenia, bo wzorce niby stare, ale niosące zyski: wolę zapierdalać, ale nie będę przynajmniej jak moja rodzina, nie będę stać w miejscu]

Nikodem: Czyli jest zysk, bo zarobek jest skojarzony z wysiłkiem w mózgu. Bez wysiłku nie ma korzyści.

Julia: Tak.

Nikodem: A możesz to zamienić na mądrą pracę, mądre działanie?

Julia: To jest to, co widziałam w dzieciństwie.

Tak mogę i chcę.

Nikodem: …i będzie w tym korzyść, zysk, wynik? [tworzę dźwignie, zmuszam do szukania korzyści w nowym]

Julia: Tak, choć jakaś cząstka mnie nie dowierza. Ale ja czuję, że wystarczy już ciężko, dużo, trudno. [tutaj mamy świetny przykład umysł/podświadomość kontra ciało; ja pracuję tak naprawdę z ciałem i uczuciami, a one dały nam sygnał, impuls, zgodę; gdyby osoba powiedziała „chciałabym, marzy mi się, fajnie byłoby, to wiemy, że płynie to z abstrakcji umysłu, nie ma tu rzeczywistości, natomiast słowo „czuję” jest już zintegrowanym doświadczeniem osadzonym w ciele. Do wytworzenia tego podejścia potrzebowałem wielu, wielu lat, szczególnie podczas pracy na żywo]

Nikodem: To mówisz głośno: „Dziękuję teraz drogi ciężarze, drogi wysiłku, zmęczeniu za to, że byliście tak długo ze mną i we mnie. Że tak długo towarzyszyliście mi podczas mojej podróży. Moje ciało i obecny stan psychofizyczny pozwala mi jednak pracować mądrzej, pozwala delegować pracę, nie robić za innych, zachować energię i moc w sobie. Rozumiem, że moi przodkowie pracowali ciężko, żyli w trudnych czasach i posiadali religijnie skojarzenia, że tak zostaną zbawieni, ciężka praca im to wynagrodzi. Jednak żadna nagroda nie przyszła. Rozumiem teraz ten wzór i z niego świadomie rezygnuję, oddaję tym do kogo należał”.

[po chwili]

Coś się zmieniło w tobie. Co, bo aż tu czuć?!

Julia: Nooo. Jest we mnie więcej lekkości i spokoju.

Nikodem: To teraz pokaż podświadomości, że ten spokój, lekkość ma moc, siłę kreacji, że jest zdrowy i bezpieczny dla ciała.

Julia: Bo ja już nie dawałam sobie rady z tym ciężko, trudno. [ciało wyrzuca w końcu stres, napięcie, wieczną gotowość do walki]

Więc jest ulga.

Nikodem: [tutaj chwilkę czekam]

To teraz test. Przeczytaj swoje słowa: „(…) jak dostawałam jakieś dodatkowe pieniądze np. 13 wypłatę, to zawsze była jakaś dziura do załatania w budżecie, kredyt do spłacenia, mam wrażenie, że jeszcze nie zdążyłam mieć tych pieniędzy a pojawiał się jakiś duży wydatek”.

Julia: Widzę to jak jakąś dawną historie, która mnie nie dotyczy. Tak jakbym na to trochę z boku już patrzyła. [całe to uwolnienie, ale szczególnie tego wzorca pozwoliło kilka dni później zmienić postawę zachowania i żądań kancelarii, która chciała dużo większej zapłaty niż było w umowie]

Nikodem: Dalej: „Nie powinnam się wychylać, mieć więcej niż moja rodzina, że nie tak się umawiałam, że nie mam prawa być, mieć, posiadać. Że ród nie ma, to czemu ja miałabym mieć, albo jak mam więcej to powinnam oddać, podzielić…”.

Julia: Nie czuję tego zupełnie, nie rezonuje, to znaczy nie mam strachu w sobie, że komuś się może coś wydawać, nie boję się czyjejś oceny, tak jakby nie miało to już dla mnie znaczenia, jest we mnie trochę takiej złości, że niby czemu miałabym się z kimś dzielić skoro nie chcę, że jak chcę to spoko, ale jak nie chcę to nie muszę, nic nikomu nie jestem winna.

Nikodem: Mistrzostwo. Złość ważna w zaznaczeniu granic. Biologicznie i podświadomie i rodowo zrobiliśmy.

Duchowo teraz: „Cofacie teraz ze swojego ciała, organów i duszy pakt karmiczny na ujednolicenie z rodziną, rodem ich sukcesami, stratami. Jesteśmy z jednego łona, który wspólnie doświadcza”. Zamieniamy to na: „Każdy z was jest indywidualny, nietuzinkowy, różny i może wybierać tak, jak potrzebuje, chce, przez swoje unikatowe cechy i wartości. Dlatego teraz ten program, informację materializujemy w swoim życiu osobistym i rodowym”.

Julia: Jak to przeczytałam, to przeszedł mnie taki dreszcz… błe i przeczytałam to jeszcze raz

Nikodem: „Każdy z nas jako członek może wybrać to, co potrzebuje”. I teraz te nici spajające mogą się rozpuścić. Wszystkie „dampery”, które wyrównywały energie w rodzie też się rozpuszczają.[uwalniamy teraz subtelnie sztuczne spojenia w rodzie i rodzinie]

[po chwili]

Julia: Wow, od razu czuję się taka lżejsza, bardziej wolna.

Nikodem: „Każdy z członków, rodzina, ród może korzystać ze swoich zasobów, swoich energii i energii duszy, bo mają jej nieskończenie wiele. A jak mają niskie energie, zawsze mogą je podnieść. Teraz każdy wypełnia to miejsce sobą samym. Swoją energią w polu”.

Julia: No aż czuję jak dużo ode mnie do nich szło.

Nikodem: Jasna sprawa.

Julia: Bo oni żyją w takim „dołku” oczywiście to ich wybór, ale ja się czułam za nich wszystkich odpowiedzialna, trochę jak taka głowa rodu.

Nikodem: To zwróć im jeszcze: „Każdy z was jest głową siebie i za siebie odpowiada. Każdy z was jest liderem. Zwracam wam poczucie sprawczości, bo przez postawienie mnie w roli lidera, sami sobie odebraliście, umniejszyliście”.

Julia: Czułam taką presję dźwigania mojej rodziny na sobie.

Nikodem: Tak. Ta końcówka ważna.

Gratuluję. Koniec.

Julia: O wow.

Dziękuję (heart).

Nie sądziłam, że to tak głęboko we mnie siedzi i ze mną rezonuje.

Nikodem: A zaczęło się od jednego pytania.

Julia: Tak jak napisałeś na początku, to była ciekawa sesja.

Nikodem: Czuć u ciebie mega energię.

Julia: Nikodem bardzo Ci jeszcze raz dziękuje. Mam zupełnie inny nastrój, taki pozytywny.

Tydzień później dostałem wiadomość od Julii: Co do poprzedniej sesji i snów, to dało mi to taki duży finansowy spokój i mam wrażenie, że całkowicie zmienił mi się stosunek do pieniądza. Mam jakieś takie doroślejsze podejście do niego i na pewno nie ma tam strachu, czy poczucia braku, jest natomiast dużo takiego spokoju i ugruntowania.

You may also like